Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Archiwum kategorii ‘Uzbrojenie ochronne’

Trening indywidualny mieczem i krótką włócznią

sobota, 21 Listopad 2015

Dlaczego warto trenować w domu?

Dziś tak na szybko wrzucam dwa krótkie filmy treningowe. Podsumuję krótko to co widać aby cele wideo były jasne, zacznijmy jednak od małego cytatu, opisu idealnego wojownika, który pokazuje cel do którego osobiście staram się dążyć i pod który staram się optymalizować mój trening:

Był rosły i silny i był doskonałym wojownikiem. Potrafił walczyć mieczem i rzucać włócznią każdą ręką jeśli tylko chciał i był tak biegły w walce mieczem że gdy nim machał wydawało się jak by machał trzema mieczami na raz. Potrafił strzelać z łuku lepiej niż ktokolwiek i zawsze trafiał w cel. Potrafił skakać wyżej niż wynosił jego wzrost w pełnym oporządzeniu bojowym zarówno w przód jak i w tył.

(Brennu-Njáls saga)

Jak widać wojownik idealny to istny „człowiek orkiestra” – zwinny, sprawny, silny i szybki, wszechstronny wojownik, istna maszyna do zabijania, biegle władający każdą bronią, używający obu rąk. Specjalizacja wojowników i preferencje na pewno istniały, jednak wszechstronność była tym co szczególnie akcentowano jako wzór do naśladowania. Moim osobistym zdaniem nie jest możliwe pełne zrozumienie walki z epoki bez szerszej perspektywy i wszechstronnego treningu różną bronią, a jest to zaledwie wstęp do szerszego zagadnienia jakim jest zrozumienie realiów życia w epoce w kontekście społecznym, prawnym, ekonomicznym, duchowym i mentalnym. Walka zawsze była szerokim zagadnieniem, dlatego każda wąska próba jej analizy będzie skazana na porażkę podobnie jak czyste teoretyzowanie na temat lub ograniczona praktyka (w tym również trening w jednostajnych idealnych warunkach).

Oglądając filmy warto zwrócić uwagę na kilka elementów. Po pierwsze trenuję w bardzo ciasnym, nieprzyjaznym otoczeniu. Pełno mebli, bibelotów, żyrandol nad głowa itd. Cała przestrzeń, którą mam do dyspozycji, to około 9 metrów kwadratowych (z czego zwykle wykorzystuję połowę). Rzecz w tym, że gdy przyjrzymy się opisom konfrontacji z epoki, niezwykle często znajdziemy walkę w takim własnie ciasnym otoczeniu. Dla walk opisanych w sagach islandzkich jest to wręcz sytuacja standardowa, ponieważ wojna w tym kraju miała charakter lokalnej wróżdy rodowej. Palenie halli, burdy na ucztach, nocne napady na śpiących, wraz z sytuacjami wycofania się do halli lub ucieczki z niej pod naporem wroga są niezwykle barwne i częste. W pełnym spektrum prezentują też konieczność radzenia sobie z walką w takim ciasnym środowisku, ponieważ o zwycięstwie lub klęsce niejednokrotnie decydowało blokowanie broni o rozmaite elementy wystroju. Trenowanie w domu uczy naprawdę dobrej kontroli terenu i użycia broni w bardzo ciasnym otoczeniu.

Kilka przykładów – tłumaczenie moje:

Osłaniając się tarczą Gunnar wycofywał się przed Grettirem, który atakował go energicznie przeskakują na boczną ławkę stojącą najbliżej drzwi. Ręce Gunnara, dzierżące tarczę, były ciągle w drzwiach więc Grettir ciął w dół pomiędzy jego ręce i ciało obcinając jego obie ręce w nadgarstkach. Gunnar upadł w tył przez drzwi. Następnie wyciągnął swój saks, obciął Gunnarowi głowę i umieścił ją naprzeciwko jego tyłka.

(Grettis saga)

Grettir zamachnął się swym saksem na Vikara, towarzysza Hjaltiego Thordarsona uderzając go w lewe ramię kiedy ten wskoczył do chaty, cięcie przeszło przez jego ramiona ukośnie aż do lewej dolnej części jego ciała. Mężczyzna został przecięty w czysty sposób na pół, a jego ciało upadło na ziemię w dwóch połowach. Grettir nie mógł podnieść swego saksa tak szybko jak by chciał i w tej samej chwili Thorbjorn Hak przeszył go włócznią między ramionami zadając mu wielką ranę. Grettir powiedział „Odsłonięte są plecy człowieka który nie posiada brata”. IIIugi nakrył wtedy tarczą Grettira I chronił go tak dzielnie, że wszyscy wychwalali jego obronę. Następnie Hak nakazał swym ludziom aby zbliżyli się do Illugiego ze swymi tarczami „ponieważ nigdy nie widziałem człowieka jak ten któren jest tak młody”. Zrobili wedle rozkazu i otoczyli go tak ciasno tarczami i bronią, że nie był w stanie dalej utrzymać obrony byli więc w stanie pojmać go i przytrzymać.

(Grettis saga)

Pewnego ranka Gudbrand poprosił go aby dał mu konia i wyszedł wraz z Thorirem za nim na zewnątrz. Jak tylko Gudbrand doszedł do progu i schylił się Thorir zamierzył się na niego toporem , gdy usłyszał on świst topora wyskoczył przez drzwi, a cios Thorira uderzył w belkę która wystawała z krokwi. Topór uderzył szybko w belkę a Thorir wybiegł na dziedziniec ścigany przez Gudbranda. Thorir przeskoczył ponad korytem rzeki i legł tam przyklejony płasko do ziemi. Gudbrand rzucił za nim swoim mieczem i trafił on go w przeponę. Był on owinięty uzdą dookoła ciała i miecz trafił idealnie w pierścień uzdy. Gudbrand przeskoczył nad rzeką i dopadł do Thorira, ten jednak już był martwy. W tej sytuacji narzucił on na niego ziemię i pochował go dokładnie tam gdzie padł martwy. W mieczu pojawiły się szczerby, jedna z nich miała wielkość paznokcia. Miecz ten został później naostrzony , była to doskonała broń.

(Vatnsdala saga)

Szkatułka z Auzon - wykonana z kości wieloryba skrzynka na klejnoty lub relikwie, wyrzeźbiona około 700 roku w Northumbrii

Szkatułka z Auzon wyrzeźbiona około 700 roku w Northumbrii. Egil broni domu – zwróćcie uwagę na chwyt krótkiej włóczni i ustawienie tarczy u atakującego.

Kiedy Thormod poczuł siłę w człowieku przed nim, zeskoczył na ławkę obok łóżka. Olaf zeskakując sięgnął po swój topór zamierzając zadać mu cios, nie był jednak dość szybki, Thormod natomiast wśliznął się pod jego uchwyt i kurczowo uchwycił się jego talii. Olaf skontrował i rozpoczęła się niezwykle zaciekła walka. Thormod walczył tak mocno, że rozrywał gołymi rękami ciało Olafa gdziekolwiek się go uchwycił. W drobny mak rozwalili wszystko co stało im na drodze i nagle zgasło również światło, co odpowiadało Olafowi odrobinę bardziej. Thormod wtedy zaatakował z zaciekłością i obaj znaleźli się na zewnątrz. Leżał tam spory kawałek drewna wyrzucony przez fale i Thormond przypadkiem nadepnął na okrągły pień upadając na plecy. Olaf podciągnąl swe kolano pod jego pachwinę i gdy tylko wyczekał odpowiedni moment rozprawił się z przeciwnikiem tak jak uznał za stosowne.

(Hávarðar saga Ísfirðing)

Bork umieścił Eyjolfa na honorowym miejscu obok swych kompanów blisko drzwi. Rzucili swoją broń na podłogę. Bork usiadł obok Eyjolfa po wewnętrznej stronie ze Snorrim obok niego. Thordis przyniosła miskę owsianki (kaszy) w której tkwiły drewniane łyżki, jednak gdy postawiła porcję Eyjolfa przed nim łyżka wypadła jej na podłogę. Schyliła się aby ją podnieść jednak zamiast tego wzięła miecz Eyjolfa szybko pchając nim pod stołem . Miecz przebił udo Eyjolfa I nawet pomimo tego, że rękojeść uderzyła w stół rana była bardzo poważna. Bork popchnął stół daleko od nich I uderzył na Thordis. Snorri popchnął Borka tak że upadł on i pchnął jego matkę na miejsce obok siebie mówiąc, że wycierpiała ona dość bez bicia. Eyjolf I jego ludzie zerwali się ze swoich miejsc i wzajemnie się powstrzymywali po tym wydarzeniu.

(Eyrbyggja saga)

Kiedy to usłyszał wskoczył do łóżka I ściągnął ze ściany miecz który tam wisiał nad nim. Ljot nakazał swym ludziom zgromadzonym w halli obudzić się i uszykować broń. Havard w tym momencie wskoczył na skrzynię łóżka i ciął Ljota w lewy bark, ten jednak uskoczył bardzo szybko i miecz jedynie zadrasnął jego ramię ścinając skórę z jego ramienia i rozcinając je na wysokości łokcia. Ljot skoczył naprzód zeskakując z łózka z obnażonym mieczem i zamiarem zaatakowania Havarda, jednak wtedy Eyjolf natarł na jego prawy bark i ubili Ljota na miejscu.

(Hávarðar saga Ísfirðing)

Gdzie jeszcze mamy ciasne otoczenie? Oczywiście w bitwie oraz podczas walki na okrętach. Umiejętność walki z mieczem prowadzonym bardzo blisko ciała, kiedy broń mija nas tylko o centymetry obok oczywistej korzyści oszczędzania przestrzeni uczy też ekonomii ruchu i to przede wszystkim w sytuacji walki bez możliwości użycia pracy nóg, często z przygiętym łokciem, gdzie wcale nie działamy na maksymalnym dystansie, ale właśnie bardzo blisko przy zwarciu tarcza w tarczę. Dzięki łączeniu tego treningu w ciasnej przestrzeni z treningiem w przestrzeni nieograniczonej, tworzymy w sumie bardzo elastyczny repertuar akcji i technik. Podstawowym kontekstem użycia układu miecz-tarcza jest bitwa w której większość akcji rozgrywano w ciasnym dystansie.

Kilka przykładów takich sytuacji – zmagania na okrętach:

Hallgrim i jego brat wskoczyli na statek Gunnara, który odwrócił się aby stawić im czoła. Hallgrim pchnął w kierunku Gunnara swą halabardą. Bom leżał wzdłuż okrętu i Gunnar cofając się przeskoczył przez niego, jego tarcza nadal była z przodu przed bomem I halabarda Hallgroma przebiła ją trafiając w bom. Gunnar ciął w rękę Hallgrima okaleczając ją (łamiąc kości) jednak miecz nie wbił się w ciało. Halabarda wypadła przeciwnikowi z rąk, Gunnar złapał ją i przebił nią Hallgrima, później już zawsze nosił ją ze sobą.

(Brennu-Njáls saga)

Zmagali się już czas dłuższy kiedy Kari przeskoczył na okręt Snaekolfsa, ten odwrócił się by stawić mu czoła i natychmiast wyprowadził uderzenie. Kari wykonał odskok w tył przez jeden z okrętowych bomów, uderzenie Snaekolfsa, które nie doszło celu, było tak potężne że miecz utkwił w bomie na głębokość obu ostrzy. Kari skontrował uderzając w ramię przeciwnika ucinając mu rękę w wyniku czego Snaekolf padł martwy.

(Brennu-Njáls saga)

Thorstein znajdował się wtedy na achterdeku. Ljot widział jak daleko sprawy już zaszły i rzucił swoim mieczem w braci, starał się jednocześnie przeskoczyć ponad pokładem ponieważ nie widział innej drogi ucieczki. Thorstein przygwoździł go do pokładu pałką z taką siłą że jego głowa i ramiona opadły za burtę a nogi do wewnątrz okrętu. Zrobiło się już tak ciemno, że nie można było zmyć krwi z pokładu ani usunąć zwłok ze statku.

(Svarfdala saga)

Trochę ikonografii bitewnej – zwróćcie uwagę na uderzenia ze zgiętym łokciem:

Jeśli chodzi o tempo treningu, z racji że jest to trening właśnie, a otoczenie nie jest do końca przyjazne, nie wszystkie akcje wykonuję na 100% prędkości, zwłaszcza gdy używam miecza ostrego lub trenuję akcje oburęczne mieczem jednoręcznym. Tylko kilka sekwencji wykonanych jest na pełnej prędkości, większość akcji mieczem jednoręcznym wykonane jest na 3/4 prędkości, akcje oburęczne wykonuję zwykle dość wolno (1/3 do 2/3 prędkości).

Te ostatnie szczególnie zasługują na uwagę. Rozwijać techniki dwuręczne mieczami jednoręcznymi zacząłem dopiero jakiś czas temu, daleko tu jeszcze do doskonałości, chcę raczej zaprezentować, że takie użycie mieczy jest wykonalne i czasami bywa sensowne, zwłaszcza jeśli miecz który mamy do dyspozycji ma parametry i dynamikę taką jak mój miecz z Soborg.

