Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Wyprawa na Sycylię – październik 2015

Sycylia. Kraina zamieszkiwana w dawnych czasach przez Fenicjan, Greków, Kartagińczyków, Rzymian, Arabów, Bizantyjczyków, Normanów i wiele mniej znaczących nacji. Kraina kontrastująca olśniewającym bogactwem i skrajną nędzą, gdzie współegzystują zabytki prawie wszystkich wymienionych cywilizacji. Kraina multikulturowości z czasów, zanim to stało się modne, kraina gór, wina i słońca, która nie tylko na mapie jest bliżej Tunisu niż Rzymu, ale i mentalnie jest bliższa Afryce i Arabii niż Europie. Kraina mafii. Jednym słowem – Sycylia.

Wybór tego akurat kierunku podróży wyszedł nam w sumie dość przypadkowo i przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz pomyślałem o tym aby jechać na Sycylię mocno zastanawiałem się czy warto. Dopiero dokładny research uświadomił mi jak wiele w tym miejscu jest do zobaczenia, a tło normańskiej historii, na trwale wpisanej w krajobraz regionu, ostatecznie przekonał mnie do tego, że właśnie tam powinniśmy się w tym roku wybrać.

Ten tekst ma być subiektywnym zapisem spostrzeżeń, odpuszczę sobie szczegółowe objaśnienia i wykład odnośnie historii i znaczenia tego co pokażę, ponieważ te informacje znajdziecie w wielu miejscach, skoncentruję się na tym co dla mnie osobiście było interesujące. I naprawdę, jeśli macie chęć wybrać się na niezapomniane wakacje, to Sycylię rekomenduję.

12195985_927482490633593_411286334643713357_n

Kilka rad praktycznych na początek

1. Na ile i kiedy pojechać?

Nasza podróż trwała w sumie 10 dni:

  • Dzień 1 – 8 X – Modlin-Trapani Lot
  • Dzień 2 – 9 X – Trapani-Palermo
  • Dzień 3 – 10 X – Palermo
  • Dzień 4 – 11 X – Palermo-Cefalu
  • Dzień 5 – 12 X – Palermo-Monreale
  • Dzień 6 – 13 X – Palermo-Katania
  • Dzień 7 – 14 X – Katania-Syrakuzy
  • Dzień 8 – 15 X – Katania-Etna
  • Dzień 9 – 16 X – Katania
  • Dzień 10 – 17 X – Katania-Warszawa Lot

 

Jak widać plan był bardzo napięty, ponieważ chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej. Udało nam się bez większych opóźnień i problemów odwiedzić wszystkie lokacje, natomiast patrząc na to teraz, zdecydowanie doradzam skrócenie pobytu w Katanii o jeden dzień i poświęcenie tego dnia na Palermo. Jedynym powodem aby tego nie uczynić jest zamiłowanie do baroku, którego osobiście za grosz nie posiadam. Jeśli to tylko możliwe sugerowałbym rozciągnięcie pobytu do 14 dni z których co najmniej 5 warto przeznaczyć na eksplorację Palermo i okolic, pozostałe zaś wykorzystać na wycieczkę do Agrygentu, Enny oraz Piazza Armerina, na które nam zabrakło czasu.

Sycylia trasa

Po drugie, warto na Sycylię pojechać jesienią, większość przewodników jeszcze bardziej rekomenduje wiosnę. Podczas naszej jesiennej podróży stało się jasne, że w porze letniej egzystowanie czy jakiekolwiek zwiedzanie Sycylii jest raczej niemożliwe. Klimat jest jednym z elementów upodabniających Sycylię do Afryki. Latem temperatury czasami dobijają do +40 stopni Celsjusza, wysoka wilgotność zaś powoduje (zwłaszcza w Katanii o iście malarycznym klimacie) bardzo duży dyskomfort, zapachu ulic natomiast wolę sobie nie wyobrażać ;)

Podróżując jesienią można liczyć na temperatury ok 20-30 stopni i da się żyć. Jesienną porą lepiej też dostępna jest Etna, na której wiosną może jeszcze leżeć śnieg. Jesienna pogoda jest lekko kapryśna, deszcz i burze zdarzają się prawie codziennie, ale nie jest to wielki problem, raczej urozmaicenie ułatwiające życie i dające ochłodę. Katania jest wyjątkiem, parująca woda tworzy w tym mieście zawiesistą atmosferę sauny.

Warto pamiętać, że sezon turystyczny na Sycylii trwa do około końca października i zaczyna się około marca. Poza sezonem ceny na pewno będą niższe, ale też część miejsc może być niedostępna dla zwiedzających i komunikacja może być trudniejsza.

2. Transport i komunikacja

Oczywiście na Sycylię lecimy samolotem i w ten sam sposób wracamy. Inne wersje są możliwe, ale mogą mieć sens tylko dla osób szykujących dłuższa podróż przez Europę lub dla masochistów. Na Sycylię lecieliśmy samolotem Ryanair z Modlina do Trapani, a wracaliśmy WizzAir na Okęcie z Katanii co dla osób jadących z Warszawy jest chyba najlepszą opcją. Są to dwa przeciwległe krańce wyspy, co ułatwia planowanie wyprawy. Komunikacja z Okęcia jest lepsza niż z Modlina, dlatego wybraliśmy ten wariant – powrót jest trudniejszy niż wyjazd. Cen biletów nie omawiam bo są zmienne.

Przed wyjazdem zastanawialiśmy się nad wynajęciem na wyspie samochodu aby zyskać niezależność i mieć elastyczne możliwości komunikacji. Z tego pomysłu zrezygnowaliśmy dosłownie dzień albo dwa przed wylotem. Z perspektywy czasu uważam, że była to najlepsza decyzja jaką podjęliśmy podczas tego wyjazdu, kolejną bowiem afrykańską cechą Sycylii jest ruch uliczny. O ile na autostradach i głównych drogach jeszcze jakoś to wygląda, o tyle w mieście, a zwłaszcza w zabytkowych ciasnych uliczkach centrum miast, ruch uliczny jest jednym wielkim chaosem, gdzie wszelkie przepisy są tylko niewinną wskazówką. Serio mam porównanie, choćby z Rzymem, gdzie nie jest z tym najlepiej, to jednak co widziałem na Sycylii, Rzym bije na głowę.

Pomijając samą sprawę kierowania, tak aby nic ani nikogo nie rozjechać, dodać trzeba jeszcze nieuniknione problemy z parkowaniem (wszędzie), koszt wynajmu samochodu i konieczność walki z chaosem uliczek jednokierunkowych. No i wino. Argument kończący. Być na Sycylii i nie pić wina to grzech!

