Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Archiwum miesiąca Styczeń 2016

O mrokach, ultrasach i nowej serii filmów + noworoczne życzenia :)

piątek, 1 Styczeń 2016

UWAGA!

Tekst zawiera szereg wyrażeń powszechnie uważanych za wulgarne. Nie podoba się, nie czytaj, (Twoja stara… to znaczy strata :P) zachęcam jednak do przeczytania przynajmniej ostatniego akapitu gdzie zamieszczam pewien komunikat :)

Za ten tekst podziękować musicie Kondzisławowi i Teodorowi, niech błogosławione będą jego Oczy Ważki :D Wielką pasją Teosia ostatnio jest wrzucanie starych fotek z dawno minionych mrocznych czasów, tak się złożyło że i z Kondzisławem ostatnio je przeglądałem. Cóż, „to se ne wrati” ale jak by to powiedzieć, wtedy było lepiej. I nie, naprawdę mnie nie pojebało ;)

Zacząć muszę od przyznania się. Jestem mrokiem. Cokolwiek nie zrobię, czegokolwiek nie stworzę zawsze jestem z tego jakoś tam niezadowolony. Zawsze widzę, że to co zrobiłem mogę zrobić lepiej, coś podciągnąć, coś zmienić. To naturalny element ewolucji, która nigdy się nie zaczęła i tak naprawdę nigdy się nie skończy. Zmiana i ruch oznacza życie, jest niezbędna do rozwoju.

Ewolucja reko i ewolucja w reko

W czasach dawno minionych, kiedy byłem gówniarzem (szumniej, nastolatkiem) zacząłem powoli wsiąkać w historię i „machać sobie kijami”. Nasza mielecka ekipa zajawkowiczów ganiająca z drągami po lesie była na tyle malownicza, że proponowano nam nawet bicie ludzi za pieniądze, bo też i trudno nas było wtedy odróżnić od mostowych trolli.

Do dziś mam śliczną szramę na ryju z tych dobrych starych czasów. Tu ukłon do Borysa, który zajebał mi grubą na cal dębową gałęzią, inicjując tym samym całą kolekcję dziar jaką przez lata zgromadziłem na facjacie :D

To co widać na zdjęciach niżej to absolutny wypas – zbroja wykonana z jechanych na szlifierce płytek naszytych na podkład z jeansu. I nawet w tym ustrojstwie zrobiliśmy pokazy. Po latach odkopaliśmy ten artefakt w piwnicy i na chwilę udało się nam wrócić do korzeni :D

W tym samym chyba czasie załapałem, że jest coś takiego jak reko i poznałem kilka osób z tym związanych. Napisałem też wtedy kilka pierwszych artykułów o wikingach, a dalej tu już samo jakoś poszło. W 2004 założyłem Eisen Ruoth wstępnie jako sekcję wczesnośredniowieczną w ramach grupy Milites Optimi po odstosunkowaniu się od najlepszej ekipy świata czyli Krwawego Jarlostwa :D Do dziś się ze mnie ludzie nabijają, że miałem z nimi coś wspólnego ale takie są fakty :D

Zakładając Eisenów chciałem zrobić grupę, która będzie zajebista pod względem towarzyskim i rekonstrukcyjnym przy okazji. Patrząc po latach widzę jak bardzo nieporadnie to wszystko wyglądało wtedy, jak śmieszne kombinacje strojów i prowizorek tworzyliśmy uznając to za cholernie koszerne.

To nie jest tak, że nam się coś pojebało albo, że żyliśmy sobie w ciepłym kurwidołku własnej zajebistości. Absolutnie nie! :D Jak na tamtą epokę byliśmy zajebiści i używaliśmy sprzętu naprawdę na poziomie co tym bardziej pokazuje jak mroczne były to czasy :)

Przez lata istnienia grupy przewinęło się przez nią jakieś 300 osób w ten lub inny sposób, z secesji powstało kilka drużyn. Były takie sezony gdy w każdy weekend od maja do września byłem na wyjeździe dopychając czas pokazami na tygodniu. Z każdym wyjazdem stawałem się bogatszy o nowe doświadczenia i pomysły, a tymczasem wszystko sobie ewoluowało.