Akcje dwuręcze testuję obecnie na wszystkich mieczach, które posiadam, również na moim mieczu wczesnym o bardzo ciasnej rękojeści. Wydaje mi się, że w większości przypadków udało mi się zoptymalizować chwyt miecza tak aby był najbardziej efektywny natomiast wstrzymam się tu na dziś z rozwijaniem tematu ponieważ nie wszystko jeszcze sprawdziłem i nie wszystko przetrenowałem w wystarczającym stopniu. W przyszłości napisze na ten temat osobny tekst.

Morgan M.739 Book of Hours, Morgan Library, Bamberg Niemcy, 1204-1219 r.

Morgan M.739 Book of Hours, Morgan Library, Bamberg Niemcy, 1204-1219 r.

Element którego na filmie nie ma, to trening lewą ręką. Na dziś niewiele mam tu do pokazania bo jest to u mnie ręka znacznie słabsza, po pół roku treningu osiągnąłem w niej sprawność wystarczającą do w miarę prawidłowego prowadzenia podstawowych akcji, użycie sekwencyjne dopiero zaczynam trenować. Ogólnie to co widać to minimalny wycinek treningu trwającego ponad 2 h. Szybki trening sekwencyjny przedzielony jest treningiem technicznym, który koncentruje się na raczej powolnym ale dokładnym wykonywaniu poszczególnych uderzeń, całość zaś poprzedzona jest półgodzinną rozgrzewką. Sens tego treningu jest podwójny – z jednaj strony rozbudowuje w prawidłowy sposób mięśnie odpowiedzialne konkretnie za użycie miecza, z drugiej prowadzi po pewnym czasie do mistrzowskiego wykonywania akcji szermierczych. W szlifowaniu podstaw tkwi klucz do wszystkiego innego ponieważ jest to nasza „skrzynka z narzędziami”. Gdy zachodzi konieczność automatycznie sięgamy po to co najlepiej się sprawdza.

Brak użycia tarczy oznacza tylko tyle, że nie używam jej w tym konkretnym treningu. Czasami trenuję z tarczą, czasami bez niej. Położenie ręki w tym dziwnym miejscu jest pewnym kompromisem, mającym w choćby minimalnym stopniu symulować położenie tarczy, kwestia położenia ręki bez miecza przy walce/treningu mieczem jednoręcznym lub kordem jest zupełnie osobnym, skomplikowanym zagadnieniem. I owszem, to co robię nie jest optymalne, jest natomiast sensowne w tym konkretnym kontekście.

Rzecz ostatnia – dlaczego oglądam sobie serial podczas treningu? :D Cóż powodów jest co najmniej kilka. Po pierwsze, jestem człowiekiem niezwykle zajętym i zwyczajnie muszę łączyć różne rzeczy. Po drugie, serial jest dodatkowym czynnikiem rozpraszającym, oglądanie go zmusza do wzmocnionej koncentracji, która musi radzić sobie nie tylko z mieczem ale też z dodatkowymi bodźcami, fabułą itd. Wzmacnia to nieprzyjazność środowiska treningowego, wybór tematyki serialu nie jest przypadkowy ;) Po trzecie wreszcie, większość starych podręczników szermierki zaleca trening sylwetkowy, w którym ćwiczono uderzenia w odniesieniu do planszy przedstawiającej przeciwnika. Trening do serialu stanowi współczesne rozbudowanie tej metody. Na ekranie pojawiają się postaci w ruchu, uderzając staram się prowadzić miecz tak aby uderzenia i pchnięcia kierowane były w te ruchome sylwetki, zawsze celując w punkty witalne.

Joachim Meÿer, Gründtliche Beschreibung der Kunst des Fechtens, Strasbourg 1570 r.

Joachim Meÿer, Gründtliche Beschreibung der Kunst des Fechtens, Strasbourg 1570 r.

Trening z krótką włócznią z tarczą i bez tarczy

Od wielu lat w dyskusjach dotyczących drzewcówek pojawia się kwestia tego co jeszcze jest włócznią, co już jest oszczepem i gdzie przebiega granica. Zagadnienie i problem tego typu stworzyć mógł tylko jakiś akademik, szukający pomysłów na systematyzację znalezisk, ponieważ praktycznie to rozróżnienie prawie nigdy nie ma znaczenia.

Oczywiście jeśli mówimy o broni bardzo, bardzo długiej, podobnej do włóczni z Jeziora Lednickiego, widocznej na zdjęciu poniższym, klasyfikacja jest oczywista. Podobnie oczywista jest klasyfikacja niewielkich oszczepów ciskanych np. za pomocą atlatla. Co jednak w sytuacji gdy mamy do czynienia z obiektem takim jaki widzicie na filmie lub na szkatułce z Auzon?

Włócznia z Jeziora Lednickiego wydobyta w okolicach mostu, długość całkowita 321 cm, drzewiec jesionowy XI wiek. Znalezisko przechowywane w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.

Włócznia z Jeziora Lednickiego wydobyta w okolicach mostu, długość całkowita 321 cm, drzewiec jesionowy XI wiek. Znalezisko przechowywane w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.

Bronią o tej pośredniej długości można zarówno efektywnie walczyć wręcz jak również rzucać nią tak jak oszczepem. Jest to niezwykle skuteczne, tanie i poręczne rozwiązanie o bardzo wszechstronnych możliwościach. W chwili obecnej posiadam trzy włócznie/oszczepy tej długości oraz potężną włócznię dwuręczną. Wszystkie egzemplarze osobiście naostrzyłem ręcznie na kamieniach (co trwało ok 20 h w sumie) i mogę śmiało powiedzieć, że w wersji finalnej jest to straszna broń.

Podczas obróbki jesionowego drzewca lekko zahaczyłem o wyostrzony grot, który luźno leżał na stołku czekając na osadzenie. Grot wbił się na centymetr w mięso bez najmniejszego problemu. Siła uderzeń widocznych na filmie jest absolutnie wystarczająca do wyeliminowania każdego nieopancerzonego przeciwnika, przy odrobinie szczęścia byłoby możliwe przebicie takim uderzeniem tarczy i pancerza.

Zanim przejdziemy do filmów dodam jeszcze przykład użycia takiej krótkiej włóczni w zwarciu bez użycia tarczy aby udowodnić również ćwiczenia w tej formie.

Cambridge MS R.17.1 Eadwine Psalter, Cambridge University Library, Canterbury, Anglia, 1150 r.

Cambridge MS R.17.1 Eadwine Psalter, Cambridge University Library, Canterbury, Anglia, 1150 r.

Ogólnie na sam koniec – nie wszystko w tym filmie wykonane jest poprawnie, nie ze wszystkiego jestem zadowolony, wiele elementów nadal uważam za wersję roboczą technik nad którymi pracuję. Film publikuję bo chciałem pokazać, że trening w tak ciasnym otoczeniu jest wykonalny, sensowny i może stanowić świetne rozwiązanie, a także uzupełnienie innych form treningu, zwłaszcza w okresie gdy pogoda do wychodzenia z domu nie zachęca.

Tak więc nie szukajcie wymówek, ruszcie zadek z fotela i trenujcie, a w międzyczasie życzę miłego seansu :)

Wczesnośredniowieczne metody walki z dużą tarczą okrągłą – analiza technik – film

wtorek, 6 Październik 2015

Po ostatnich rozmowach i polemikach odnośnie filmu, który niedawno opublikowałem (LINK), uznałem że warto film przemontować, dodać do niego komentarze, pokazać to i owo w zwolnionym tempie i dodać trochę źródeł. Przy okazji napisałem mały przewodnik dla oglądających, tak aby jasne było na co warto zwrócić uwagę i wytłumaczyć o co tutaj tak na serio chodzi :)

1. Brak akcji na związaniu i przy kontakcie broń-broń (poza sytuacją ratującą życie), nacisk na trafienia bezpośrednie i akcje broń-tarcza, tarcza-tarcza

Rzecz w tym, że źródła z epoki niemal nigdy nie pokazują ani związań na broni, ani nie sugerują podobnych akcji w opisach technik. Dynamika miecza wczesnośredniowiecznego, który jest ciężki i mocno przeważony w przód, powoduje że związania mają niewielki sens, bo wymagałyby bardzo dużej siły nawet przy wiązaniu części słabej na słabą, najprościej mówiąc – część słaba, wcale nie jest słaba. Dodatkowym elementem niekorzystnym w takiej sytuacji jest, wynikające z używanej siły, duże ryzyko uszkodzenia broni.

Przypomnę na marginesie, że wczesnośredniowieczne miecze, imponujące pod względem jakości kucia i techniki wykonania, najczęściej były wykonywane z dość zróżnicowanej stali i żelaza. Za wyjątkiem nielicznych damasceńskich, sygnowanych egzemplarzy, kutych prawdopodobnie z importowanej stali, opisanych przez Alana Williamsa w artykule A Metallurgical Study of some Viking Swords, zdecydowana większość głowni z epoki miała bardzo zróżnicowaną jakość, co czyniło je podatnymi na uszkodzenia (źródła pełne są opisów łamania mieczy na hełmach, tarczach itp.). Stąd wyraźna sugestia z mojej strony, że akcje broń-broń z historycznego fechtunku z dużą tarczą powinny być eliminowane. Poza sytuacjami ratującymi życie zawsze lepiej użyć do blokowania tarczy niż miecza.

2. Strefa trafienia i rozkład trafień na strefy

Większość akcji trafia w głowę poniżej linii hełmu (twarz, skroń) lub w korpus. Celem walki była najczęściej szybka i skuteczna eliminacja przeciwnika, co stwarza konieczność bezpośredniego, szybkiego i skutecznego atakowania stref witalnych. Korpus to przede wszystkim uderzenia po linii bark-biodro, cięcia dolne w brzuch, cięcia i uderzenia pod pachę i w bok ciała. Dodatkowe strefy atakowane to ramiona, przedramiona i nogi, ale nie jest to cel główny, a jedynie dodatkowy.

Pod koniec filmu zestawiłem nasze strefy trafień z trafieniami opisanymi w sagach islandzkich. Więcej danych znajdziecie w artykule A Statistical Summary of Weapons Usage in Sagas of Icelanders Zestawienie ma na celu ogólne pokazanie zbieżności tego co robimy z tym co znamy ze źródeł, niestety sama metoda statystyczna w analizach walki nie sprawdza się dobrze i może powodować liczne błędy w interpretacji, poświęcam temu zagadnieniu kiedyś osobny artykuł.

W skrócie mówiąc – wrzucając wszystko w tabelki tracimy kontekst. Sagi opisują bitwy, pojedynki, zasadzki, napady i rozboje, bitwy morskie toczone na statkach, burdy w hallach itd. Każdy typ konfrontacji rządzi się swoimi prawami, zadziwiająco dużo miejsca sagi poświęcają też opisom improwizacji w walce, co mocno utrudnia traktowanie ich jako możliwych do wykorzystania opisów technik walki. Nie są to podręczniki, a raczej opisy w stylu „my ze szwagrem po pijaku ukatrupiliśmy tych i owych” ;) Sagi przydatne są do generalnego rozeznania metod, pryncypiów i celów walki, gorzej nadają się do analizy konkretnych technik, bo kiedy już je prezentują robią to w bardzo indywidualistycznym kontekście.

3. Użycie rantu tarczy do atakowania tarczy przeciwnika, blokowania topora i aktywnego atakowania przeciwnika

Użycie rantu tarczy w aktywny sposób większość zasad walki rekonstrukcyjnej wyklucza, całkiem słusznie, ponieważ siła możliwa do wygenerowania przy takim uderzeniu w twarz jest bardzo znaczna. Trenujemy tak aby trafienie i intencja była jasna, natomiast nie używamy tutaj maksymalnej siły i przyłożenia, wymaga to dużego opanowania tarczy i jej bezwładności. Niemal zawsze gdy na filmie widać trafienie rantem w twarz, prawidłowa akcja powinna całkowicie wyrzucać rękę z tarczą w przód, czego nie robimy. Tarcze których używamy ważą od 3,5 do 5,3 kg co przy dołożeniu ruchu ciała, wyrzutu ręki i kroku naprawdę jest niebezpieczne, ale jest też bardzo skuteczne. Pamiętajmy o tym, że większość wojowników z epoki nie używała hełmów, część używała hełmów bez nosala i osłony twarzy.

Odnośnie topora, idealnym sposobem wyłapania tej broni jest uderzenie rantem w drzewiec zaraz poniżej ostrza, co umożliwia haczenie broni, rantu można też użyć do uderzania w drzewiec celem stopowania akcji i kontrolowania broni, do uderzeń w  dłonie lub do podstawiania rantu pod nadgarstek, co umożliwia rozbrajanie przeciwnika i łamanie nadgarstka w sytuacji skrajnej.