Sicilian-Wine-Regions

Rejony produkcji wina na Sycylii

Jak zatem się poruszać? Do wyboru oczywiście mamy autobusy i kolej, mając zaś możliwość wyboru sugeruję stawiać na kolej. Koleje na Sycylii łączą większość ważnych lokacji turystycznych, są bardzo tanie (10 euro za bilet normalny Palermo-Katania) i zadziwiająco dobrze utrzymane. Nawet pociągi regionalne bez miejscówek mają standard porównywalny z naszym IC. Koleje to też oczywiście szybkość, wygoda i możliwość podziwiania fantastycznych widoków. Jadąc gdziekolwiek zawsze rozpoznaj dokładnie opcje powrotu, zdarzają się bowiem miejsca turystyczne słabo skomunikowane (Etna). Nigdy też nie planuj wycieczek w dzień odlotu, istnieje bowiem spora szansa na przygodę ;)

Uwaga! Jeżdżąc pociągami we Włoszech, zwłaszcza bez miejscówki, zawsze pamiętaj o kowalidacji (skasowaniu) biletu na stacji w specjalnym kasowniku. W pociągach kasowników nie ma. Bez skasowania bilet jest nieważny i możesz dostać bardzo wysoką karę. Na wszelki wypadek kasuj wszystko ;)

Jeśli chodzi o komunikację autobusową, jest to jedyna dostępna opcja by dojechać do mniejszych lokacji, często też autobusy jeżdżą kilkanaście razy częściej niż pociągi . Standard autobusów jest bardzo różny, ale dominują stare busy, jakich w Polsce już raczej się nie spotyka. Taki właśnie autobus rozkraczył się w trasie podczas naszej podróży z Trapani do Palermo drugiego dnia pobytu. Żelazny spokój i zrozumienie na twarzach współpasażerów pokazało nam, że podobne sytuacje są normalne i tak to zwyczajnie działa ;)

Innym elementem autobusowego folkloru jest kupowanie biletów. Jeśli gdzieś istnieje przystanek, w okolicy najbliższej należy poszukać sklepu. Ale nie tak jak u nas kiosku ruchu ale np. mięsnego lub kawiarni, która przy okazji sprzedaje bilety, o czym zwykła informować kartka na szybie, rzecz jasna po włosku. Gdy zaś już mamy stację i nawet są na niej kasy biletowe, najczęściej jest ich kilka i każda sprzedaje bilety innego przewoźnika, prawie każda zaś wygląda jak wyjęta z filmów Barei. Rozkłady jazdy to w dużej części niezobowiązujące sugestie (o ile istnieją), aktualne zaś informacje o kursach najlepiej uzyskać od tubylców trudniących się handlem biletami lub od samych kierowców. Pewnym teoretycznym bytem są również przystanki – część niby istnieje ale autobus na nich nie staje, cześć nie istnieje ale da się tam wsiadać i wysiadać.

Dodać należy, że mimo całego tego folkloru i chaosu wszystko to jakoś działa, wszędzie da się szybko i tanio dojechać (5-10 euro za przejazd w obie strony) i w zasadzie zawsze udawało nam się podróżować w miarę zgodnie z planem.

Podział regionalny wyspy i poglądowa mapa najważniejszych lokacji zabytkowych.

Podział regionalny wyspy i poglądowa mapa najważniejszych lokacji zabytkowych.

Na koniec dodam jeszcze, że z komunikacji miejskiej korzystać nie ma sensu. Rezerwując nocleg warto brać poprawkę na odległość od dworca, który najczęściej znajduje się bardzo blisko dzielnicy zabytkowej. Sama zaś dzielnica, nawet w wielkim Palermo, nie jest tak duża aby transport był nam do czegokolwiek potrzebny.

Jeśli chodzi o transport z lotniska skorzystaliśmy z oferty hotelu, którego pracownik zadzwonił do mnie 5 minut po złożeniu rezerwacji oferując tą usługę za 25 euro. Niby sporo ale lądowaliśmy w Trapani późną nocą, a taksówka kosztowałaby co najmniej 30 euro. Oczywiście zwykle jeżdżą autobusy, jednak nie o tej porze w nocy.

Na lotnisko w Katanii dojazd oferuje linia Alibus (czyli linia 457) oznaczona rysunkiem samolotu zamiast numeru linii, kursująca co ok 20 minut przez większość miasta, startująca z głównego dworca autobusowego. Bilet kosztuje 5 euro, dojazd do lotniska to max pół godziny. Gdy pytaliśmy o autobus dwa razy zdarzyło się, że w kilka minut jak spod ziemi wyrósł jakiś jegomość z samochodem oferujący podwózkę za 10 euro, jednak nie skorzystaliśmy ;) Ot lokalny folklor, pokazujący jak bardzo miejscowi są obrotni, zwłaszcza że na ulicach oznakowanych taksówek jest bardzo niewiele ;)

3. Na co warto brać poprawkę czyli zwyczaje lokalne i koloryt

Pierwszą rzeczą, o której koniecznie musicie pamiętać jadąc na Sycylię, jest sjesta czyli absolutna apokalipsa dla osób nieprzyzwyczajonych. Gdziekolwiek idziecie, jedziecie, cokolwiek chcecie zobaczyć sprawdźcie zawsze czy dane miejsce jest otwarte w godzinach między 12 a 17. Dotyczy to sklepów, instytucji kultury, muzeów, miejsc zabytkowych, a także restauracji. Podczas wymienionych godzin warto planować podróż (komunikacja normalnie działa) ale np. ze zjedzeniem obiadu na mieście może być poważny problem. Nawet w Palermo godzinę zabrało nam znalezienie otwartej restauracji w ścisłym turystycznym centrum. Jeśli lokal już jest otwarty, warto zapytać czy dostaniemy coś ponad kawę i ciastko. Kawiarnie są bowiem pewnym wyjątkiem i bywają otwarte również w godzinach sjesty. Nie jest wyjątkiem otwieranie restauracji i pubów dopiero po 20.

Drugi problem, jaki możecie mieć na Sycylii, to samodzielne zaopatrzenie się w żywność, większość otwartych sklepów bowiem to sklepy arabskie, indyjskie itd. w których dostaniemy np. przyprawy i ziarno na kilogramy albo nawet niezbyt dobre wino ale nie ma co liczyć na chleb, ser, wędlinę czy cokolwiek możliwego do wrzucenia na kanapki bez konieczności gotowania. W centrum sklepów innego typu prawie się nie spotyka, sporo ich jest zaś na przedmieściach, tam gdzie mieszkają prawdziwi Sycylijczycy. Przed wyjazdem sugeruję rozpoznać adresy i godziny otwarcia supermarketów w których dostaniecie wszystko co sycylijskie w cenach dla miejscowych – te sklepy istnieją ale bywają bardzo dobrze ukryte ;)

I tutaj dochodzimy do trzeciej kwestii. Jeśli chcecie zamieszkać blisko dworców i zabytków, przygotujcie się na mieszkanie w biednych kolorowych dzielnicach, które bardziej przypominają obrazki z Ameryki Łacińskiej i Afryki niż z Europy. Jedynymi Włochami (obok turystów), których spotkamy w turystycznym centrum są właściciele sklepów i restauracji, resztę mieszkańców stanowią przybysze z Południa. Włoskich sklepów spożywczych nie ma, bo Włosi dawno wynieśli się z rejonu.

Obok zadbanych i dobrze utrzymanych zabytków, w miastach Sycylii znajdziemy tonące w śmieciach uliczki oblepione plakatami i pomazane graffiti, gdzie miejska biedota gania za swoimi sprawami z naręczami toreb, ręcznymi wózkami i handluje czym tylko się da, od parasoli po drewniane żyrafy. Nad tym wszystkim unosi się zaś lekki zapach marihuany, tytoniu, koksowników do pieczenia kasztanów, gnijącej w rynsztokach zieleniny, ryb i charakterystyczna woń, a nawet smak morza wyraźnie wyczuwalna na podniebieniu. Czasami trzeba też uważać aby w nic nie wdepnąć, choć na Sycylii prawie nie ma psów.