Doszliśmy do momentu w którym zacząłem dość mieć wielkich festiwali, ogromnych imprez itd. i zasmakowałem w reko trochę innego rodzaju. Udział w zamkniętych projektach, kameralnych wędrówkach itd. wymagał doszlifowania sprzętu. Na kilka lat całkowicie rzuciłem walkę uznając to co widziałem w ruchu za kiepski żart z dawnej sztuki walki, którą uważałem za niemożliwą do zrekonstruowania, sprzedałem całą bojówkę i temat walki odstawiłem na półkę.

Przestawiłem się na rzemiosło, postawiłem na indywidualny rozwój, rozszerzyłem perspektywę. Projekty kameralne zamieniły się z czasem w indywidualne i kilkuosobowe, a z wyjazdów na imprezy zrezygnowałem prawie całkowicie. Zmieniłem też zdanie co do walki wczesnej, stwierdzając że to nie jest tak, że tego zrobić się nie da. Zwyczajnie nikt jeszcze nie zadał sobie dostatecznie dużo trudu aby spróbować.

Gdy pierwszy raz podchodziłem do tematu, myślałem że uwinę się w kilka miesięcy, tymczasem właśnie stuka piąty rok badań, a ja nadal nie uważam się za eksperta, ciągle się uczę i ciągle jestem na krzywej wznoszącej, daleko mam więc nadal do końca i coraz wyraźniej widzę co oznacza pojęcie „droga wojownika”. Mam świadomość zmierzania w kierunku tego co Japończycy nazywają Ikigai, a Europejczycy celem w życiu, jest dość prawdopodobne, że kresu tej drogi nigdy nie osiągnę i mam tego świadomość.

Ikigai (生き甲斐])

Ikigai (生き甲斐]) – znaczy tyle co „cel istnienia”

O mrokach i ultrasach

Dziś piszę na Budce roztrząsając takie detale jak istnienie przeszywanic, sposoby strzelania z łuku i zastanawiając się nad chwytami miecza i z każdym dniem zdaję sobie bardziej sprawę jak dużo jeszcze czeka na odkrycie. O wiele bardziej zdaję sobie też sprawę z tego, jak wielkim jestem mrokiem i do ilu detali sam byłbym w stanie u siebie się przyczepić.

Jestem mrokiem zwracającym ogromną uwagę na detale, źródła i niuanse i takich właśnie mroków nam potrzeba – mroków mających świadomość własnej ignorancji, dyletanctwa i skłonnych coś z tym zrobić. Dzięki takim mrokom zabawa w reko przechodzi w coś znacznie poważniejszego, stając się stylem życia, nauki lub nawet archeologią eksperymentalną.

Jest oczywiste, że wejście na ten poziom wymaga przywiązywania wielkiej wagi do detali i jakości rekonstrukcji. Chwała niech będzie tym którzy mają dość czasu i chęci aby do tego poziomu aspirować, trudno jednak wymagać podobnej postawy od każdego, nie dla każdego bowiem rekonstrukcja jest tym samym.

Kim zatem jest ultras? Cóż… Ultras to byt teoretyczny. Jakiś taki twór myślowy w stylu wawelskiego smoka o którym każdy słyszał, a nikt nie widział, mimo że każdy wie mniej więcej co termin ten oznacza.

Są być może ludzie którzy myślą o sobie jako o ultrasach i są być może nawet tacy, którzy za ultrasów się uważając, innym zdążyli krwi napsuć. Ciekawe jest natomiast to, że bawiąc się w reko tyle lat nikogo takiego nie spotkałem, widziałem natomiast wielu pozytywnych i mniej pozytywnych mroków, a także mroków bardziej lub mniej swej mroczności świadomych.

BL Royal 20 B XX Le Livre et le vraye hystoire du bon roy Alixandre

Apokalipsa czyli walka mroków z ultrasami :P
BL Royal 20 B XX Le Livre et le vraye hystoire du bon roy Alixandre

Nazywanie się ultrasem jest bowiem efektem dyletanctwa, polegającego na zbyt powierzchownym poznaniu zawiłości rekonstruowanej epoki. My nie tylko wyglądamy ale również myślimy i zachowujemy się inaczej niż ludzie w dawnych czasach, niemożliwa jest więc rekonstrukcja doskonała. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy ludźmi z epoki, możemy jedynie mniej lub bardziej udawać.