4. Unikanie użycia rantu do wyłapywania uderzeń, używanie płaszczyzny

Używanie rantu do blokowania niesie ze sobą kilka niebezpieczeństw, wśród których te najbardziej istotne dotyczą niskiej efektywności (jeśli cięcie przejdzie, tnie też za tarczą, zdarzyło mi się prawie do połowy rozłupać ostrą bronią tarczę migdałową) i niebezpieczeństwa uwięźnięcia broni w tarczy (nie masz broni więc giniesz). Nawet w przypadku obrony płaszczyzną  na wyciągniętej ręce, staramy się łapać uderzenia na płaz. Z drugiej strony używanie płaszczyzny do blokowania prawie nic nie robi tarczy, prawie nie da się jej zniszczyć w ten sposób, nawet przy walce toporem jest to bardzo trudne, choć w przypadku toporów właśnie rant przydaje się o wiele bardziej. O tym, że zdarzały się przypadki przecinania człowieka razem z tarczą świadczą źródła:

Thorgils następnie wyciągnął miecz z piasku i rozpoczął się pojedynek.Po chwili walki Thorgils obciął dolną część tarczy Surta wraz z nogą która za tarczą się kryła. Ówczesne zasady pojedynkowe mówiły, że człowiek walczył dla pozyskania własności pokonanego, jeśli jego oponent zginie w pojedynku. Następnie Thorgils obciął Surtowi głowę. (Flóamanna saga)

Fresk, Sabbionara Castle, Avia, Trentino, Włochy 1340 r.

Fresk, Sabbionara Castle, Avia, Trentino, Włochy 1340 r.

5. Brak pchnięć, przewaga cięcia nad pchnięciem

Jeśli brak pchnięć na filmie Cię zastanowił, to masz rację. Być powinny, jako dodatek do cięć ale jednak :) Film jest w sumie pewną odpowiedzią na poprzedni film w którym ciąłem butelki, tam były tylko cięcia więc i na tym filmie mamy tylko cięcia. Pchnięcia oczywiście były używane, natomiast styl walki, rodzaj miecza itp. elementy stylu wczesnośredniowiecznego znacznie mocniej koncentrował się na uderzeniach, które są efektywniejsze w realnej walce, zwłaszcza w bitewnym kontekście (pamiętajmy że zestaw miecz-duża tarcza to zestaw typowo bitewny, każdy inny kontekst był tu dodatkiem).

Już widzę te tłumy miłośników pchania, które oburzą się na powyższe stwierdzenie, więc śpieszę z wyjaśnieniem. Pchnięcie jest skuteczne ale zwykle nie zabija od razu (skuteczne pchnięcia najczęściej opisane w sagach to pchnięcia w serce, te oczywiście są skuteczne). Człowiek z przebitym brzuchem zapewne umrze, za kwadrans, dzień, albo tydzień, natomiast wcześniej zdoła nas zabić. Istnieją setki opisów z różnych epok na temat osób śmiertelnie rannych, które nie zauważały w stanie szoku swoich obrażeń. Sugeruję tutaj sięgnąć np. po książkę Rory’ego Millera, Meditations on Violence: A Comparison of Martial Arts Training & Real World Violence, a także klasyczny już tekst The Face of Battle Johna Keegana.

Gdy celem jest szybka i skuteczna eliminacja zagrożenia tu i teraz, nic nie działa tak skutecznie jak cięcie – obcięta ręka nic nie zrobi, obcięta głowa nie polemizuje. Często pojawiającym się stwierdzeniem w dyskusjach o przewadze pchnięć nad cięciami jest opinia, że cięcie raczej nie zabijało, a pchnięcie prawie zawsze było śmiertelne bo powodowało obrażenia wewnętrzne, niemożliwe do leczenia w epoce. Ogólnie stwierdzenie to jest bardzo uproszczone z wielu powodów.

Po pierwsze nie bierze pod uwagę zakażeń. Jeszcze w czasach pierwszej wojny światowej większe żniwo zbierały w okopach zakażenia ran niż bezpośrednie trafienia, byle zadrapanie mogło się wtedy skończyć tragicznie. Dopiero pod koniec drugiej wojny światowej masowa produkcja penicyliny wydatnie zmniejszyła śmiertelność w wyniku zakażeń. Stąd nieprawdą jest stwierdzenie, że rany cięte były niegroźne, w epoce każde zranienie mogło nieść poważne konsekwencje.

Po drugie, kości z pól bitew często noszą ślady wielokrotnych powtórzeń, brutalnego dobijania i atakowania ponawianego do skutku. Uderzenie za uderzeniem masakrowało przeciwnika aż do momentu jego wyeliminowania z walki. Śmierć była tu częsta, ale nie była konieczna. Eliminując zagrożenie istotniejszy jest efekt tu i teraz niż długofalowe skutki odniesionych ran, nieprzytomny przeciwnik albo zwijający się z bólu to przeciwnik zdany na naszą łaskę i można np. dobić go pchnięciem.  Z tego punktu widzenia akcentowanie większej śmiertelności pchnięć w długiej perspektywie czasu nie ma znaczenia dla walki jako takiej, choć jest prawdą.

Po trzecie, tym co eliminuje człowieka z walki jest przede wszystkim ból i utrata świadomości czyli bardziej czynniki psychiczne niż fizyczne. Oba elementy są znacznie istotniejsze dla uderzeń niż dla pchnięć (wielkość rany, rozkład siły uderzenia naruszający strukturę kości itd.). Nawet w epokach dominacji broni kolnej, większość zawodowych żołnierzy wolała w kontekście bitewnym używać szabli, pałasza, tasaka itp. broni predestynowanych do cięcia i rąbania, podczas gdy rapier, szpada itp. broń była używana głównie w cywilnym kontekście, często była to broń oficerska. Nieprzekonanych odsyłam do Christophera Ambergera, The Secret History of the Sword: Adventures in Ancient Martial Arts, gdzie bardzo dużo miejsca poświęcone jest właśnie analizom różnic skuteczności pchnięcia i cięcia.

Tak więc pchnięcia we wczesnym średniowieczu uzupełniały repertuar technik ale nie były opcją dominującą. Cała ewolucja kształtu sztychu miecza (świetnie opisana w artykule Bartosza Bryckiego Sztychy mieczy wczesnośredniowiecznych – forma i funkcjonalność)  i modyfikacje głowni między VIII a XIII wiekiem były skutkiem dodawania coraz większej ilości pchnięć do repertuaru technik, co związane było ze stopniową rozbudową opancerzenia i bardzo mocno zmieniło charakter walki, a także używane techniki. Stąd np. szukanie mocnych związków między walką puklerzem, a walką z dużą tarczą z gruntu jest skazane na niepowodzenie. Tarcza jest zupełnie inna, miecz jest zupełnie inny, kontekst tego zestawu też jest przede wszystkim cywilny, dominują akcje na związaniach, pchnięcia mają o wiele większe znaczenie. Więcej jest tu różnic niż elementów wspólnych, bardzo łatwo wpaść w pułapkę fałszywych analogii.

Reasumując to co widać na filmie nie wyczerpuje możliwego repertuaru akcji do wykonania, pchnięcia oczywiście stosowano i stanowiły one bardzo ważny dodatek, natomiast źródła bardzo wyraźnie podkreślają dominację cięć i uderzeń, co zgadza się z bitewnym kontekstem układu miecz-duża tarcza. O sile i śmiertelnych konsekwencjach cięć używanych w epoce najlepiej świadczą ślady widoczne na kościach (choć tutaj też sprawa nie jest tak prosta jak się wydaje i ten temat też wymaga oddzielnego opracowania, w międzyczasie odsyłam do artykułu Co kości mówią nam o wojnie? Uwagi na marginesie odkryć urazów na czaszkach z masowej mogiły z grodziska w Niesulicach koło Świebodzina).

6. Różnica w walce i możliwościach miecza i topora

Oczywiście toporem da się walczyć efektywnie, ale w kontekście pojedynkowym ma on o wiele mniejsze możliwości. Ten kontekst widzicie na filmie. Zastanawiając się nad tym co było lepsze, zawsze należy brać pod uwagę kontekst. W bitwie różnice efektywności między mieczem i toporem trochę się równoważą. Krótki topór dobrze sprawdza się w ciasnym otoczeniu, ma o wiele większą punktową siłę uderzenia, dla osób które preferują styl „raz a dobrze” i walczą w większej grupie gdzie pole manewrowania bronią jest ograniczone, topór jest bardzo dobrym i efektywnym rozwiązaniem. Charakter bitwy ogranicza możliwość operowania mieczem więc finezja narzędzia ma tu mniejsze znaczenie niż w kontekście pojedynkowym lub cywilnym. Topór nie był bronią gorszą od miecza, miecz nie był bronią lepszą od topora. To człowiek i kontekst użycia decyduje o tym co jest „lepsze” w danym momencie, czasie i miejscu. O skuteczności topora możecie poczytać np. w zbiorowej publikacji The Axed Man of Mosfell: Skeletal Evidence of a Viking Age Homicide and the Icelandic Sagas.

topor

7. Brutalność, dominacja ataków na strefy witalne, nacisk na inicjatywę, wielokrotne trafienia

Nie da się wygrać walki tylko się broniąc, aby wygrać trzeba atakować. Cała tradycja walki w germańskim wydaniu opierała się na akcentowaniu ataku, a opisy źródłowe wyraźnie mówią o brutalizmie i agresji takich akcji, które dekapitowały, ucinały kończyny i przecinały tułów wroga na pół. Aby wygrać zdominuj przeciwnika, pozbaw go obrony atakiem, wykorzystaj luki w obronie i błędy, bij bez litości, nawet wtedy gdy już otrzymał trafienie. Stres walki, hormony itp. czynniki powodują, że nawet osoba poważnie ranna lub umierająca może nadal być niebezpieczna. Dlatego zwykle nie zatrzymujemy akcji po pierwszym trafieniu – uderzamy dalej,aż do skutku i wyraźnego potwierdzenia trafienia przez partnera. Na filmie większość akcji składa się z co najmniej 2 trafień, celem większości walk w epoce było zabicie przeciwnika, stąd wynika strefa trafienia i ponawianie ataków do skutku, rzut oka na czaszki umieszczone wyżej wystarczy aby nie mieć złudzeń co do brutalnych realiów epoki. Zacytujmy:

Grettir uświadomił sobie, że ma tylko dwa wyjścia – uciec albo przestać się cofać. Natarł tak potężnie, że nikt nie był w stanie dotrzymać mu pola, z powodu wielkiego ścisku Grettir myślał, że nie ma szans na ucieczkę chciał więc przed śmiercią zrobić jak najwięcej i zmierzyć się przy okazji z kimś kto stanowił wyzwanie. Uderzył w głowę Steinolfa z Hraundal rozcinając go aż do ramion. Zaraz potem kolejne jego cięcie dosięgło Thorgilsa Ingaldssona w połowie korpusu przecinając go nieomal na pół. Thrand próbował zaatakować go mszcząc towarzyszy jednak Grettir dosiągnął i jego tnąc go w prawe udo, odrąbując mięśnie i czyniąc go niezdolnym do walki. Następnie zadał poważną ranę Finnbogiemu. (Grettis saga)

Combat Intent Described in the Sagas Grouped by Weapon Type

Combat Intent Described in the Sagas Grouped by Weapon Type

8. Ilość ataków na prawą i lewą stronę, preferencje co do postawy

Rzecz w tym, że normalne zasady fechtunku obowiązujące w walce bez tarczy, przestają obowiązywać gdy po najczęściej atakowanej, lewej stronie, ustawimy dużą okrągłą tarczę. Możliwość przejścia jej przy dobrej dynamicznej obronie jest po tej stronie bardzo niewielka. Z tego powodu rośnie nacisk na ataki od normalnie mniej optymalnej prawej strony, zwykle uznawanej za słabą. Na filmie wyraźnie widać, że obie strony ciała są atakowane, na stronę lewą zwykle uderzają akcje z pierwszej ręki, bardzo skuteczne o ile zdążymy je wykonać, a przeciwnik nie zdąży zareagować.