Psów nie ma, bo na Sycylii nie ma też trawników, drzewa to rzadkość, parki zaś i tereny zielone są bardzo nieliczne i najczęściej małe, kiedy już jednak jakiś się trafi, zwykle jest warty obejrzenia ponieważ ta deficytowa zieleń jest bardzo zadbana i uporządkowana. Ogólnie roślinność sycylijska z powodu ubogiej gleby i trudnego klimatu zwykle selekcjonuje swych najbardziej udanych reprezentantów bardzo surowo, stąd istniejące okazy, choć rzadkie,  przybierają często imponujące rozmiary, zachwycające egzotyką form i gatunków.

Wystarczy jednak ruszyć się z Centrum, przejechać kilka dzielnic aby wydostać się z zabytkowej plątaniny uliczek i trafić do normalnego dużego europejskiego miasta. Nowe dzielnice miast włoskich nie różnią się niczym specjalnym od polskich miast, co czyni je zupełnie nieatrakcyjnymi dla turystów. Pełno jest tu sklepów, spożywczych przede wszystkim, ulice są dość czyste, sporo też jest zieleni. Czasami trudno uwierzyć, że dwa światy, tak bardzo odmienne, istnieć mogą tak blisko siebie.

Jadąc na Sycylię w bagażu rejestrowanym zabierz korkociąg, przyda się na pewno ;) warto też pamiętać że układ gniazdek we Włoszech różni się od naszych. Z naładowaniem małej elektroniki np. komórki albo laptopa problemu nie będzie, jednak jeśli masz dużą wtyczkę z bolcem może być kłopot z podłączeniem. Nie warto kupować map, warto natomiast zabrać ze sobą przewodnik. Mapy są zbędne bo znajdziesz je na każdej ulotce, a ulotek wszędzie jest wielka obfitość. Po 2-3 dniach zaczniesz poruszać się po mieście jak u siebie, o ile masz choć trochę orientacji przestrzennej.

Ogólnie Sycylijczycy to gościnni, serdeczni ludzie, chętni do pomocy i dość otwarci. Wszyscy świetnie rozumieją że jesteś turystą, nie musisz wszystkiego wiedzieć i starają się pomóc w miarę możliwości. Odnośnie mafii, o jej istnieniu najmocniej przypominają wszechobecne gadżety z Ojca Chrzestnego przeznaczone dla turystów, Corleone zaś po tej podróży kojarzy mi się głównie ze świetnym winem ;)

Ostatnia kwestia – język. Mówisz po angielsku? To świetnie! Chiński na Sycylii będzie ci równie pomocny. Z pewnością zauważysz to już na etapie planowania podróży, kiedy uświadomisz sobie, że prawie żadna sycylijska instytucja nie posiada anglojęzycznej strony. Jest to szczególnie upierdliwe podczas wyszukiwania połączeń i rozkładów jazdy. Jednym słowem znaj włoski lub umrzyj! :P Po angielsku na wyspie nie mówi prawie nikt. Czasami zdarza się spotkać, zwłaszcza w hotelach ludzi trochę udających, a trochę mówiących w tym języku, przeważnie jednak trzeba uciekać się do gestykulacji i szybko łapać sens różnych wyrażeń aby dało się dogadać. Kłopotami językowymi się nie ma co stresować, bo jak mawiał Doktor Plama z Hydrozagadki: „Język złota to jedyne esperanto!”

4. Fundusze i koszt podróży

Sycylia to nie koniec świata, jednak warto zabrać ze sobą gotówkę. Płatności kartą są akceptowane w większości hoteli, w co bardziej turystycznych restauracjach itd. ,ale w wielu miejscach nic nie zdziałasz bez twardej waluty.

Koszt takiego wyjazdu jak nasz może być różny w zależności od tego jak bardzo jesteś oszczędny lub rozrzutny. My w dwie osoby zmieściliśmy się w 7000 zł wliczając w to przeloty, transport miejscowy, noclegi, wyżywienie, zwiedzanie itd. Przyzwoity hotel to ok 50-100 euro na noc za 2 osoby, za obiad dla 2 osób z butelką wina w zwykłej knajpie zapłacicie 40-60 euro (większość restauracji wlicza tzw. coperto, czyli opłatę za obsługę co zwalnia z konieczności dawania napiwków, osobiście i tak je dawałem). Zwiedzanie w sumie jest najtańszą rzeczą – najdroższe wejściówki nie kosztują więcej niż 10 euro, wstęp do większości miejsc to ok 5 euro od osoby.

Upraszczając – załóż że potrzebujesz na 2 osoby ok 100 euro dziennie (liczę za 2 osoby bo ciężko np. rozbijać koszt noclegu), jeśli chcesz mieszkać w przyzwoitym standardzie, jadać na mieście, od czasu do czasu wypić kawę lub coś przekąsić, zwiedzać wszystko na co masz ochotę i bez zbytniej rozrzutności zwyczajnie dobrze się bawić, delektując się sycylijskim winem. Wyjątkiem jest Etna gdzie potrzeba po 100 euro na głowę (sama kolejka to 30 euro + 15 euro na busa jeśli pogoda pozwala na wjazd).

Pamiątek celowo nie wymieniam, ponieważ pod tym względem Sycylia leży… w sumie przywiozłem książkę o kolumnadzie klasztoru w Monreale, koszulkę, trochę skał z Etny i rasta bransoletkę kupioną w Syrakuzach od pewnego siebie Jamajczyka ;) Z Sycylii lepiej już przytargać dobre wino i sery niż klepaną w Chinach tandetę, którą nabyć można na każdym kroku. Jeśli planujecie kupować rzeczy wartościowe lub markowe, róbcie zakupy w markowych sklepach i zachowujcie paragony, podobno można nieźle beknąć za przewożenie podróbek towarów.

DCIM101GOPROGOPR1083.

Podróż i zwiedzanie

1. Trapani

Trapani to piękne, urokliwe miasto nadmorskie, którego całe życie koncentruje się wokół portu, do którego zawijają duże statki wycieczkowe. Wyraźnie widać że ogromna część mieszkańców żyje z turystyki, dlatego jak na sycylijski standard miasto jest bardzo czyste, można poczuć w nim klimat prawdziwego turystycznego kurortu, który dopiero zyskuje popularność i nie został jeszcze zadeptany. Społeczność tego miasta wygląda i zachowuje się inaczej. Spośród wszystkich miejsc jakie odwiedziliśmy na Sycylii Trapani najbliżej ma do Europy. Nie ma tu imigrantów (za to wielu jest gejów), niemal sami Włosi no i turyści. Spacer uliczkami to przyjemność, powietrze jest bardzo rześkie, pełno jest małych knajpek, kawiarni itd.