Oświecenie mroku

Dochodzimy tu do sedna pojęcia mrok. Osoba mroczna to osoba nieświadoma, pozostająca w strefie cienia, mrokiem nie jest więc ten, kto doskonale wie że jest mroczny. Czy osobę mroczności nieświadomą należy oświecić? Cóż, zapewne tak, natomiast w procesie oświecania często forma ważniejsza jest od treści i to z formy bierze się więcej nieporozumień niż z twardych faktów. Generalnie chodzi o styl i o to aby nie być zapatrzonym w siebie bufonem. Tyczy się to zarówno oświecanego jak i oświecajacego ;)

Cytując Jima Jefreysa, który streścił w ten sposób przesłanie Jezusa: „try not to be a dick” ;)

11275115_445057695653690_326163134_n

Dyplomacja jest sztuką taktu i dobrania poziomu komunikacji do odbiorcy. Ten odbiorca może dopiero zaczynać, może mieć kolosalną wiedzę dziedzinową, może też mieć zwyczajnie wyjebane w historyczność.

Jeśli ktoś wpuścił go na imprezę to znaczy, że organizator go zaakceptował, a tym samym jest gościem na dokładnie takich samych prawach jak Ty. Tylko do organizatora należy ocenianie poziomu uczestników, a że organizatorów mamy różnych to i poziom imprez jest rozmaity. Koszerność nigdy nie stanie się prawem powszechnym bo większość organizatorów stawia na ilość, a nie na poziom uczestników. Tak jest i będzie bo za tym idzie kasa.

Jedyna grupa ludzi która jest w stanie cokolwiek zrobić z mrokiem odgórnie to organizatorzy imprez i wodzowie drużyn i to właśnie dzięki nim ruch robi raczkujące i powolne postępy na niekończącej się drodze ku koszerności, w świecie, w którym nikt koszerny nie jest, a o każdą zmianę w regulaminach trzeba walczyć jak o niepodległość.

O koszerność trzeba walczyć bo zmiany przekładają się na dodatkowe wydatki ludzi, którzy często nie uznają ich za konieczne, nie rozumiejąc w czym problem. Ta walka jest tak ciężka i tak upierdliwa ponieważ świat rekonstrukcji składa się z ludzi uczestniczących w nim dobrowolnie i w praktyce nikt nie ma prawa ani władzy niczego ani nikomu narzucić.

Jedyny klucz do zmian tkwi w umysłach ludzi których trzeba przekonać do sensu wprowadzanych zmian, przekonanie zaś bywa trudne z powodu zachowania samych zainteresowanych.

Argumenty ad absurdum

Zarzut braku posiadania dziwerowanych mieczy z żelaza dymarkowego (lub zbliżony), który znajdziecie w każdej dyskusji o mroku, kierowany pod adresem ludzi krytykujących to co faktycznie jest mroczne, ze strony ludzi trochę bardziej wobec mroku liberalnych, jakkolwiek jest debilny, tak jednak jest logiczny.

Zarzut jest debilny ponieważ wchodząc na poziom detali należałoby odwzorować np. strukturę atomową stali z konkretnego znaleziska. Odcinek można zawsze dzielić na mniejsze odcinki, a detal na dodatkowe detale. Ilość detali w skali mikro nie maleje, a rośnie stąd przyrost naszej wiedzy jest krzywą wznoszącą – im więcej wiesz tym bardziej wiesz ile nie wiesz, aż w końcu wiesz, że nic nie wiesz, a przynajmniej za nic nie dasz sobie łapy uciąć i wyrastasz z bycia ufnym w swą wiedzę palantem ;)

1347734455_by_osql_500

Zarzut jest logiczny, bo jak nie masz dziwerowanego miecza wykonanego z dymarkowego żelaza to nie jesteś autentyczny i nawet obok autentyzmu nie siedzisz. Smutne ale prawdziwe, zwłaszcza że jako zastępnika zapewne używasz znacznie lepszego miecza z przemysłowej stali jakościowej, o jakiej w epoce się kowalom w mokrych snach nie śniło :D

Reasumując, wydaje mi się że tego typu argumenty w naszym wypadku powinny być traktowane tak jak Reductio ad Hitlerum i powinny nieść podobne skutki, w postaci stwierdzenia bezsensowności argumentu już na starcie i odrzucenia tez dysputanta, który za mocno odleciał w kosmos, postulując realne istnienie sytuacji idealnej koszerności.

Takie „Reductio ad koszerum”, które powinno ułatwić komunikację w sytuacji, w której działa szczególnie pojmowane prawo Godwina, zgodnie z którym im dłużej trwa dyskusja o mroku  tym większe jest prawdopodobieństwo pojawienia się argumentu idealnej koszerności, której osiągnąć się nie da i który całą dyskusję spuszcza w niebyt. 