Miecz jest znacznie lżejszy od tarczy (a tarcza trzymana jest w raczej słabszej, lewej ręce), między innymi aby równoważyć tę różnicę szybkości, preferowaną przeze mnie postawą jest ta z prawą nogą i mieczem z przodu, a lewą nogą i tarczą w wycofaniu. Takie ustawienie ułatwia obronę dystansem (cofnięcie nogi prawej, lekkie uniesienie tarczy), ułatwia też agresywne akcje tarczą od lewej (krok i wyrzut tarczy w przód). Operowanie ciężką tarczą wymaga dodania kroku znacznie bardziej niż operowanie mieczem. Waga samej broni i jej wyważenie zapewnia wysoką skuteczność uderzeń nawet bez dodawania kroku, repertuar uzupełniają cięcia z przyłożenia. Tak w telegraficznym skrócie :)

rozklad statystyczny

9. Prowadzenie miecza i tarczy, bezwładność, ochrona dłoni

Jednym z wałkowanych od lat tematów w rekonstrukcji jest kwestia używania rękawic i ich braku we wczesnym średniowieczu. Łatwo zauważyć, że przy wspólnym prowadzeniu miecza i tarczy ryzyko trafienia w dłonie jest minimalne bo tarcza buduje dystans, miecz wykańcza akcję i nie jest ustawiany poziomo w stronę przeciwnika (sztych w twarz to optimum, generalnie głownia miecza zawsze powinna być z przodu, dłonie z tyłu), cały czas długość głowni skutecznie utrudnia trafienie w dłonie. Duża tarcza odpowiednio ustawiona chroni dłoń w wystarczającym stopniu, wyjście pełną ręką zza tarczy zdarza się głównie przy kontynuowaniu akcji po otwarciu, gdy przeciwnik nie ma szans nas trafić, co jest zresztą w 100% historyczne.

padamiec8

Kluczem do obrony dużą tarczą jest to, aby tarcza zawsze znajdowała się tam, skąd nadchodzi atak, otwarcie całej niezagrożonej reszty ciała ma niewielkie znaczenie, często lepiej w angażującym ataku tarczę zupełnie puścić bokiem aby była przygotowana do kontry, niż spinać mięśnie podtrzymując ją w miejscu, które nie jest zagrożone. Wielkość tarczy w tym wypadku nadrabia przewagę dynamiki miecza, dzięki czemu nie jest konieczne idealne zamykanie linii ataku, wystarczy „mniej więcej”. Tarcze których używamy mają ok 80 cm średnicy, to jest minimalna wielkość pola ochrony gdy ustawiamy tarczę zaraz przy ciele, oddalając ją od ciała zakres ochrony jeszcze wzrasta, niestety pociąga to za sobą ograniczenie pola widzenia, dlatego tarcze duże raczej powinny być używane dość blisko ciała, w przeciwieństwie do np. puklerza, służącego do obrony dystansem, zamiast do obrony powierzchnią.

10. Chwyty miecza i wiele mieczy używanych w walce

Łatwo to przeoczyć, natomiast na filmie pojawiają się prawie wszystkie możliwe chwyty miecza wczesnego – młotkowy, długi, z przełożeniem palca przez jelec, a także dokładanie palca na głowicy. Różne chwyty mają sens w różnych sytuacjach i fazach walki, a czasem w fazach uderzenia. Przykładowo uderzenie z palcem przełożonym przez jelec dodaje dodatkową siłę i stabilizuje głownię w linii cięcia, ale ten sam chwyt w akcji powrotnej ma wyłącznie negatywne skutki – luźniejszy chwyt, o jeden palec mniej na rękojeści. Modyfikacja chwytu to kolejny ważny niuans w rekonstrukcji dawnej walki.

Dodać wypada, że na filmie widać użycie trzech mieczy o różnej dynamice i właściwościach. W walce staram się używać jak największej liczby mieczy, o możliwie różnorodnych parametrach aby lepiej zrozumieć różnice wynikające z uzbrojenia, ewolucję uzbrojenia, jej przyczyny i skutki. Więcej TUTAJ i TUTAJ.

11. Ustawienie tarczy i bezwładność tarczy

Postawa wyjściowa, która dominuje na filmie,w walce z tarczą sprawdza się o wiele lepiej od tego co zwykle da się zobaczyć w walkach rekonstrukcyjnych (płaz w przód), ponieważ nie tylko niesamowicie zwiększa możliwości użycia broni, nie blokując linii ataku, ale również od razu prawie całkowicie zamyka całą lewą stronę ciała, dodając opcję agresywnego użycia tarczy. Wycofana do tyłu lewa noga i prawa wykroczna stwarza punkt do wykonywania szybkich i bardzo brutalnych ataków rantem tarczy z wyrzutem i dołożeniem kroku oraz bardzo dynamicznych obron, jeśli przeciwnik wykona jakąkolwiek akcję, która nam zagraża.

Możliwości, które daje takie ustawienie jest tak wiele, że nie sposób ich w tym tekście omówić, natomiast warto wspomnieć o podstawowej zasadzie wykorzystania bezwładności, która może być naszym największym wrogiem lub najlepszym przyjacielem. Umiejętne wyzyskanie bezwładności tarczy przeciwnika jest kluczem do otwarcia tarczy, wykorzystanie bezwładności własnej tarczy pozwala optymalnie dostosować kierunek ruchu i ataku do możliwości, które mamy i które dane ustawienie nam daje. Rotacje tarczy, akcje rant-płaszczyzna, wjeżdżanie uderzeniem po płaszczyźnie tarczy przeciwnika i wymuszanie otwarć to tylko nieliczne z możliwych do wymienienia, elementów wykorzystujących w praktyce zasadę bezwładności. Prawa fizyki są niezmienne we wczesnym średniowieczu też obowiązywały.

12. Praca nóg

Temat rzeka, to co dodałem na końcu to tylko mała próbka, niejako wstęp do wstępu, zrobiony tylko po to aby zaczepić temat. Problemem walki wczesnej jest z jednaj strony ilość źródeł, z drugiej ich przypadkowość, rozstrzał czasowy i geograficzny, a także brak systematyzacji kroku szermierczego w epoce. To pozostawia duże pole do interpretacji i nadinterpretacji, ale ma to też pozytywne strony, mianowicie nie jesteśmy skazani na trzymanie się kurczowe jednego stylu, co zawsze jest ograniczające.

Osobiście swoją prace nóg i ustawienie ciała oparłem na licznych europejskich źródłach z epoki, gdzie widać różne pozycje ciała. Znajdziemy niskie pozycje na nogach, znajdziemy wysokie stanie na prawie prostych nogach, znajdziemy póługięte tylne kolano i prawie proste nogi, znajdziemy rozmaite ustawienia stóp począwszy od prawie równoległego, kończąc na szerokim rozstawie ze stopami ustawionymi w kąt rozwarty. Każda opcja ma sens w pewnych sytuacjach.

padamiec5

Walka na niskich nogach umożliwia szybkie ataki z dystansu, walka na prawie prostych nogach sprawdza się w bitwie i przy zwarciu tarcza w tarczę, gdzie możliwości przejścia przeciwnika są niewielkie , a najsensowniejszą drogą przejścia jest góra (witalne strefy trafienia, optimum zasięgu wynikające z miejsca przyczepu rak do tułowia i zasad fizyki, gdzie w atakach z góry pomaga grawitacja), ustawienie ze stopami w kąt rozwarty pozwala ustać np. zderzenie z szarżującym na wprost przeciwnikiem lub linią, stabilizuje pozycję w linii, która w danym momencie ma znaczenie, kosztem stabilności bocznej, która znaczenia nie ma bo z boku stoi nasz ziomek z podobnym okrąglakiem. Każda pozycja ma swoje mocne i słabe strony, modyfikacja postaw to osobne zagadnienie, podobnie jak modyfikacje pracy nóg wynikające z czynników terenu, różnic wysokości, używanego obuwia itd.

padamiec6

Jednym słowem temat rzeka, w którym o wiele większe znaczenie od akademickiej systematyzacji miały czysto osobiste preferencje. Mówiąc o np. walce wikingów, mówimy o czasach bez szkół, traktatów i systematyzacji czegokolwiek w temacie, odtwarzając styl walki analfabetów i samouków, zamieszkujących dość izolowane gospodarstwa w izolowanej części Europy, gdzie tradycję walki przekazywano w ramach bliskiej rodziny.

Patrząc na opisy źródłowe mówimy o czasach wielkiej improwizacji, w których dobrego wojownika poznawało się po umiejętności dostosowania się do sytuacji i radzenia sobie w sytuacji bez wyjścia za pomocą podstępu, oszustwa i naginania lub wprost łamania zasad. W świecie bez zasad, akcentowanie zasad jest aberracją i świadczy o niedostatecznym zrozumieniu epoki, zwyczajnie nie istniał jeden styl pracy nóg który można by było uznać za „prawidłowy”. W przyszłości poświęcę temu zagadnieniu osobny tekst. Mała próbka improwizacji pracy nóg w walce:

Bork zamachnął się na Gunnara, jednak ten uderzył halabardą w odpowiedzi tak mocno, że miecz wypadł Borkowi z dłoni. Wtedy zauważył Thorkela po swojej drugiej stronie w dystansie umożliwiającym trafienie. Gunnar przeniósł cały ciężar na jedną stopę i szerokim zamachem miecza trafił w kark Thorkela ścinając mu głowę. (Brennu-Njáls saga)

A tutaj cytat odnośnie wpływu terenu:

Freystein następnie odwrócił się w stronę skały. Steinthor powiedział mu aby nie uciekał jeśli nie został ranny. Freystein odwrócił się by odeprzeć atak I walczyli dzielnie jednak Steinthor był zagrożony ześlizgnięciem się z lodowego bloku który był zarówno mokry jak i śliski, podczas gdy Freystein stał pewnie mając raki na butach, zadając uderzenia częste i mocne. Pojedynek skończył się gdy Steinthor ciął Freysteina powyżej bioder rozcinając go na pół. (Eyrbyggja saga)

13. Miejsce treningu

O tym, że ma wpływ na pracę nóg i charakter walki, chyba nikogo przekonywać nie trzeba, warto jednak zwrócić uwagę, że nie trenujemy na sali. Nigdy tego nie robimy i nie planujemy, ponieważ sala i kontrolowane środowisko uczy złych nawyków w realnej walce. Trenując na zewnątrz musisz uważać na dołki, kamienie, gałęzie, drzewa i korzenie, że nie wspomnę o psich odchodach itp. niespodziankach. Kontrola terenu uczy kontroli otoczenia i przestrzeni, uczy dobrych nawyków walki w rzeczywistych warunkach, uczy automatyzmu reakcji i dostosowywania akcji do warunków zmiennej przyczepności zarówno w obronie, jak i w ataku, uniemożliwia też przesadne zachowania. Opcją optymalną jest tu trenowanie na bosaka, czego niestety nie robimy, z uwagi na „poziom zakasztanienia” parku w którym trenujemy, natomiast zalecam taki trening jeśli tylko macie możliwość ;)

14. Uzbrojenie ochronne

Z założenia trenujemy tak, aby symulować walkę w bardzo lekkim lub żadnym opancerzeniu, stosowanie rozwiązań znanych z DESW to umożliwia, jak widać stosowanie opancerzenia z epoki niewiele zmienia zarówno w stylu walki jak i w jej dynamice, natomiast wymaga znacznie więcej uwagi i zwiększa ryzyko kontuzji, eliminując przy okazji bardzo istotne strefy trafienia (twarz) szczególnie przy walce w otwartych hełmach.

Maski są atestowane, dodatkowo są obudowane centymetrową styrogumą, są wyposażone w ochronę karku (obecnie obie maski mają sztywną ochronę), dodatkowo w mojej masce rozmiaru 3 używam kaptura wytłumiającego, który normalnie zakładam pod hełm. Dzięki temu mogę przyjmować na głowę również uderzenia toporem. Dodawanie pchnięć do walki wymaga oczywiście uzupełnienia uzbrojenia o plastron, spowodowało też konieczność przerobienia białej przeszywanicy i dodanie skórzanej łaty chroniącej szyję. Rękawice opiszę w oddzielnym artykule, jak widać na filmie stosuję wiele rozwiązań. Do ochrony nóg i stawów osobiście używam ochraniaczy taktycznych policji brytyjskiej, które są tanie, lekkie, nie ograniczają ruchów, a zapewniają bardzo dobrą ochronę również w bocznej płaszczyźnie kolana.

Ogólnie w uzbrojeniu historycznym walczymy rzadko, bo używanie historycznego sprzętu uniemożliwia rekonstruowanie historycznych metod walki, gdzie najskuteczniejsze ataki kierowane są w najsłabiej chronione strefy.

15. Odnośnie części teoretycznej filmu i zliczania trafień

Na filmie analizuję nagrania treningowe. Tylko tyle i aż tyle. Tylko tyle, dlatego że nie jest to podręcznik ani studium całościowe tematu, aż tyle. dlatego że zestawienia, których użyłem, mają w założeniu mniej więcej pokazywać kierunek w którym idę z projektem i zgodność kierunku z historycznymi realiami.

Zasady walki, które w filmie akcentuję stanowią warte podkreślenia dość ogólne wytyczne, którymi moim zdaniem walka wczesnośredniowieczna się rządziła, zliczanie trafień ma na celu pokazanie zgodności tego co robimy z celem walki realnej tj. eliminacją przeciwnika w szybki i skuteczny sposób, samemu unikając trafienia.

Najważniejsze w walce to przeżyć i nie zostać zranionym, w drugiej kolejności zabić przeciwnika lub wyeliminować zagrożenie z jego strony, w trzeciej kolejności zaś skończyć walkę będąc zdolnym do kolejnej (z nieuszkodzoną bronią, minimalnym zmęczeniem).