Miasto nie ma wielu zabytków, ale warto poświęcić przynajmniej pół dnia na spacer po części historycznej i przejście nadbrzeża gdzie znajduje się targ rybny. Wejścia do portu strzeże twierdza zbudowana w wieku XIX, a wyglądająca jak obronny zamek z czasów Fryderyka II (porównajcie z Castel del Monte). Tworzy ona bardzo malowniczy krajobraz z cumującymi żaglówkami i łodziami rybackimi. Idąc nadbrzeżem warto zajrzeć do małego kamienistego domku, otoczonego czymś na kształt mini ogrodu botanicznego pełnego suchorostów i roślin wybrzeża. Dawniej dom, a teraz malutkie muzeum jakiegoś dziewiętnastowiecznego miejscowego notabla, które się tam znajduje, można odwiedzić bezpłatnie bo i zobaczyć we wnętrzu za wiele nie można. Można natomiast rzucić okiem na piękną panoramę wybrzeża.

DSC01838_wynik

DSC01843_wynik

Równie malowniczy widok rozciąga się z dachu Museo della Preistoria e di Archeologia Marina. Tu akurat zajrzeć warto. Eksponatów jest niewiele, dominują znaleziska wyciągnięte ze statków które zatonęły w pobliżu. Najważniejszym zabytkiem niewątpliwie są dwa rzymskie hełmy typu Montefortino z VI w. p.n.e., należące prawdopodobnie do uczestników I wojny punickiej, a znalezione niedaleko wysp Egadyjskich. Sporo jest amfor, oliwnych lampek, kotwic i monet. Muzeum jest malutkie, składa się zaledwie z kilku izb, wstęp jest biletowany ale nie jest drogi (3 euro).

Z innych wartych zobaczenia zabytków warto zwrócić uwagę na czternastowieczny kościół Sant’Augustino, wzniesiony przez Templariuszy z piękną odrestaurowaną rozetą, po środku której mamy bardzo klasyczne przedstawienie Zbawiciela w postaci Baranka i z od którego rozchodzi się 12 promieni, tworząc centrum dla bogato rzeźbionej rozety. Obok kościoła znajduje się fontanna Neptuna zbudowana w 1342 r. dla uczczenia budowy akweduktu. Podczas spaceru odwiedziliśmy także kościół Santa Maria del Gesu, którego wnętrze kryje obok standardowego barokowego wystroju również ciekawą kryptę z freskami.

Ogólnie na zwiedzanie Trapani mieliśmy tylko pół dnia. Jest to czas wystarczający do przejścia całej części historycznej, zjedzenie obiadu itd. Jeśli planujesz spokojny urlop i chcesz wypocząć sugeruję zostać w mieście dłużej lub potraktować je jako bazę wypadową do rejsu na Egady i do zwiedzania okolicznych miejscowości, takich jak Erice, Segesta i Marsala.

Aby dojechać do Palermo wsiedliśmy w autobus, który odjeżdża z przelotowego przystanku znajdującego się na przeciwko stacji kolejowej. Jest to zwykły przystanek miejski, a bilety można kupić w sklepie po drugiej stronie ulicy. Specjalnie to wspominam bo obok jest dworzec autobusowy, z którego jednak autobusy do Palermi nie jeżdżą. Istnieje też połączenie kolejowe, ale pociągi jeżdżą rzadko. Jazda do Palermo zajmuje ok 2 h, ewentualnie 3 h jeśli autobus zepsuje się w trasie, tak jak w naszym wypadku ;)

2. Palermo

O Palermo nie da się opowiedzieć, Palermo trzeba poczuć. W tym mieście znajdziecie wszystko co spotkać można na Sycylii. Włócząc się ciasnymi uliczkami historycznej dzielnicy mijamy targi i stragany sprzedające warzywa, owoce, ryby i wszelkie możliwe duperele. Klucząc zaułkami mijamy miejsca w których nazwy ulic zapisuje się po arabsku, mijamy indyjskie i pakistańskie sklepy zaraz obok sklepów chińskich, sklepów z pamiątkami i niezliczonych cukierni, kawiarni i restauracji prowadzonych przez Włochów. Ściany budynków pokrywa graffiti i plakaty, wszędzie pełno jest skuterów i miejskich samochodów, dla których klakson jest wyposażeniem ważniejszym od koła zapasowego. To ostatnie wymienicie w warsztatach samochodowych, które znajdują się na każdym kroku.

Wystarczy jednak skręcić na chwilę i dojść do ważnego zabytku aby wszystko natychmiast się zmieniło. Z wąskiej szemranej uliczki wychodzimy na górujący dumnie nad całym miastem Pałac Normański, stanowiący składankę rozmaitych architektonicznych stylów od średniowiecza do XVIII wieku. Można w Palermo zobaczyć wiele, ale to właśnie Pałac Normański, a zwłaszcza Kaplica Palatyńska (zbudowana w latach 1130-1140 przez Rogera II) powinny być tym co musicie zobaczyć koniecznie.

Do kaplicy wchodzi się oddzielnie, ilość odwiedzających jest ograniczana, dlatego zwiedzając Pałac Normański warto zostawić ją sobie na deser. Wchodząc na górne kondygnacje mijamy stojącą w hallu karocę senatorską i wychodzimy na krużganki, idąc schodami piętro wyżej wejdziemy do bardziej współczesnej części pałacu. Większość zdobień, obrazów i mebli w tym miejscu to zabytki osiemnastowieczne. Do zwiedzania udostępniona jest też sala plenarna sycylijskiego zgromadzenia parlamentarnego. W tej sekcji ze względów bezpieczeństwa obowiązuje zakaz fotografowania… aż tu nagle z osiemnastowiecznej części przechodzimy do małej sali Rogera II w której również znajdują się niesamowite mozaiki. Jest to najstarsza część pałacu pochodząca z XI w. Niestety nie wolno tu robić zdjęć, więc mam tylko kilka ;)

Kaplica Palatyńska to miejsce niezwykłe. Całość wnętrza jest bogato zdobiona i stanowi kumulację normańskiej wizji i kamieniarstwa, bizantyjskiego przepychu i blichtru mozaiek, arabskiej rzeźby i ornamentyki geometryczno-roślinnej, tworząc w sumie to co nazywamy normańskim eklektyzmem. Podłogi i ściany wyłożone są pięknym kamieniem, układanym we wzory geometryczne (zwłaszcza na planie ośmiokąta) znane ze sztuki bliskowschodniej i arabskiej. Obok nich znajdziemy rzeźby kamienne z charakterystycznymi motywami zdobniczymi np. walkę z potworami. Nawy pokrywa niesamowity drewniany sufit mukarnasowy głęboko rzeźbiony w ośmiokątne wzory, pokryte arabskimi wersetami (tak, w chrześcijańskiej kaplicy zbudowanej przez prowodyrów krucjat!). Obok nich przedstawiane są scenki rodzajowe i mitologiczne. Opisuję to wszystko, ponieważ łatwo te elementy przeoczyć patrząc na złote mozaiki wypełniające całe sklepienie i większość powierzchni ścian w kaplicy, od których ciężko oderwać wzrok.

Mozaiki sycylijskie, a te z Kaplicy Palatyńskiej zwłaszcza, to unikat na skalę światową. Nigdzie indziej nie zachowały się kościoły tak pięknie zdobione tą techniką, które by w tak fantastycznym stanie dotrwały do współczesności. Prace nad układaniem ornamentów rozpoczęto ok 1140 r. i kontynuowano przez prawie 30 lat. Stanowią prawdziwą obrazkową Biblię, prezentującą główne epizody Starego Testamentu, jak również trochę scen z życia Jezusa. Mamy tu więc stworzenie świata (z okrągłym przedstawieniem ziemi otoczonej wodami), stworzenie ludzi, wygnanie z Raju, grzech Kaina, arkę Noego itd. Przechodząc obrazki po kolei możemy poznawać Biblię bez konieczności jej czytania. Całość wzbogacają przedstawienia patriarchów, ojców Kościoła, aniołów, archaniołów, apostołów i świętych.