Skala mroku

Nie żyjemy w idealnie dualistycznym świecie światła i ciemności bez niczego pomiędzy. Wszyscy znajdujemy się gdzieś w środku pewnej skali, stąd każdy z nas jest mrokiem. Można oczywiście się boczyć, nie jeździć na imprezy i wzajemnie napierdalać ale znacznie lepiej jest merytorycznie rozmawiać.

grayscale1

Serio, nie każdy jest bronioznawcą albo archeologiem (ja nie jestem), a jeśli nawet jest to nie koniecznie kompetentnym. Za wiele durnych pomysłów funkcjonujących w świadomości ludzi odpowiadają właśnie tacy wyedukowani ludkowie – mit wielkich ciężkich mieczy i zbroi w której trzeba było człowieka dźwigiem na konia wsadzać tutaj też ma swoje źródło. No i oczywiście „uczeni się spierają”, cytując mojego znajomego z liceum, zapytanego o to kim był Stanisław August Poniatowski ;)

To co kiedyś było niedorzeczne, dziś może okazać się naukowo akceptowanym faktem z racji np. pojawienia się nowych źródeł itd. Nauka nie stoi w miejscu ale też lubi mieć ustalone coś takiego jak stan badań. Wszystko możesz kwestionować o ile masz dowody na poparcie swojej tezy. Argumentacja w stylu „nie ma pewności że nie było więc mogło istnieć” albo „udowodnij mi że nie było” jest z naukowego punktu widzenia niedorzeczna, w erystyce zaś taki zabieg nazywamy argumentum ad ignorantiam i służy on sprowadzaniu dyskusji na boczne tory. Nie po to aby udowodnić prawdę ale po to aby uwikłać rozmówcę w dygresje, które prowadzą donikąd.

Niestety ciężar dowodu zawsze spoczywa ma stawiającym tezę o istnieniu lub historyczności danego elementu, dlatego jeśli nie jesteś w stanie udowodnić historyczności tego co posiadasz, możesz nawet nie trudzić się na rozpoczynanie dyskusji. Z miejsca przegrałeś.

Jedynym lekarstwem na mrok jest światło. Szerzenie wiedzy, prezentacja badań, wniosków i dzielenie się informacjami. Ci którzy zrozumieć zechcą, mając ułatwione zadanie i nie musząc przekopywać się przez tysiące publikacji i tracić tony hajsu, mogą od razu zacząć od rekonstrukcji na dobrym poziomie (dlatego często nowe, młode drużyny są lepsze od starych).

Tych którzy mają na historyczność wyjebane i tak nic nie przekona, nie wymyślono jeszcze lekarstwa na lenistwo, natomiast zdrowiej dla wątroby jest odstosunkować się od problemów, które nas nie dotyczą i na które nic nie możemy poradzić ;)

moja dupa jest wolna od bolu

Wiele osób traktuje rekonstrukcję jak zabawę tak zwyczajnie i po prostu. Chcą pojechać na imprezę napić się piwa leżąc na łące z dobrymi znajomymi by mieć odskocznię od codzienności. Nie każdy ma potrzebę, ambicje, czas, pieniądze i chęci aby robić z reko sens swego życia, ja również do tego grona absolutnie nie należę. Niezwykle interesują mnie pewne zagadnienia (walka, skórnictwo, techniki polowania, zdobywania pożywienia itd.), całkowicie zbywam inne (np. absolutnie nic nie wiem o garncarstwie).

Rzeczą naturalną jest to, że różni ludzie mają różne priorytety. W tej różnorodności tkwi siła rekonstrukcji – każdy znajdzie coś dla siebie więc zwyczajnie wrzućmy na luz i nie skaczmy sobie do gardeł z byle powodu :)

Mały apel :)

Drodzy krytykowani, przestańcie się bezzasadnie oburzać. Czytelniku, jeśli masz na nodze rynnę a na głowę ubrałeś garnek to wyglądasz jak idiota, nie jak rycerz. Ktoś zauważył? Może trzeba było nie zakładać na głowę tego garnka? A może trzeba było poszukać na ten garnek źródeł przed zakupem i zrobić krytykującym przysłowiową jesień średniowiecza z dupy za pomocą źródeł? ;)

To że wytkniesz komuś brak dziwerowanego miecza nie oznacza ani przez chwilę że twój garnek wygląda lepiej. Tu nie działa zasada wedle której na tle ludzi chujowych zaczniesz wyglądać mniej chujowo. Zamiast starać się chujowić otoczenie, postaraj się sam być mniej chujowy. Powtórzę: „try not to be a dick”.