Odpowiednia technika jest środkiem do osiągnięcia tych celów, nie stanowi natomiast celu sama w sobie i powinna być elastycznie dopasowywana do kontekstu i sytuacji. Czym innym jest mapa, czym innym terytorium, czym innym menu, czym innym posiłek, czym innym idealna technika opisana w źródle (nawet jeśli ją mamy, a zwykle nie mamy), czym innym realne jej wykorzystanie w ciągu ułamka sekundy który decyduje o Twoim życiu lub śmierci. Rozwojowi prawidłowej techniki służą treningi zadaniowe i treningi indywidualne, to co widać na filmie to pełnokontaktowy sparing, z natury rzeczy nie służący bezbłędnej technice.

A teraz zapraszam na film :)

Top 10 profesjonalnych kanałów o DESW na YouTube

wtorek, 23 Grudzień 2014

Koniec roku za momencik, święta jeszcze bliżej. Można oczywiście spędzić je w siedząc na kanapie oglądając po raz 50 Kevina na Polsacie, ale można też czas ten spożytkować w trochę sensowniejszy sposób. Skoro już i tak będziemy jedli, pili i zajmowali się świątecznym obżarstwem można wcinając pierogi zajrzeć w kilka fajnych miejsc na YouTube :)

Poniższe zestawienie dotyczy tylko kanałów profesjonalnych. Profesjonalnych tzn. prowadzonych przez osoby o powszechnie uznanej reputacji, związane z powszechnie uznanymi organizacjami lub oficjalne kanały tychże organizacji. Jednym słowem – wielu kanałów powszechnie znanych tu nie ma i jest to celowe, znajdą się w kolejnym zestawieniu ;)

Przyporządkowując miejsca brałem pod uwagę to jak wiele mi osobiście udało się zyskać dzięki oglądaniu danego kanału, co za tym idzie najważniejsze elementy decydujące o miejscu to ilość materiałów, ich tematyka i wartość praktyczna, oznacza to również że wszystko w tym zestawieniu jest absolutnie subiektywne ;)

1. Scholagladiatoria

 

  • 44,908 subscribers
  • 5,572,868 views

 

Mój absolutny numer 1, prawdę mówiąc rzadko kiedy jem kolację bez gapienia się w uśmiechniętą gębę Matta Eastona ;) Jest to o tyle łatwe, że zwykł on publikować kilka filmów tygodniowo w związku z czym na kanale wisi niesamowita ilość materiałów. Nie sztuką jest pójść w ilość, sztuką jest ilość łączyć z jakością. Matt wypracował bardzo fajną formułę łapania nowych tematów do swoich filmów polegającą bardzo często na komentowaniu komentarzy i prostowaniu przeinaczeń z którymi w komentarzach się spotkał. Zdecydowanie jest ekspertem którego warto posłuchać ponieważ wiedzę praktyczną i teoretyczną łączy w jedną spójną całość. Archeolog z wykształcenia, zajmujący się HEMA od 1997 r. w teorii i praktyce, organizator FightCamp, kolekcjoner i handlarz bronią białą. Ciężko byłoby o lepszego eksperta w temacie. Matt udowadnia to zwłaszcza gdy bierze na warsztat tematy na pierwszy rzut oka banalne, które po rozłożeniu na czynniki pierwsze całą swą banalność tracą. Jeśli lubisz szukać przysłowiowego „diabła w szczegółach” to zdecydowanie jest to kanał dla Ciebie!

schola Youtube_logo-200x115

 

2. Roland Warzecha

 

  • 1,647 subscribers
  • 43,532 views

 

Tego pana większości czytelników tej strony zapewne nie trzeba przedstawiać, ponieważ jeśli ktoś interesuje się tematem walki wczesnośredniowiecznej i walki z użyciem miecza i puklerza według traktatu I.33 zapewne o Rolandzie słyszał. Spośród wszystkich kanałów w tym zestawieniu wymienionych ten najmocniej mieści się w moich osobistych zainteresowaniach badawczych. Obecnie Roland Warzecha całą swoją energię poświęca projektowi DIMICATOR, którego celem jest odtworzenie najwcześniejszych znanych elementów walki z użyciem tarcz różnego rodzaju, a to co robi dla mnie osobiście bardzo wysoko ustawia poprzeczkę, zwłaszcza że mówimy o instruktorze z kilkunastoletnim doświadczeniem, członku HEMAC, CFAA i dawnym instruktorze grupy Hammaborg. Kanał YouTube Rolanda dopiero się rozwija jednak już teraz można śmiało powiedzieć że wyznacza zupełnie nowy poziom nie tylko przez świetną merytorykę ale również jakość techniczną materiałów tam publikowanych. Nic dziwnego – Roland z zawodu jest ilustratorem.

dimicator Youtube_logo-200x115

 

3. Kuba Potocki

 

  • 910 subscribers
  • 286,415 views

 

„Nazywam się Kuba Potocki i lubię nakurwiać mieczem”. W tej jednaj krótkiej sentencji znajduje się w sumie cała idea kanału jako indywiadualnego projektu jednego ze scholarów ARMA-PL trenującego walkę mieczem od 2007 r. Mnie osobiście ten catchphrase bardzo odpowiada – świetnie pasuje do internetowego luźnego stylu komunikacji. Inicjatywa Kuby jak na polskie (a może i światowe) realia jest całkowicie unikatowa, już z samej tej przyczyny kanał na tej liście wypadałoby wymienić, wyjątkowy już w trochę szerszej skali jest sam projekt stworzenia całościowego kursu z zakresu indywidualnego treningu DESW dla początkujących – za to wielki szacun bo jest to naprawdę potrzebne :) Dodatkowo na kanale znajdziecie różnego rodzaju warsztaty, wykłady, filmy z treningów, zawodów etc. Przeczytane? Obejrzane? Fajnie. A teraz idźcie nakurwiać!

kuba Youtube_logo-200x115

 

4. Ilkka Hartikainen

 

  • 2,147 subscribers
  • 267,546 views

 

W tym wypadku nazwa kanału to przy okazji nazwisko prowadzącego. Ilkka Hartikainen specjalizuje się w fechtunku szesnastowiecznym ze szczególnym uwzględnieniem takich mistrzów szkoły bolońskiej jak Achille Marozzo i Antonio Manciolino. Fechtunek w tym okresie wzniósł się na wyżyny perfekcjonizmu jeśli chodzi o dopracowanie detali, technik i form walki dzięki zastosowaniu zasad matematyki i geometrii. Ilkka Hartikainen pod względem technicznym jest absolutnie niesamowity, osobiście zestawiając jego filmy z materiałem źródłowym mam odczucie jakby obrazy ożyły. Wypracowanie takiej dokładności i precyzji wykonywania technik wymaga lat treningu i żelaznej dyscypliny. Jest to jeden z tych kanałów których wartość jest o wiele wyższa niż ilość subskrypcji jakie otrzymały więc zdecydowanie zachęcam do oglądania i subskrybowania – z ogłoszeń na jego stronie i profilu FB wynika, że to  dopiero początek :)

marozzo Youtube_logo-200x115

 

5. EnglishMartialArts

 

  • 823 subscribers
  • 36,427 views

 

Sam kanał jest bardzo młody, natomiast prowadzi go całkiem stary wyjadacz - Martin „Oz” Austwick – założyciel English Martial Arts Academy, jeden ze współzałożycieli HEMAC, praktyk z prawie dwudziestoletnim doświadczeniem, ekspert zwłaszcza w dziedzinie boksu tradycyjnego i zapasów. Na kanale znajdziemy trochę informacji z tego zakresu, jednak większość nowych materiałów dotyczy walki mieczem z czasów elżbietańskich według szkoły angielskiej. Mocną stroną kanału jest podejście praktyczne i skoncentrowanie się na zagadnieniach istotnych w treningu, a także duże skupienie na detalach i łatwa do zrozumienia forma przekazywania wiedzy. Największym minusem jest jakość techniczna materiałów i specyficzna maniera prowadzącego która nie każdemu się spodoba ;) W każdym razie warto zajrzeć zwłaszcza, że kanał dopiero się rozkręca.

english Youtube_logo-200x115

 

6. learn-sword-fighting.com

 

  • 1,265 subscribers
  • 45,228 views

 

Ten kanał stanowi dopełnienie tego co prezentuje kanał TheRealGladiatores, prowadzą go Johannes Pelzer i Sven Baumgarten z grupy Gladiatores. O ile kanał TheRealGladiatores nastawiony jest na prezentowanie atrakcyjnych wizualnie materiałów promujących walkę bronią średniowieczną, o tyle ten jest świetnym zbiorem filmów instruktażowych w zakresie fechtunku mieczem długim według szkoły niemieckiej. Filmy prezentowane na kanale stanowią gotowe sekwencje ruchów i akcji i są świetną pomocą przy indywidualnym treningu. Tych filmów nie ma sensu oglądać siedząc wygodnie i zajadając pierogi, trzeba zwyczajnie iść nakurwiać ;) A jeśli ktoś naprawdę mieszka gdzieś daleko, nie ma szans dojeżdżać na treningi do żadnej z istniejących grup zajmujących się walką, lub zwyczajnie chciałby potrenować samodzielnie, na stronie istnieje możliwość wykupienia rocznego dostępu do 128 filmów za 123 euro – opcja zdecydowanie warta rozważenia choć sam z niej nie korzystałem więc ciężko mi w pełni ocenić wartość materiałów dostępnych po wykupieniu dostępu.

learn Youtube_logo-200x115

 

7. TheRealGladiatores

 

  • 7,701 subscribers
  • 2,005,880 views

 

Ten kanał trochę nie pasuje do reszty pod tym względem, że jego celem nie jest edukacja. Jest na nim zaledwie siedem filmów i pomijając jeden nowy, dodany dwa tygodnie temu, inne pojawiły się tam 2-7 lat temu. Postanowiłem dodać go do tej listy z tej banalnej przyczyny, że kanał mimo tej niewielkiej zawartości jest niezwykle popularny, filmy te pokazują walkę średniowieczną w rewelacyjny sposób i jak dotąd, w mojej osobistej opinii, niewiele jest materiałów zdolnych im dorównać pod względem wizualnym. Jeśli ktoś szuka inspiracji do tego jak można prezentować dawne sztuki walki w atrakcyjny sposób to w tym miejscu powinien zacząć. Opracowanie jest autorstwa grupy Gladiatores, jednaj z większych niemieckich organizacji zajmujących się DESW z okresu XIV-XVII w.

gladiatores Youtube_logo-200x115

 

8. ARMAPolska

 

  • 148 subscribers
  • 10,786 views

 

Ten kanał subskrybuję nie z powodu unikatowego kontentu  ale z powodu bardzo wartościowych linków które się na nim pojawiają, no i trochę przez sentyment. Filmów na kanale jest zaledwie kilka, są to głównie krótkie klipy promocyjne. Fajnie by było gdyby znalazła się jakaś dobra i kompetentna dusza zdolna rozruszać kanał, ponieważ ciągle ilość dobrych polskich materiałów o DESW jest minimalna. Sam Kuba Potocki świata nie podbije, zwłaszcza że „nakurwia” co samo w sobie dla wielu jest kontrowersyjne. Nie ma lepszego miejsca aby dzielić się konkretną wiedzą i przesłaniem niż YouTube, zwłaszcza jeśli chodzi o docieranie do młodych odbiorców. Myślę też że nie ma lepszego miejsca na propagowanie DESW niż oficjalny kanał organizacji takiej jak ARMA-PL, trzeba to tylko wykorzystać :)

arma Youtube_logo-200x115

 

9. HEMA Instructor Nick Thomas

 

  • 4,965 subscribers
  • 1,302,499 views

 

Kanał tworzy Nick Thomas, jeden z dwóch braci prowadzących Academy of Historical Fencing, klub mający dwie filie w UK. Nie znajdziecie na nim praktycznie żadnych materiałów instruktażowych, natomiast 99% stanowią filmy ze sparingów z użyciem bardzo różnej broni. W ostatnim czasie Nick zamieścił wideo z informacją, że działalność kanału zostaje zawieszona. Zamiast jego indywidualnego projektu działa teraz zbiorczy kanał Academy of Historical Fencing, jednak jako że subskrybuje go dopiero 360 osób uznałem że lepiej będzie opisać tu kanał wcześniejszy.

academy Youtube_logo-200x115

 

10. LondonLongsword

 

  • 311 subscribers
  • 28,944 views

 

Kanał przynależy do The London Longsword Academy prowadzonej przez Davea Rawlingsa. Jeśli ktoś interesuje się walką w układzie miecza i puklerza prawdopodobnie słyszał o tym jegomościu w kontekście drugiego z jego projektów – grupy Boars Tooth, która to grupa wydała całkiem fajną serię filmów instruktażowych z interpretacją traktatu I.33. Kanał zawiera głównie walki, odrobinę filmów instruktażowych – warto przynajmniej raz przewertować zawartość.

london Youtube_logo-200x115

 

W3 2014 – filmowa relacja z imprezy

niedziela, 2 Listopad 2014

Jakiś czas temu wpadłem z aparatem na Warszawskie Warsztaty Walki i udało mi się zarejestrować większość imprezy. Rozpisywał się nie będę bo nie ma sensu, zwyczajnie zapraszam do oglądania nagrań na moim kanale YouTube. A jak się spodoba no to oczywiście likujcie, udostępniajcie, subskrybujcie, komentujcie :)

Dokładny plan, regulaminy walki itp. informacje znajdziecie na oficjalnej stronie imprezy:

 

Filmy z warsztatów:

 

Podobnie jak w roku ubiegłym na imprezie odbyło się Fechtschule, nieodmiennie cieszące się wielkim powodzeniem, którego sens najlepiej chyba oddaje cytat z regulaminu:

Bez walki o miejsce na podium, bez presji punktów, macie okazję skupić się na Sztuce.
Próbować technik których obawiacie się użyć w trakcie regularnych turniejowych walk.
Wyzwać na pojedynek tych, z którymi zawsze chcieliście się porównać. Pokazać Waszą
biegłość i zdobyć uznanie innych szermierzy. Fechtujcie czysto i honorowo, bawcie się przy
tym dobrze. Pamiętajcie jednak, że udział w „Fechtschule” to przywilej, a nie prawo.