Poziom detali uchwyconych na mozaikach jest zadziwiający, dla mnie osobiście właśnie te małe smaczki pokazujące narzędzia, broń itd. stanowią największy skarb w tych przedstawieniach. Warto również, po raz kolejny, zwrócić wzrok ku niebiosom aby przyjrzeć się detalom na sklepieniach naw bocznych, zawierających sceny rodzajowe i pokazujących dusze świętych przyjętych do Królestwa Niebieskiego.

Rzeczą bardzo charakterystyczną dla normańskiego stylu było obrazowanie w centralnej części świątyni postaci Chrystusa Pantokratora, czyli władcy i sędziego nad całym światem. Dla współczesnych Chrześcijan dziwnym może wydać się prawie całkowity brak odniesień do męki Chrystusa, jego śmierci i zmartwychwstania, jest to jednak charakterystyczne dla miejsca i czasu powstania przedstawień. Ten sposób obrazowania Chrystusa jako króla i władcy świata bardzo dobrze współgra z normańskim dążeniem do dominacji i podboju, ambicje Rogera i jemu podobnych nie kończyły się bowiem na Sycylii.

Przedstawienie ofiary Kalwarii jest jednym z najciekawszych detali, które można wyłowić wśród zdobień. Całość została zobrazowana jako ofiara z gołębicy symbolizującej zbawienie, siedzącej na tronie Sądu Ostatecznego pod krzyżem z cierniową koroną. Mamy też mocno symboliczne strącenie Lucyfera. Zwróćcie uwagę na odwrócone oblicze, Lucyfer nie jest nikim konkretnym, jest pewną ideą bez twarzy, każdy może być Lucyferem.

Bardzo ciekawie prezentuje się również Herod, Szymon Mag i Maria Magdalena. Herod przedstawiony jest jako król, jego szaty są bardzo zdobione, osoby zaznajomione z ikonografią epoki z łatwością rozpoznają charakterystyczne wykończenia rękawów, dołu tuniki oraz rozcięcia na głowę. Jego buty wyszywane są drogimi kamieniami, a materiał tkany jest wzorzyście. Herod pokazany jest jako przywiązany do dóbr tego świata władca tronujący, obok niego zaś stoi Szymon Mag, który jako fałszywy filozof skrywa swój bogaty strój (symbol fałszu i obłudy, przywiązania do dóbr doczesnych) pod szatami filozofa, mędrca lub ubogiego ucznia Chrystusa, w jakich przedstawiani są mędrcy i apostołowie. Maria Magdalena natomiast jest jedyną kobietą przedstawioną w rozpuszczonych włosach, co symbolizuje jej rozpustną przeszłość. Jej bardzo duże znaczenie dla wczesnośredniowiecznego Chrześcijaństwa podkreśla miejsce przedstawienia nad ołtarzem obok Marii i apostoła Jana, zaraz pod wizerunkiem Chrystusa.

Zanim opuścimy kaplicę, przyjrzyjmy się jeszcze zdobieniom naw bocznych, a zwłaszcza bardzo charakterystycznemu motywowi lwów, który wprawne oko zapewne wychwyciło już na wcześniejszych zdjęciach. Lew pojawia się w detalach rzeźb, był obecny na mozaikach z kaplicy Rogera II, w kaplicy Palatyńskiej jego najbardziej wymowny wizerunek znajdziemy na przeciwko ołtarza głównego. Symbolika lwa jest niezwykle rozbudowana – oznacza boski majestat, dumę, władzę królewską, zwycięstwo i odwagę, ogień, zmartwychwstanie oraz Mateusza Ewangelistę. W Apokalipsie pod postacią lwa kryje się Chrystus tryumfator. Lew stał się symbolem Sycylii, tak samo jak Anglii. Pojawia się na regaliach koronacyjnych Rogera II (przechowywanych w wiedeńskim Kunsthistorisches Museum) gdzie powala wielbłąda, jego symbolika jest nieodłącznie związana z normańskim dążeniem do dominacji i tryumfu zwłaszcza nad światem muzułmańskim. 

Wychodząc z Kaplicy warto zwrócić uwagę na zabytkowe tkaniny i chrzcielnicę, a po wyjściu z Pałacu Normanów kroki swe skierować wzdłuż murów aby dojść do zielonych terenów otaczających Pałac. Jedynie kilkaset metrów dzieli park od Katedry, która stanowiła kolejny mocny punkt obowiązkowy podczas zwiedzania Palermo. Ten rejon miasta wyraźnie różni się od reszty historycznej części, zarówno ilością roślinności jak również szerokością ulic, placów i zachowaniem zabytków.

Katedra jest kolejnym przykładem pomieszania epok i stylów, które w sumie współtworzą harmonijną całość. Budynek wzniesiono w wieku XII w stylu normańskim, który na zewnątrz gdzieniegdzie się przebija za sprawą zdobień ściennych w charakterystycznym stylu inspirowanym sztuką arabską.

Rzeźbiony Portal pochodzi z wieku XV i jest przykładem stylu gotycko-katalońskiego pełnego misternych, głębokich i delikatnych zdobień. Do środka wstęp prowadzi przez rzeźbione drzwi. Naprawdę warto zapłacić za zwiedzanie całości aby obejrzeć wszystko co w katedrze jest do zobaczenia.

Zasadnicza część katedry to zadziwiająco wysmakowany neoklasycyzm, w którym spokój białych ścian koresponduje z wszechobecnym srebrem i ciemnym drewnem. Neoklasycystyczna jest także kopuła katedry, pochodząca z XVIII w.

W tej części znajdziecie też strasznie paskudną makietę, przepiękne srebrne relikwiarze świętych, bogato zdobiony ołtarz jak również toaletę, która została misternie ukryta za ołtarzem bocznym :D Najciekawsze jednak dopiero przed nami!

Po lewej stronie od wejścia znajduje się wejście na dach katedry skąd roztacza się niezwykle malowniczy widok na miasto i plac katedralny.

DSC02145_wynik DSC02152_wynik

Zanim jednak wejdziemy na dach mijamy surowe sarkofagi władców normańskich – Fryderyka II, Konstancji Aragońskiej, Henryka VI, Rogera II i Konstancji de Hauteville.

Jeszcze więcej sarkofagów znajdziemy w katedralnej krypcie, niezwykle surowej i klimatycznej. Jest to najstarsza część świątyni, część grobów pochodzi z wczesnego średniowiecza, a w wielu zdobieniach widać wyraźnie antyczną stylistykę.

Po drodze do krypty mijamy okazałą kolekcję skarbca katedralnego w skład której wchodzą bogato zdobione szaty liturgiczne, kielichy i monstrancje, Najciekawszą dla mnie częścią kolekcji były resztki wczesnośredniowiecznych tekstyliów pochodzące z grobów mijanych chwilę wcześniej wraz z biżuterią i koroną cesarską Konstancji Aragońskiej.