Umówmy się – szarość ma odcienie – blaszany garnek jest bardziej mroczny niż kuty z jednego kawałka norman, no chyba że akurat odtwarzasz egipskiego rewolucjonistę z 2011 r. :P

Hełm egipskiego rewolucjonisty 2011 :D

Hełm egipskiego rewolucjonisty rok 2011 :D

Tak więc reasumując – aby poprawić atmosferę i przestać puszczać brzydkie bąki, zachęcam wszystkich ludzi długo już siedzących w temacie do pozytywnego dzielenia się wiedzą, źródłami, faktami. Innym zwyczajnie będzie łatwiej wtedy wyrobić standardy coraz bardziej wyśrubowanych regulaminów.

Do krytykowanych mam zaś apel o odrobinę pokory i dobrej woli. Ostatecznie jeśli na historyczności Ci nie zależy, a to co posiadasz kupiłeś bez zorientowania się w temacie, zwyczajnie to przyznaj zamiast brnąć w bezsensowne spory i idiotycznie bić pianę.

Może wtedy wróci zajebisty klimat starych imprez bez spiny w połączeniu z taką koszernością, która zadowoli nawet ultrasów (jeśli ktoś taki rzeczywiście istnieje), czego sobie i Wam życzę :)

Ważne jest aby imprezy trzymały poziom i aby ludzie zwracali uwagę na detale, tylko wtedy reko będzie czymś więcej niż festynem picia browara w strojach. Jeszcze ważniejsze jest jednak to aby dobrze się bawić i dogadywać ponieważ to dzięki komunikacji poziom naszej wiedzy ciągle wzrasta. To dzięki wymianie myśli możemy spojrzeć czasem na temat z zupełnie innej, odkrywczej perspektywy, tak wiec szanujmy się wzajemnie i spierajmy merytorycznie.

Wiem że zabrzmiało to szumnie jak diabli i wiem, że mówię tu tylko w swoim własnym imieniu. Nie mogę i nie chcę nikogo zmuszać do przyjęcia mojego punktu widzenia, natomiast wiem że z okazji Nowego Roku ludzie czasem stawiają sobie cele i robią postanowienia.

Może więc warto z tej okazji postulat starań o nie bycia kutasem dorzucić do listy? A może warto podzielić się wiedzą, którą macie i zrobić coś pozytywnego?

Tę decyzję już Wam pozostawiam. Żaden ze mnie Budda, daleko mi do Jezusa trochę bliżej do Laski :P

47408_4e3992846d05758f6647c695c9b93d7c

Małe ogłoszenie – nowa seria filmów

Aby nie być gołosłownym, ze swej strony rzucam pierwszy kamyk.

W momencie gdy publikuję ten tekst, upubliczniłem już pierwszy odcinek nowej serii filmów, które zamierzam co piątek publikować na kanale. Na dziś gotowe mam 6 odcinków i planuję nagrywać kolejne o ile formuła chwyci.

Zacząć postanowiłem od spraw najbardziej elementarnych, czyli próby zdefiniowania pojęcia miecz i pokazania z jak skomplikowaną materią mamy do czynienia. Tak naprawdę planowałem zacząć w zupełnie innym miejscu ale po nagraniu 4 odcinków uznałem, że treść jest za bardzo hermetyczna i dla widzów zupełnie zielonych w temacie nie byłaby zrozumiała.

W odcinku drugim omówię budowę miecza, kolejne cztery odcinki składają się w cykl w którym postaram się pokazać Wam jak rozpoznać dobry miecz i to jak warto podejść do kwestii zakupu miecza.

W filmach tych nie będę nikogo krytykował, będę mówił o tym jak być powinno i pokazywał dobre praktyki.

Dla porządku dodam, że w filmie dzisiejszym, wymieniając cechy miecza, odnoszę się do definicji Włodzimierza Kwaśniewicza z książki „1000 słów o broni białej i uzbrojeniu ochronnym”.

Postaram się jak mogę aby ta seria była merytorycznie dobra, natomiast potknięcia na pewno się zdarzą, liczę na wyrozumiałość i sugestie – robię takie coś pierwszy raz w życiu :)

Na sam koniec, korzystając z okazji ;)

wolin103