 

Wszystkie warsztaty i Fechtschule odbywały się w sobotę, natomiast w niedzielę rozegrany został turniej długiego miecza:

 

Chciałem w tym miejscu również pogratulować świetnej organizacji i podziękować za fajnie spędzony czas, a osobom sentymentalnym przypomnę, że nagrywałem również turniej zeszłoroczny ;)

 

Życzę miłego oglądania i przepraszam za wszelkie techniczne niedociągnięcia. Sztuka operatorska i montaż to nie są rzeczy, którymi zajmuję się codziennie, sprzęt też mam mocno amatorski ;)

 

Zderzenie realizmu z rekonstrukcją we wczesnośredniowiecznej walce mieczem. Część pierwsza – miecze

niedziela, 21 Wrzesień 2014

Słowem wstępu

W artykule tym zajmę się kwestią śmierdzącą jak hákarl, dlatego zanim przejdę do meritum, chciałem na wstępie powiedzieć słów kilka na temat celu w jakim ten tekst powstaje. Jak widać po powyższej linijce nie zamierzam silić się na przesadną naukowość, myślę że ważniejsza jest w tym wypadku jasność przekazu.

Po pierwsze nie jest moim celem atakowanie kogokolwiek, celem nie jest również przekonywanie kogokolwiek na siłę i spory o to „czyje karate jest lepsze”. To nie tak. Celem podstawowym tego tekstu jest zwrócenie uwagi na podstawowe problemy związane z walką rekonstrukcyjną w odniesieniu do źródeł, kwestie bezpieczeństwa celowo pomijam.

Z drugiej strony celem tekstu jest dotarcie do pewnej szczególnej grupy odbiorców, która jest zainteresowana większym realizmem walki i stworzeniem nowej konwencji.

Celem pośrednim jest podważenie twierdzenia, niezwykle popularnego nie tylko wśród rekonstruktorów, ale również wśród naukowców, że o walce wczesnośredniowiecznej nic nie wiadomo. Przez ostatnie trzy lata absolutnie skupiłem się na temacie walki, przeczytałem dziesiątki tysięcy stron na temat, zgromadziłem blisko 3000 ikonografii z okresu VIII-XIV w., spędziłem setki godzin na treningach testując to co opisuję również z użyciem broni ostrej. Mimo tego nadal się uczę, a to co planowałem zawrzeć w formie krótkiego podsumowania w międzyczasie urosło do wielkości książki, której wydanie cały czas odsuwam w czasie, nie z powodu lenistwa, ale z powodu przytłoczenia ilością informacji których z uwagi na inne zajęcia nie mam kiedy dokładnie przetworzyć.

Nie napisałem tego aby się chwalić determinacją, ale po to aby na wstępie pokazać rzeczywisty problem. Problemem walki wczesnej nie jest brak źródeł tylko fakt, że nie zostały zebrane w jednym miejscu.

Wybaczcie, że nie podawał bibliografii, myślę że zdjęcia z podpisem na początek wystarczą. Ten tekst w założeniu ma być bardzo krótkim wstępem do zagadnienia, dlatego wolałem pisać w formie lekkostrawnej, łatwej do zrozumienia. Tekst dotyczył będzie tylko i wyłącznie walki mieczem, ponieważ o tym traktowała będzie książka. Dodam że pisząc te teksty opuściłem ¾ zagadnień, które wypunktowałem na wstępie jako warte omówienia, ostatecznie skupiłem się tylko na tym co miecza dotyczy najbardziej bezpośrednio.

O błędach w konstrukcji współczesnych mieczy można mówić długo, temat został już dość porządnie opracowany (linki poniżej), więc tego co zostało powiedziane nie będę powtarzał, skupię się w tym miejscu na istotnych cechach użytkowych oraz elementach pominiętych.

223 pchniecie, oburącz

Waga miecza

O tym jaka powinna być waga miecza jednoręcznego nie ma co rozprawiać, przyjęcie przedziału od 1,0-1,5 kg jako standardu jest bezpieczne praktycznie dla wszystkich mieczy jednoręcznych z okresu średniowiecza. Oczywiście zdarzały się egzemplarze minimalnie odbiegające od tego przedziału, jednak są one tylko potwierdzeniem reguły.

O wiele większym problemem niż sama waga broni jest dystrybucja masy na głowni. Zdecydowana większość producentów nie dba o to aby głownie posiadały odpowiedni, zwężający się, profil głowni nie tylko w płaszczyźnie szerokości, ale też grubości. Tutaj ważna uwaga – cieniowanie grubości głowni czasem było stosowane, czasem nie. Normalizacja tej cechy nastąpiła dopiero w epoce standaryzacji uzbrojenia regulaminowego. Dlatego wypadałoby przed wykonaniem rekonstrukcji dowiedzieć się jak zmienia się profil głowni konkretnego egzemplarza.

Z powodu złej dystrybucji masy, zwłaszcza miecze o dość długiej głowni, chodzą w ręce jak kij baseballowy, nawet mimo zachowania odpowiedniej wagi i wymiarów. Dystrybucja masy jest dla cech użytkowych o wiele ważniejsza niż waga bezwzględna i bardzo często jest tak, że miecze ważące stosunkowo mało czuje się w ręce bardziej niż ważące więcej tylko z tej przyczyny, że proporcje zostały zaburzone. Z tej przyczyny zawsze warto brać do ręki miecz przed zakupem, jeśli mamy taką możliwość. Opieranie się na samej wadze i wyważeniu może być niemiarodajne.

103 pchniecie

Sztywność głowni

W artykułach wspomnianych wcześniej ten element był poruszany, jednak dość mało zostało powiedziane o praktycznych konsekwencjach używania głowni zbyt elastycznych. Po pierwsze przy zderzeniu głownie takie zachowują się jak sprężyny – odbijają sie one od siebie i odskakują. Jest to bardzo niepożądane, bo często uniemożliwia pewne złapanie związania. Jeśli świadomie będziemy starali się uzyskać je mimo wszystko w efekcie wypaczamy technikę pracy na mieczu.

Rzeczą kolejną jest przełożenie takiej elastyczności na broń ostrą. Gdy tniemy różne cele, różna bronią, dość szybko daje się zauważyć pewne prawidłowości. Głownie można podzielić na takie, które wybaczają bardzo dużo (np. katana) i takie, w których złe prowadzenie uderzenia, złą częścią głowni, powoduje radykalny spadek efektywności cięcia (wszystkie proste głownie). Jednym z elementów decydujących o tym, czy miecz przechodzi przez cel łatwo, czy nie jest sztywność głowni. Głownie elastyczne, łatwo wpadające w drgania, drgają i wyginają się również przy uderzeniu w cel, utrudniając prowadzenie czystego cięcia.

Kolejnym elementem jest pchnięcie. Miecze praktycznie zawsze były konstruowane w taki sposób, aby nadawały się też do pchnięcia, nawet jeśli w danej epoce nie była to główna akcja ofensywna. Nie da się efektywnie pchać elastyczną głownią. Dlaczego o tym mówię skoro rzecz tyczy się mieczy ostrych? Ponieważ jesteśmy rekonstruktorami, a co za tym idzie powinniśmy rekonstruować jak najbliżej rzeczywistości. To że miecze którymi walczymy nie są ostre, nie oznacza, że można całkowicie zmodyfikować cechy fizyczne mieczy i oczekiwać, że walka jaką będziemy takimi mieczami prowadzić będzie podobna do realnej.

1 pchniecie odwrocone 2

Wyważenie

O tym też była mowa we wcześniejszych artykułach, ale ten akurat aspekt jest tak ważny i tak często źle rozumiany, że trzeba kilka rzeczy powtórzyć. Historyczne miecze zawsze miały wyważenie w jakiejś części głowni powyżej jelca. Dokładne miejsce wyważenia zmieniało się w zależności od konkretnego egzemplarza, jego przeznaczenia i epoki w jakiej miecz powstawał, jednak nigdy nie było tak, że o tym czy miecz jest dobry, czy zły decydował punkt wyważenia. Decyduje on tylko i wyłącznie o tym jakiego typu fechtunek może być wykonywany danym egzemplarzem. Broń wyważana w rękojeści pojawiła się bardzo późno, tego typu specyfikę miewały niektóre rapiery i szpady, broń dedykowana prawie wyłącznie lub wyłącznie do pchnięć. Dla takiej broni wyważenie blisko rękojeści ma sens. W przypadku broni siecznej, takiej jak miecze, wyważenie decyduje o tym czy dany egzemplarz przeznaczony jest głównie do fechtunku z nadgarstka, czy raczej z ramienia. Zdecydowana większość europejskich mieczy przeznaczona była do wykonywania akcji z ramienia przy dość sztywnym nadgarstku.

miecz skrocony wywazenie bliskie

Obecne realia walki punktowej wypaczyły miejsce wyważenia mieczy. Twórcy mieczy i ich użytkownicy zapomnieli o tym, że miecz służył do zadania przełamującego uderzenia, dlatego też musiał mieć środek ciężkości przesunięty do przodu. Bardzo rzadko znajdowane są egzemplarze historyczne ze środkiem ciężkości poniżej 10 cm od jelca, standardem jest przesunięcie między 15 a 20 cm, a zdarzają się egzemplarze mające środek ciężkości jeszcze dalej (przykład poniżej). Takie parametry dają konkretne korzyści nie tylko przy uderzeniu, które zyskuje odpowiednią siłę ale również przy ewentualnym kontakcie broni (dlaczego ewentualnym o tym w drugiej części artykułu).

 miecz wywazenie dalekie

Rękojeści

Było już sporo powiedziane na temat bylejakości wykańczania rękojeści, stosowania różnych dziwacznych materiałów i metod ich wykańczania, było wspomniane, że rękojeści w mieczach długich są za długie. Problem jest znacznie poważniejszy. Mówiąc wprost na kilkaset mieczy wczesnych, które miałem w dłoni przez wiele lat, trafiło się najwyżej kilka, w których długość rękojeści odpowiadałaby oryginałom.

Rękojeści mieczy jednoręcznych, zwłaszcza wczesnych, były ciasne. Długość 8-11 cm jest raczej standardem, dłuższe rękojeści trafiają się sporadycznie, co stanowi przy okazji bardzo mocny dowód na nieużywanie rękawic w tej epoce, najkrótsze mają poniżej 7 cm (poniżej). Oczywiście, jako że teraz rękawice są używane, rękojeści wydłuża się po to, aby dało się w nich takowy miecz złapać. To nie jest specjalny problem, o ile zostaje zachowana sensowna długość rękojeści i podstawowa funkcjonalność, a było nią stabilizowanie chwytu pomiędzy jelcem i głowicą, które to elementy dawały oparcie dłoni.

 miecz ciasny chwyt

Idealna rękojeść powinna być tak dopasowana, aby dłoń mieściła się wygodnie i jednocześnie opierała o oba elementy. To nie tylko wymusza stosowanie odpowiedniej techniki, ale też bardzo stabilizuje prowadzenie głowni w odpowiedniej płaszczyźnie, wzmacnia siłę uderzeń i utrudnia wytrącenie broni z reki. W trakcie długiej walki, gdy dłoń puchnie, dodatkowo stabilizuje to rękę i ułatwia utrzymanie broni, w takich sytuacjach przewaga takich ciasnych rękojeści staje się bardzo wyraźna.

Problem pojawia się w momencie gdy rękojeść zostaje wydłużona nadmiernie, a robi się to po to, aby umożliwić łatwiejsze prowadzenie akcji z samego nadgarstka, które przy odpowiednio spasowanej rękojeści zwyczajnie byłyby mocno niewygodne (głowica przeszkadza, uderza i klinuje się na przedramieniu). Historycznie gdy rękojeść była za krótka lub zamierzano do techniki dodać więcej akcji nadgarstkowych stosowano: przełożenie palca przez jelec lub ułożenie małego palca na głowicy, co często da się dostrzec na ikonografii, gdzie ostatni palec wyraźnie zachodzi na głowicę.