Po wyjściu z Katedry warto pospacerować po okolicy, w której znajdziemy między innymi słynną Fontannę Wstydu, nazwaną tak przez zakonnice, zniesmaczone nagością przedstawionych tam niewiast. Fontanna, stojąca na Piazza Pretoria, jest przykładem toskańskiego renesansu i pochodzi z XVI w.

DSC02273_wynik

Bardzo blisko od niej znajduje się kolejny normański zabytek Palermo, a mianowicie pochodzący z XII w. kościół San Giovanni degli Eremiti stanowiący mieszankę stylu arabskiego i normańskiego. Bardzo surowy, z charakterystycznymi czerwonymi kopułami na dachu i arkadowym dziedzińcem z surowymi podwójnymi kolumnami.

Gdzieś po drodze znaleźliśmy jeszcze bliżej niezidentyfikowany kościół, bardzo podobny w formie i z bardzo podobną rozetą, jak na kościele Templariuszy w Trapani.

Jeśli zapragniesz ulgi po zwiedzaniu zabytków i zechcesz nacieszyć się morzem, sugeruję wybrać się na spacer nadbrzeżem, który najlepiej zaczynając gdzieś w okolicy Piazza Marina. Tę nazwę warto zapamiętać bo nie dość, że zaraz obok placu jest Ogród Garibaldiego z ogromnymi figowcami, to jeszcze w okolicach placu istnieją dwie restauracje czynne w godzinach sjesty i jest tam też trochę ukryty Carrefour.

Wychodząc z Piazza Marina na nadbrzeże, trafiamy bezpośrednio na malowniczy port dla żaglówek i małych łodzi, mogąc w tle obserwować prace portu handlowego. Idąc nadbrzeżem wchodzimy na rozległe tereny zielone przylegające do parku Villa Giulia i Ogrodu Botanicznego, który naprawdę warto zobaczyć. Ogród nie jest specjalnie wielki, istnieje jednak bardzo długo i z uwagi na ciepły klimat posiada wielkie bogactwo gatunków roślin z całego świata.

Ogród zostawiliśmy sobie do zwiedzania na ostatni dzień pobytu w Palermo, aby trochę odpocząć przed skokiem do Katanii. Na samo zwiedzanie Palermo jako miasta zabrakło nam minimum jednego dnia, z tego powodu nie udało się wybrać ani do Muzeum Archeologicznego ani do słynnych katakumb Kapucynów (gdzie znajduje się ponad 8000 mumii), ani do normańskiego Castello della Zisa, zamiast tego postawiliśmy na Cefalu i Monreale.

3. Cefalu

O Cefalu wiele powiedzieć nie mogę, ponieważ byliśmy w tej miejscowości bardzo krótko. Jeśli chcecie tam dojechać polecam pociąg odchodzący z Dworca Głównego w Palermo mniej więcej co godzinę. Podróż trwa lekko ponad godzinkę i myślę, że warto ten czas poświęcić ponieważ trafiamy do uroczego, niewielkiego miasta złożonego z ciasnych uliczek nad którym piętrzą się góry, kontrastujące z morzem.

Najważniejszym zabytkiem Cefalu jest katedra (Duomo) wznoszona w latach 1131-1240 w normańskim stylu z niewielkimi naleciałościami arabskimi, z mozaikami podobnymi do tych z Kaplicy Palatyńskiej, jednak mniej okazałymi. Będąc w środku udało mi się zrobić zdjęcia rzeźb znajdujących się z boku, jednak z powodu zaczynającej się niedzielnej mszy turyści zostali wyproszeni do tyłu. Wrócić niestety już się nie udało.

Z boku od katedry znajduje się wejście na arkadowy dziedziniec klasztorny stanowiący, moim zdaniem, największy skarb Cefalu. Dziedziniec otoczony jest kilkudziesięcioma rzeźbionymi kolumnami, z których większość przedstawia ornamenty roślinne, a część sceny rodzajowe i rozmaite dziwaczne bestie.

DSC02447_wynik

Po wizycie w Katedrze i klasztorze poszliśmy zobaczyć morze. Grzechem byłoby nie robić zdjęć, niestety fala którą widać na ostatniej panoramie okazała się kumulacyjna. Mnie przykryła gdy schodziłem z falochronu z włączonym aparatem. W ten właśnie szybki sposób w jednej chwili pozbyliśmy się aparatu i dwóch telefonów. Przemoczeni do suchej nitki i bez ciuchów na zmianę musieliśmy ekspresowo wracać do Palermo (ponad 50 km pociągiem).

DSC02509_wynik DSC02518_wynik

DCIM100GOPROGOPR0142.

Kąpiel zaliczona, aparat i komórki utopione, czas wracać do Palermo ;)

4. Monreale

Następnego dnia pojechaliśmy autobusem do Monreale (odjeżdża z Piazza Giulio Cesare co ok godzinę, bilety kupuje się w sklepie z pamiątkami). Po utopieniu aparatu do dyspozycji zostało już tylko GoPro, sprzęt świetny do filmów, ale kompletnie nieprzydatny do robienia zdjęć architektonicznych detali (stały obiektyw szerokokątny i brak podglądu kadru). Wybaczcie więc wygięcia kadru i kiepską jakość zdjęć. Robiłem co mogłem, zdjęć zrobiłem ponad 1000 i większość nie nadawała się absolutnie do niczego.

Monreale to piękne górskie miasteczko owiewane oczyszczającym powietrzem od morza, bardzo czyste i niezwykle malownicze. Ze wszystkich miast sycylijskich to tutaj mógłbym zamieszkać na emeryturze ;) Klimat jest tu rześki, ulice zadbane, sporo kwiatów i zieleni, widok zaś rozciąga się na całe Palermo i morze, leżące u stóp Monreale.

Katedra (Duomo) w Monreale przypomina Kaplicę Palatyńską, jest jednak trochę młodsza. Zbudował ją Wilhelm II, wnuk Rogera II, prace rozpoczęto w 1172 r. i kontynuowano przez kilkadziesiąt lat, ostatnie mozaiki dokończono w XIII wieku. Katedra jest też większa, przepychem stara się nie tylko nawiązać do Kaplicy ale ją przewyższyć. Warto zauważyć, że układ postaci i schematy przedstawień są tu bardziej uporządkowane, nad głównym ołtarzem zaś góruje znany nam już Chrystus Pantokrator. Ponieważ zdjęcia wyszły naprawdę kiepskie wrzucam tylko kilka poglądowych.

W katedrze warto patrzeć nie tylko na mozaiki, ale też pod nogi, gdzie zobaczyć można wiele skomplikowanych, geometrycznych motywów zdobniczych mających swe źródło w sztuce muzułmańskiej.

O ile wstęp do samej katedry jest bezpłatny, o tyle warto wydać kilka euro aby obejrzeć również barokową boczną kaplicę i katedralny skarbiec, a przede wszystkim po to aby wejść na wieżę katedry i zobaczyć przepiękny widok na miasto, góry, morze i otoczony podwójną kolumnadą wirydarz, będący gwoździem programu naszej wycieczki.

Wejście do wirydarza klasztoru, towarzyszącego katedrze, znajduje się z boku i kosztuje drogo bo 10 euro od osoby, warto jednak wydać aby zobaczyć to co wielu nazywa „najpiękniejszym klasztorem na świecie”. W środku czeka na was kilkaset rzeźbionych podwójnych kolumn z których każda przedstawia inne zdarzenie, rośliny lub sceny rodzajowe. Dodatkowo część kolumn zdobiona jest polichromiami, a narożne kolumny poczwórne zdobione są bardzo charakterystyczną techniką głębokiego świdrowania i całe pokryte są rzeźbionym ornamentem roślinnym z wstawkami rodzajowymi. Znajdziemy tam wojowników, łowy, ofiarowanie katedry, sceny walki, dzikie i egzotyczne zwierzęta i masę innych interesujących detali.

Kolumny zostały wyrzeźbione w wieku XIII, sam klasztor jest starszy, pochodzi z końcówki wieku XII. Jeśli przyjrzycie się dokładnie, zauważycie że kolumny swoim kształtem nie są dopasowane do łuków które wspierają, co sugeruje że zastąpiły wcześniejsze bardziej masywne kolumny. Nie wiadomo w jakich latach dokładnie nowa kolumnada została wyrzeźbiona, natomiast biorąc pod uwagę kontekst historyczny jej pojawienie się można wiązać ze zniszczeniami wojennymi z lat 1220-1225, kiedy to wybuchły potężne starcia między Muzułmanami i Chrześcijanami, a kalsztor stał się polem bitwy. Konflikt związany był ze zmianą dynastyczną i zastąpieniem tolerancyjnych Normanów przez o wiele mniej przyjaznych miejscowym Muzułmanom władców z dynastii Szwabskiej. Z listu opata Caro (1183-1233) do Fryderyka II wynika, że klasztor zamieniono w obóz wojskowy, do kolumn zaś wiązano konie powodując nieodwracalne zniszczenia co tłumaczy późniejszą odbudowę.

5. Katania

Do Katanii warto pojechać pociągiem, który odjeżdża rano i w ciągu 3 h za 10 euro skaczemy na drugi kraniec wyspy, mając jeszcze pół dnia na rekonesans. Po drodze mijamy bezkresne przestrzenie sycylijskiego górzysto-rolniczego interioru i cieszymy oczy widokiem nadmorskich miejscowości. Dopiero jadąc można uzmysłowić sobie jak bardzo sucha i jałowa jest ta kraina, w której prawie cały krajobraz stanowią góry i pagórki, na których uprawia się częściej kaktusy niż winorośl. Krajobraz zmienia się jednak w okolicy Katanii, położonej na równinie nad którą góruje wielka sylwetka Etny.

Będąc w Katanii miałem wrażenie jakbyśmy przenieśli się do innego kraju, ponieważ zarówno klimat jak i wygląd miasta jest tu odmienny. Jest to w całości zasługa Etny, która w 1669 r. praktycznie zrównała miasto z ziemią oraz potężnego trzęsienia ziemi, które dokończyło dzieła zniszczenia w 1693 r. Z tej przyczyny Katania jest niemal w całości barokowa. Miejscami zdarzają się zabytki antyczne, takie jak Odeon i antyczny Teatr Rzymski, które naprawdę warto zwiedzić (wraz z muzeum w którym jest całkiem sporo interesujących zabytków, duży zbiór ceramiki i przedmiotów związanych z funkcjonowaniem teatru od starożytności po wiek XIX).

Oba kataklizmy przetrwał bez uszczerbku Castello Ursino, czyli zamek wzniesiony w latach 1239-1250 przez Fryderyka II, którego niestety nie udało się odwiedzić z powodu szykowanej właśnie wystawy impresjonizmu. Jakoś do zamków na Sycylii nie miałem szczęścia, ponieważ jednym z planowanych miejsc do odwiedzenia była Enna, z której zrezygnowałem nastawiając się właśnie na zamek w Katanii. Jak na złość zamknięte było też Castello Maniace w Syrakuzach.

Katania to czarne miasto dosłownie i w przenośni. Dosłownie, ponieważ do odbudowy użyto miejscowego materiału, czyli czarnej wulkanicznej skały. Zbudowano z niej mury, dziedzińce i wyłożono nią ulice. Dzięki temu nawet miejscowe komary są czarne przez co stały się mistrzami ninja w sztuce upierdliwego podgryzania nocą ;) Katania jest też czarna z powodu ilości imigrantów. W Palermo bywali widoczni, tutaj zdominowali całą zabytkową dzielnicę. Gdy pytaliśmy o drogę do naszego mieszkania pewna młoda dama postraszyła nas, że to bardzo zła okolica. Cóż, żyjemy i nie mieliśmy żadnych problemów, ale nocny spacer ulicami za Castello Ursino, raczej nie jest czymś co bym rekomendował samotnej kobiecie ;)

Zabytkowa dzielnica nie jest specjalnie wielka i można ją obejść w ciągu kilu godzin. Czerń kamienia i tropikalny, malaryczny klimat, który nie daje spać to dwie rzeczy, które najlepiej zapamiętałem z Katanii, choć obiektywnie patrząc w mieście da się żyć, a jeśli lubisz barok będziesz miał co zwiedzać. W Katanii można też całkiem dobrze zjeść, a nawet przy odrobinie wysiłku ogarnąć komunikację i jej nonsensy.

6. Syrakuzy

Do Syrakuz podobno jeździ pociąg, wybranie tej opcji transportu jest jednak dość karkołomne, ponieważ są chyba 2 kursy dzienne i to o dziwnych porach. W tej sytuacji pozostaje skorzystać z autobusu, który odjeżdża z dworca na przeciwko dworca PKP (nawet jeśli nie jest oznaczony na prawie żadnych mapach :P) Oznaczony w sumie nie jest też autobus ani przystanek, kasa z biletami znajduje się zaś w bocznej uliczce. Włochy pełną gębą :D Ogólnie proponuję wpleść dworzec w plan zwiedzania dnia poprzedniego i zapuścić języka u tubylców w sprawie zarówno Syrakuz jak i Etny oraz obczaić kasę biletową.

Na Syrakuzy potrzebujesz dnia. Tyle wystarczy aby porządnie zwiedzić miasto, zajrzeć do Parku Archeologicznego w Neapolis i przejść się na Ortygię. Nie wystarczy jednak to na nic innego, dlatego jeśli możesz, zostań w Syrakuzach na 2 dni (Jeśli chcecie nocować w Syrakuzach zarezerwujcie pokój z widokiem na morze na Ortygii. My nie nocowaliśmy i w sumie na zwiedzanie mieliśmy zaledwie 5 h, ale nawet spacer nadbrzeżem przekonał mnie, że warto w przyszłości w Syrakuzach się zatrzymać :)

Ogólnie Park Archeologiczny i Ortygia leżą na dwóch zupełnie przeciwległych krańcach Syrakuz, dworzec autobusowy jest zaś niemal w środku, trzeba więc się nieźle nałazić, paradoksalnie bardziej niż na Etnie. Ogólnie z Syrakuz wróciliśmy strasznie skonani ponieważ dzień był jak na tę porę roku wyjątkowo upalny, a zwiedzanie było mega intensywne. Koniecznie zabierzcie na tę wycieczkę sporo wody i wygodne buty.