Ostre miecze i trening nimi

Każdy kto współcześnie walczy mieczem miał kontakt z różnego typu tępymi symulatorami broni z drewna i tworzyw sztucznych. Osoby trochę bardziej zaawansowane przesiadają się na stalowe tępe symulatory lepsze lub gorsze. Jedynie bardzo wąska grupa ludzi idzie o krok dalej i zaczyna używać „żywego ostrza”. W dalekowschodnich szkołach walki oraz w świecie DESW zdarza się to częściej, rekonstruktorzy używają ostrych mieczy tak rzadko, że ich pojawienie się na jakiejkolwiek imprezie od razu wzbudza sensację. Niestety nie przekłada się na zwiększenie nacisku na kontakt z bronią ostrą, a to jest bardzo poważny błąd.

Najczęściej grupy rekonstrukcyjne trenują z naciskiem na sparing i walkę turniejową. Nie należy przeceniać wartości sparingu. Wiele grup na treningach wyłącznie sparuje. Oznacza to, że z czasem osoby uczestniczące w takich walkach stają się mistrzami pewnej sparingowej konwencji, nie oznacza to, że stają się lepszymi wojownikami (pomijam ogólne zwiększenie sprawności fizycznej).

 30-01-10/48

Obecnie nie posługujemy się w walce ostrą bronią, używamy jedynie mniej lub bardziej oddających rzeczywistość substytutów. Z samego tego faktu tracimy łączność z realiami i nie jesteśmy do końca w stanie ocenić sensowności pewnych działań w rzeczywistej walce. Jeśli sparujemy i patrzymy na źródła, a następnie uczymy się posługiwać ostrą bronią w warunkach pozasparingowych, zyskujemy perspektywę, która zbliża nas do realiów najbardziej jak to możliwe. Wsłuchujemy się w głos ludzi z epoki, którzy walczyli lub przynajmniej przygotowywali się do walki ostrą bronią w sytuacji realnej walki, staramy się przełożyć ich doświadczenie na techniki walki jak najpełniej. Gdy tej perspektywy brakuje, uprawiamy fantastykę dopasowaną do ciasnej konwencji, w której się zamykamy. Jest to być może fajne, niesie sporo frajdy ale nie jest to realna sztuka walki.

Co więcej, trening wyłącznie za pomocą tępych symulatorów nie uczy odpowiedniego posługiwania się bronią, ani właściwego bezpiecznego obchodzenia się z nią. Broń ostra wymusza o wiele większą uważność, zmusza do stosowania działających technik, koryguje niedociągnięcia. Zdecydowanie nie zachęcam do jej używania osób początkujących, natomiast śmiałkom bardziej zaawansowanym, którzy zachcą spróbować przypomnę o kilku rzeczach których z ostrą bronią nigdy robić nie należy:

2594 wycieranie miecza

  • nie wbijaj miecza w ziemię
  • nie uderzaj w twarde cele do tego nieprzeznaczone
  • nie używaj w niekontrolowanym otoczeniu (ciasne wnętrza, dużo przypadkowych osób, dzieci, zwierzęta)
  • nie dotykaj głowni bez potrzeby, ani nie dawaj jej dotykać innym (ludzki pot zostawia ślady, najlepiej trenuj w cienkich skórzanych rękawiczkach)
  • nie chowaj do pochwy mokrej głowni (dokładnie wytrzyj głownię i nasmaruj odpowiednim olejem)
  • nie kładź miecza na trawie (kwaśny odczyn soku z trawy może powodować bardzo paskudne czarne wżery)
  • nie kładź gołego miecza pod nogami, w miejscach przypadkowych, tam gdzie chodzą ludzie (ogólnie jeśli odkładasz miecz najlepiej włóż go do pochwy)
  • nie używaj ostrej broni do sparingu (ćwiczenia w zwolnionym tempie, trenowanie ustalonych form jest dopuszczalne jeśli i Ty i Twój przeciwnik wiecie co robicie)
  • nie trenuj bez możliwości wezwania pomocy i bez podstawowej apteczki, najlepiej znajdź sobie partnera do treningu
  • nie dawaj do ręki broni przypadkowym osobom ani dzieciom
  • nie trzymaj broni w miejscu łatwo dostępnym dla przypadkowych osób lub dzieci
  • nie trzymaj broni w miejscu z którego można łatwo ją strącić
  • nie wyjmuj miecza z pochwy bez potrzeby, najlepiej stosuj bardzo ciasną lub odpowiednio zabezpieczoną pochwę (jest to jak najbardziej historyczne)
  • nie trenuj na śliskiej nawierzchni nawet w dobrym obuwiu, sprawdź teren (dołki, odchody zwierząt, wystające korzenie itp. elementy usuń przed treningiem)
  • nie trenuj jeśli nie czujesz że jesteś w świetnej formie lub po zażyciu środków zmniejszających sprawność psychomotoryczną jakiegokolwiek rodzaju
  • nie trenuj w słuchawkach na uszach (musisz kontrolować swoje otoczenie wszystkimi zmysłami)
  • nie trenuj w miejscach publicznych – polskie prawo nie traktuje ostrego miecza jako broni ale spróbuj wytłumaczyć to policjantom ;) Najlepiej poznaj dokładnie wykładnię prawną tematu i noś ją przy sobie na wszelki wypadek

 

Na koniec zastanów się, Czytelniku, ile punktów z listy naruszane bywa nagminnie przy treningu tępymi symulatorami broni. Myślę, że warto też obejrzeć poniższy film w który głos w temacie zabiera Roland Warzecha, moim zdaniem trafiając idealnie w punkt jeśli chodzi o powody, dla których należy trenować z użyciem ostrej broni również w konwencji lekkiego kontaktu:

 

 

Cześć Druga niniejszego tekstu, traktująca o najbardziej elementarnych różnicach w technice walki rekonstrukcyjnej i realnej, dostępna jest na stronie Mieczy Średniowiecznych w poniższym linku. Tekst tam opublikowany bierze udział w konkursie, zachęcam do zapoznania się z nim jak również z innymi tekstami konkursowymi oraz do głosowania na najlepszy artykuł. 

 

Artykuły konkursowe i zasady głosowania

Bezpośredni link do drugiej części tekstu:

Zderzenie realizmu z rekonstrukcją – techniki walki_Paweł Adamiec

 

 

Testy karwasza i tarczy – Bunt Mazowsza 2013

piątek, 4 Październik 2013

Tytułem wstępu

W dzisiejszym odcinku lekko zmieniamy formułę. Tym razem mniej będzie słów, a więcej obrazów. Podczas Buntu Mazowsza 2013 organizowanego przez Arkonę w okolicach Ciechanowa miałem zaszczyt prowadzić warsztaty walki. Warsztaty to w zasadzie zbyt szumna nazwa dla tego co się działo, wykład pasuje tutaj trochę bardziej ponieważ praktyki było mało teorii sporo więcej (za rok mam nadzieję odwrócić proporcje, wciąż opracowuję źródła na temat walki aby stworzyć podstawy tej praktyki). Jednym z elementów warsztatów były testy wytrzymałości skórzanych karwaszy i tarczy którą regularnie mordujemy od kilku lat.

Skąd pomysł na te właśnie testy? Cóż, temat używania skórzanych pancerzy i ich sensu przewija się w rozmaitych dyskusjach od bardzo, bardzo dawna. Niewiele osób zajmuje tu stanowisko umiarkowane, większość albo mocno wierzy w ich istnienie (wierzy ponieważ udowodnić ich istnienia u nas we wczesnym średniowieczu na dziś się nie da), albo podchodzi do sprawy sceptycznie i z racji braku znalezisk ich istnienie zupełnie kwestionuje (nie na zasadzie „na pewno nie było” tylko na zasadzie „nie ma dowodów na istnienie więc nie było”). Argumentów w tych dyskusjach przewija się cała masa, zwolennicy istnienia skórzanego opancerzenia najczęściej wskazują na jego doskonałe właściwości ochronne, niewielki koszt wykonania itd. Przeciwnicy zwykli to kwestionować wysuwając argumenty wręcz odwrotne – skóra chroni kiepsko, a jej przygotowanie zajmuje dużo czasu. Postanowiliśmy w tej sytuacji zabawić się w „Pogromców mitów”, a to co nam wyszło uwiecznić na filmie.

Co i czym testowaliśmy

Karwasz testowany składał się z dwóch warstw utwardzanej woskiem skóry o grubości 6 mm (czyli w sumie ok 1,2 cm grubości) z podkładem filcowym też o grubości 6 mm (razem prawie 2 cm pancerza).
Aby uniknąć wątpliwości dotyczących rezultatów testy powtarzane była kilka razy przez różnych ludzi i co ciekawe efekty zawsze były zbliżone. Użyliśmy różnej broni – miecza, langsaksa i topora o budowie i parametrach wzorowanych na tym co znamy z wykopalisk.
Odnośnie testów tarczy celem było głównie pokazanie:

  • różnic w dzisiejszym sposobie jej używania w stosunku do walki realnej
  • bezsensowności blokowania rantem dla obu walczących
  • różnic między konfrontacją tarczy z mieczem i toporem wraz z udowodnieniem realizmu opisów sag dotyczących przecinania tarczy wraz z delikwentem za tarczą
  • realnej wytrzymałości tarczy drewnianej w zderzeniu z toporem i mieczem (tarcza stanowi wierne odwzorowanie standardu znanego z wykopalisk pod wzgledem użytych materiałów konstrukcyjnych, budowy itd.)

 

 

Wnioski z testów karwaszów są trzy:

  1. Jeśli skóra chroni części twarde (takie jak czaszka lub dłonie) jej przydatność jest bardzo mała. Jej przecięcie nie stanowi problemu. Uderzaliśmy w karwasz luźno zamocowany na mocno zbutwiałym kołku (czyli miękkim drewnie). Karwasz był przecinany bez problemu razem z filcowym podkładem i drewnem pod karwaszem na głębokość ok 1 cm (w szczelinę po uderzeniu dało radę później włożyć cztery palce co widać na zdjęciach niżej). Ten rezultat uzyskaliśmy w każdym teście w którym uderzenie mieczem i langsaksem kierowane było po właściwej trajektorii. Pierwszy test z uderzeniem pod złym kątem i tak przeciął pierwszą warstwę skóry. Hełmy skórzane i rękawice w tej sytuacji to raczej fikcja. Przypominam, że karwasz miał solidne wytłumienie i nie był zamocowany sztywno co utrudniało jego przecięcie.
  2. Jeśli skóra chroni części miękkie ich sprężystość powoduje że faktycznie sprawdza się jako pancerz, problem jest taki że np. ręce bliżej mają do elastyczności zbutwiałego drewna niż grubego mięsa, starczy napiąć biceps i porównać z ekastycznością schabowego ;) Skórzany pancerz miałby największy sens na udach i brzuchu z uwagi na ich miękką budowę.
  3. Wniosek ogólny. Nie jest możliwe przeprowadzenie wiarygodnych testów tego typu w improwizowanych warunkach. Wszelkie przybliżenia i uproszczenia prowadzą do radykalnego wypaczenia rezultatów – test nie udowodnił że karwasze były ani że nie było (udowodnił, ze skóra na twardym podłożu jest bardzo łatwo przecinana, a na miękkim i grubym nie jest), nie dowiódł że mają sens lub że nie mają (kołek to nie ręka, grube mięso ma zupełnie inne właściwości). Udowodnił że test ma sens tylko na czymś zbliżonym do ludzkiej ręki.

 

DSC00279 DSC00280 DSC00281 DSC00282 DSC00283 DSC00284 DSC00285 DSC00286 DSC00288

Odnośnie tarczy wniosek jest jeden – pomijając to co już dawno ustaliliśmy (zasadniczo tarcza jest niesamowicie wytrzymała, znacznie bardziej wytrzymała niż wygląda) okazało się że kluczem do przebicia tarczy toporem może być odpowiednia siła topornika ;) Jest tylko jedno „ale” – przebijana tarcza miała na koncie 3 lata testów, ok 200 godzin walki, 4 krotne przemoczenie i prostowanie i była w ogólnej fatalnej kondycji. Wewnątrz deski były spękane i nawet osobom wcześniej ją mordującym bez skutku udało się przebić blat w późniejszej próbie. Mimo tej całej historii tarcza wytrzymała całkiem nieźle kilka uderzeń gdzie przebicie nie nastąpiło. Test ogólnie wymaga powtórzenia. Jest bardzo prawdopodobne, że przebicie tarczy możliwe było dzięki jej ogólnemu zużyciu.