Parku Archeologicznego i sensu jego zwiedzania chyba komentować nie muszę. Obejrzycie Teatr Grecki z ok V w. p.n.e., ogromną i spektakularną grotę Orecchio di Dionisio, Rzymski Amfiteatr i sporo mniejszych zabytków. Generalnie ładna kupa fantastycznych starożytnych ruin na wielkiej palonej słońcem patelni :P Jak to mówią jeśli widziałeś jeden teatr grecki to widziałeś je wszystkie ;)

DCIM101GOPROG0051308. DCIM101GOPROGOPR1339.

O wiele ciekawszą natomiast atrakcję stanowi Ortygia, czyli zabytkowa dzielnica Syrakuz, której praktycznie zdjęć niestety nie robiliśmy, oszczędzając ostatnie resztki baterii w GoPro na Etnę. Robienie zdjęć byłoby w sumie też mało zasadne, ponieważ cała dzielnica ma tak niepowtarzalny klimat i jest tak unikalna, że ciężko byłoby tam nawet wskazać jakieś konkretne punkty warte zobaczenia. Dzielnica składa się ze starej zabudowy, wąskich uliczek pełnych niewielkich knajpek wpasowanych w krajobraz. Co niezwykłe, większość dzielnicy zamknięta jest też całkowicie dla samochodów, dlatego jest to miejsce ucieczki od miejskiego gwaru i hałasu. Całości dopełniają piękne widoki na port, morze i miasto. Warto zarezerwować co najmniej 2-3 h na spokojny spacer po dzielnicy i rozpocząć go w porze sjesty, ponieważ spora część dzielnicy przypomina wtedy miasto duchów. No chyba, że planujecie obiad, wtedy tych godzin nie polecam ;)

6. Etna

Etna to inny świat i zupełnie inne wrażenia. Po tylu dniach gapienia się na zabytki, stworzone ręką ludzką, uderzający jest kontrast z surowym pięknem tej wielkiej góry, stanowiącej w zasadzie gigantyczną pustynię, pełną śladów burzliwej przeszłości. O tym że Etna stała z powierzchni ziemi Katanię już wspominałem, jest to jednak stara historia. Etna jest najaktywniejszym wulkanem Europy wznoszącym się na 3340 m n.p.m., wybucha regularnie raz na kilka lat w spektakularny sposób, ma cztery główne kratery i ponad 200 kraterów bocznych. Ostatnio wybuchła w maju 2015 r., kiedy z powodu erupcji zamknięto lotnisko w Katanii. Wybuchy z 1983 i 2005 r. niszczyły schronisko Rifugio Sapienza, do którego dojedziecie autobusem z Katanii (i w którym naprawdę warto coś przekąsić. Porcje są tam gigantyczne!).

Etna to całodniowa wycieczka, na którą pojedziecie autobusem z dworca autobusowego w Katanii, za kilka euro, kursem o 8:15, a wrócicie tym samym autobusem o 16:30. Bilety kupuje się, wyjątkowo, u kierowcy. Rozsądek nakazywałby zabrać ze sobą dobre buty górskie, ciepłe ubranie, kurkę odporną na deszcz itd. ale w praktyce nie jest to konieczne. Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu ludzi takich jak pewna turystka z Polski, która jechała z nami mając na nogach wsuwane drewniaki (!), przygotowano wypożyczalnię ubrań i butów, która znajduje się na stacji końcowej kolejki linowej (30 euro wjazd + 15 euro samochód jeśli chcecie podjechać pod krater). Kolejka rusza z Rifugio Sapienza i pozwala sprawnie dotrzeć na 2500 m. Tam znajduje się bar, sklepy z pamiątkami i baza do dalszej podróży samochodem, warto pamiętać jednak że samochody jeżdżą tylko przy dobrej pogodzie.

Nasza pogoda do najlepszych nie należała, delikatnie rzecz ujmując ;) W kolejce linowej złapała nas burza gradowa z porywistym wiatrem, zacinającym niemal poziomo. Naprawdę świetnie przeżycie, zwłaszcza że akurat jedziemy na aktywny wulkan, jesteśmy wyżej niż Rysy, a wokół rozciąga się czarna pustynia :D

Moja podróż na Etnę skończyła się niewiele wyżej niż stacja kolejki. Gdy pogoda trochę się uspokoiła i widoczność mocno się poprawiła stwierdziłem, że ruszę się ze schroniska rzucić okiem na to co jest niedaleko i wybrałem się na mały rekonesans. Nie było to dalej niż kilkaset metrów od stacji bazowej. Niestety nie udało mi się zajrzeć do krateru, przekonałem się natomiast jak szybko potrafi się zmieniać górska pogoda na takiej wysokości. W ciągu minuty widoczność z naprawdę przyzwoitej spadła niemal do zera. Zdjęcia poniżej wykonałem w odstępie pięciu minut.

Etna nie jest trudną górą do zdobycia. Kamienie o ostrych krawędziach, żwir i głazy mogą utrudniać marsz ale stoki góry są łagodne, w wielu miejscach rozciągają się lekkie pagórki i niemal równiny. Droga którą poruszają się samochody kursujące ze schroniska też wyglądała na całkiem szeroką i dobrze widoczną. Niestety przy takiej mgle okazuje się, że nawet na takiej ścieżce łatwo jest zabłądzić i można stracić poczucie kierunku. Sam siebie tropiłem po własnych śladach, kilka razy wracałem się do zapamiętanego punktu aż wreszcie trafiłem gdzie trzeba. Nie powiem, ciekawie jest zabłądzić bez komórki na czynnym wulkanie we mgle na 3000 m. Przynajmniej jest o czym opowiadać i jako jedyny człowiek tego dnia widziałem choćby zarys krateru centralnego :)

DCIM101GOPROG0081474.

Po powrocie do schroniska i kolejnej godzinie oczekiwania na poprawę pogody stwierdziliśmy, że pora wracać, a następnie wybraliśmy się na spacer po kraterach znajdujących się w okolicy Rifugio Sapienza. Pogoda wtedy nagle całkiem się poprawiła, wyszło słońce, resztę zaś opowiadają zdjęcia, które (mam nadzieję) zwalczą reputację Etny jako „najbrzydszej góry świata” ;)

Wyprawa na Etnę była ukoronowaniem naszej wycieczki. Był to już przedostatni dzień podróży. Ostatni dzień przed wyjazdem zarezerwowaliśmy sobie na uspokojenie, spacer po Katanii, picie wyśmienitego wina i szybką wycieczkę do rzymskiego amfiteatru. Następnego zaś dnia wylecieliśmy do Polski zabierając ze sobą masę wspomnień, którymi postanowiłem się z Wami podzielić.

DCIM101GOPROGOPR1520.

Jeśli więc będziecie mieli okazję odwiedzić Sycylię, skorzystajcie ponieważ jest to jeden z najciekawszych i najbardziej malowniczych zakątków Europy o fantastycznej i bogatej historii, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie.

Odpowiedzi: 2 do wpisu “Wyprawa na Sycylię – październik 2015”

  1. dzida napisał(a):

    Wszystko super komentarze i zdjęcia historyczne godne znawcy włoskiej historii
    pozdrawiam i całuję

  2. Fiolnir napisał(a):

    bardzo dziękuję i pozdrawiam :)

Zostaw odpowiedź