Ogólnie na koniec pragnę podziękować wszystkim organizatorom za świetną imprezę, uczestnikom testów i warsztatów za pomoc w ich przeprowadzeniu. Za rok kolejne testy. I pamiętajcie o podstawowym wniosku z warsztatów :)

1233385_680371148649159_1166229405_n

O nieużywaniu przeszywanic na większości obszarów wczesnośredniowiecznej Europy (3)

niedziela, 21 Lipiec 2013

5. Przeszywanice pojawiają się na ikonografii, nie ma więc wątpliwości co do ich istnienia

Udało się przebić jakoś przez źródła pisane czas na rozprawienie się z ikonografią. Czy zatem istnienie przeszywanic może być udowodnione na jej podstawie? Nie za bardzo. Prawidłowo należałoby rzec, że czasami na rozmaitej ikonografii pojawiają się stroje które przy odrobinie dobrych chęci można uznać za przeszywanice. Niestety zwykle można je przy trochę odmiennych chęciach uznać za kolczugi, zwykłe tuniki albo coś jeszcze innego. Na dodatek aby sprawie nadać rumieńców okazuje się, że te najwcześniejsze przedstawienia albo mają silne wpływy arabskie albo bizantyjskie lub koczownicze i w zasadzie nie pojawiają się przed wiekiem XI. Co najwyżej można na tej podstawie udowodnić że gdzieś ok 1000-1100 r. przeszywanice przywędrowały do nas ze Wschodu gdzie już wcześniej były używane i gdzie panowały trochę inne zasady prowadzenia wojny. Podstawową wadą ikonografii w ogóle jest w tym wypadku niemożliwość stwierdzenia właściwości technicznych tego co jest przedstawione oraz zbyt duża ilość artystycznej dowolności aby można było stwierdzić tutaj coś pewnego. Idealnym przykładem tego jak daleko może pójść maniera jest poniższa ilustracja hiszpańska z końca wieku XII. Powiedz mi czytelniku który z wojowników ma na sobie kolczugę? Który przeszywanicę?

26 25

Amiens BM MS.108 Navarre Picture Bible, Pampeluna Hiszpania, Bibliotheque d’Amiens Métropole 1197 r.

W tym miejscu wezmę na warsztat tylko tą ikonografię która już do tej pory pojawiła się w temacie zdając sobie sprawę że potencjalnie może jej być znacznie więcej.

Wśród ikonografii wyróżnić można trzy podstawowe grupy:

a) Ikonografia wczesnośredniowieczna z okresu VIII-X wiek z terenów bliskich większości rekonstruktorów

W zasadzie te kilka obrazków to jedyne wyjątki na których w tej dyskusji warto się skupić, niestety ich interpretacja o wiele bardzie wskazuje na przedstawienie tutaj kolczug niż przeszywanic.

W przypadku Czary wrocławskiej widać masę drobnych nacięć na pancerzach wojowników co bardzo przypomina późniejsze przedstawienia kolczug, do przeszywanic nie ma analogii.

Jeśli chodzi o Tkaninę z Bayeux tutaj sprawa nie jest już tak jasna i oczywista i faktycznie może budzić kontrowersje. Osobiście skłaniam się ku temu by wszystkie niemal przedstawione pancerze interpretować jako kolczugi. Po pierwsze na jednym z fragmentów widać transport pancerzy na kijach co ma niewiele sensu w przypadku przeszywanic, po drugie różnice w przedstawianiu mogą być autorską wizją artystek haftujących obraz. Na pewno nie jest on dziełem jednej osoby. Największe wątpliwości budzi zbroja biskupa Odona która przedstawiona jest bardzo szczegółowo, odcina się na tle kolczej osłony głowy i faktycznie może być przeszywanicą. Jedyne co pragnę zauważyć to fakt, że sam biskup przedstawiony jest w sposób mocno wyróżniający się od reszty wojowników, jest uzbrojony w maczugę itd. Jeśli jest to przeszywanica to z racji tego wyróżnienia można dojść do wniosku, że jej użycie było tu raczej wyjątkiem, nie regułą.

Odnośnie przedstawienia frankońsko-niemieckich wojowników tutaj faktycznie widać coś wystającego spod kolczugi. Nie da się jednoznacznie stwierdzić czy jest to przeszywanica czy, co raczej bardziej prawdopodobne, kilka tunik założonych warstwowo dla wytłumienia.

Stuttgarter Psalter przedstawia zbroję tak nietypową dla naszego rejonu, że trzeba ją uznać za artystyczną wizję I nawiązanie do starożytności (bardzo częste wśród miniaturzystów). To co ma na sobie wojownik wygląda bardzo podobnie do bizantyjskich zbroi miękkich.

51 1 2 3 4 7 8 9 10 10a 10b 36

51. Stuttgarter Psalter, Stuttgart, Bibl. fol. 23, 820-830 r. powstały w opactwie Saint-Germain-des-Prés, Francja.

1-3. Czara wrocławska X w. import zapewne z terenów Niemiec, obecnie Muzeum Narodowe w Krakowie

4-10. Tkanina z Bayeux, haft, Anglia ok 1070-1080 r.

36. Frankońsko-niemieccy wojownicy ok. 1000 r.

b) Ikonografia z Południa Europy spoza rejonu zainteresowania większości rekonstruktorów i z terenów o silnych wpływach arabskich, bizantyjskich i koczowniczych

Pozwolę sobie w tym miejscu wypisać tylko kilka znaczących uwag odnośnie sokolnika ponieważ wśród wielbicieli przeszywanic źródło to uchodzi za bardzo mocne. Reszta źródeł ze względu na ich geograficzną lokalizację stanowi piękny dowód tezy na temat Południowej genezy pojawiania się  przeszywanic w Europie u progu dojrzałego średniowiecza.

Cóż więc jest nie tak z sokolnikiem? Wszystko. Po pierwsze konia z rzędem temu kto udowodni, że przedstawienie to ukazuje wojownika. Konny nie ma jakichkolwiek atrybutów bojowych, mówiąc oględnie jest to sokolnik, nic więcej. Po drugie jego odzienie równie dobrze może być przeszywanicą jak i chałatem czy zwykłym pasiakiem, a może np. specjalnym strojem sokolniczym. Trudno stwierdzić. Wzór kropkowania widoczny na ubiorze widzimy też na skrzydłach ptaka. Rzecz kolejna sokolnika jako znalezisko luźne trudno jest powiązać jednoznacznie z czymkolwiek, najbliższe zaś analogie w sztuce ma na bardzo głębokim wschodzie. Jeździec jest podobny do heraldycznych przedstawień w posasanidzkiej sztuce muzułmańskiej, łączyło się go z Madziarami, Awarami, Protobułgarami, a nawet ze sztuką irańską. Jedno jest pewne – dla rekonstruktorów wczesnośredniowiecznej Europy jest to źródło niemożliwe do praktycznego wykorzystania.

40 11 12 19 The Armies of Islam 7th-11th Centuries 37 38 39

40. Rzeźbione baptysterium z Werony, Włochy ok 1200 r.

11. Okucie tarczkowate z konnym sokolnikiem ze Starego Miasta (Welehradu), wczesne średniowiecze VIII-X w.

12. Kamienny relief z Włoch VIII w.

19. Przedstawienie wojownika prawdopodobnie lombardzkiego, południowe Włochy, obecnie katedra w Pizie ok 1059 r.

33. Rzeźba z kościoła w Apulii, południowe Włochy XI w.

37. Rzeźbienie ze szkatułki z kości słoniowej, sztuka arabsko-andaluzyjska, 1026 r.

38-39. Fragment kandelabra z  1170 r. z Sao Paolo fuori Le Mure w Rzymie

c) Ikonografia datowana od wieku XI i XII gdy używanie przeszywanic staje się faktem i można co najwyżej zastanawiać się nad szczegółami ich kroju oraz dokładną konstrukcją

52 13 14 15 16 17 20 21 22 23 24 41

52. Płaskorzeźba rycerz (ma ostrogi), pochodzącą z kościoła w miejscowości Limoges w środkowej Francji z początku XII wieku

13. Drzwi nowogrodzkie pochodzące z Magdeburga, odlane ok. 1150r, z katedry katedrze Św. Sofii w Nowogrodzie

14-15. Vie de Saint Aubin d’Angers, Angers, (Paris, BNF Nal 1390) ok 1100 r. scena ukazuje najazd skandynawski na Bretanię w 919 r.

16-17. Manuskrypt Saint-Augustine. Commentary on the Psalms z Saint-Evroul, koniec XI (lub XI-XII w), Bibliothčque municipale de Rouen

20. Rzeźby z opactwa w Cluny – trudno powiedzieć czy to wiek X czy XII, w tym okresie opactwo rozbudowywano, Francja

21-24. Rzeźby z St Mary Magdalene, Eardisley, Herefordshire, Anglia ok 1120-1140 r. – Przeszywanice bardzo na pierwszy rzut oka ciekawe ale Chrystus w przeszywanicy prowadzący Adama jest co najmniej zastanawiający

41. St Calmin Francja (?) XII w. – datowanie pewne, lokalizacji nie potwierdziłem

6. Jeszcze kilka zdroworozsądkowych argumentów przeciw

Przeszywanice są niepraktyczne co najmniej z kilku powodów:

- źródła pisane nie wspominają przeszywanic ale zdarza im się wspominać o tym jak wiele strojów powinien zabrać ze sobą wojownik na wyprawę. W odróżnieniu od przeszywanicy, zwykły strój można wkładać na siebie według potrzeb kolejnymi warstwami co daje nam bardzo elastyczny zestaw. Jeśli wzmiankowanych warstw jest dostatecznie dużo całość w zasadzie stanowi substytut przeszywa nicy, która z kolei nie jest substytutem stroju dlatego powinna być zabierana obok zwykłego ubioru co stanowi dodatkowe niepotrzebne obciążenie

- przeszywanica obciąża wojowników, a faktem jest że postuluje się jej używanie głównie u lekkozbrojnych. Głównym atutem lekkozbrojnego jest szybkość przemieszczania się więc jej ograniczanie przeszywanicą nie ma uzasadnienia, podstawowym uzbrojeniem ochronnym była tarcza, przeszywanica i tak mogłaby być do niej jedynie dodatkiem. Poniekąd przeczy temu wykorzystywanie przeszywanic u lekkozbrojnych w Bizancjum gdzie wręcz podkreślano mobilność w takiej zbroi jako jej największy atut. Niestety to co w Bizancjum się sprawdziło nie koniecznie da się odnieść do bardzo gęsto zalesionej Europy Północnej.

- przeszywanice nie występują w materiale archeologicznym. Można oczywiście postulować że sobie spokojnie zgniły ale ciężko wytłumaczyć jak zgniły wszystkie bez wyjątku i dlaczego nie pojawiają się w grobach w których inne rodzaje uzbrojenia zachowały się mimo upływu lat. W zestawieniu z brakiem innych źródeł jest to co najmniej mocna przesłanka przeciwko ich istnieniu.

7. Podsumowanie

Ogólnie rzecz ujmując stosowanie przeszywanic we wczesnym średniowieczu w rejonie interesującym większość rekonstruktorów nie jest potwierdzone w jakikolwiek sposób. Pierwsze mocne przesłanki mogące udowodnić ich istnienie albo pochodzą z rejonów mocno południowych albo są na tyle późne, że nie dotyczą interesującego nas datowania (od końca wieku Xi sprawa staje się prostsza). Obok bardzo słabej bazy źródłowej na ich temat (nawet jeśli bardzo się uprzemy) za ich brakiem przemawia szereg czynników dodatkowych dotyczących samej organizacji sił zbrojnych, stosunków społecznych i tradycji. Z tego powodu do czasu gdy nie pojawią się niezbite dowody na wykorzystywanie tego typu pancerzy w interesującym nas czasie i rejonie zalecam zwyczajne nakładanie na siebie wielu grubych tunik warstwowo co również zapewni niezbędną dla nas amortyzację, a przy okazji zapewni zgodność wyglądu z tym co na pewno o realiach epoki wiadomo. Przeszywanice nie są niezbędne ani konieczne i naprawdę dobrze by było nie iść na łatwiznę tylko dlatego że nadinterpretując wyrwane z kontekstu źródła można na siłę starać się ich istnienie udowodnić. Jeśli ktoś uważa inaczej zachęcam do rzeczowej polemiki z tekstem.

<<< Część druga Część pierwsza >>> 

O nieużywaniu przeszywanic na większości obszarów wczesnośredniowiecznej Europy (2)

niedziela, 21 Lipiec 2013

Podstawowe argumenty „przeszywofilów”:

1. Przeszywanice na pewno występowały ponieważ nikt normalny by nie wyszedł do bitwy bez choćby minimalnego opancerzenia oraz druga wersja tego argumentu – lepiej jest założyć na grzbiet przeszywanicę niż nic.

Argument ten u samych podstaw obarczony jest kilkoma błędami percepcji. Po pierwsze osoby nim się posługujące rozumują według współczesnych standardów w których faktycznie bieganie bez przeszywanicy może wydawać się dziwne. Należy pamiętać o tym, że w średniowieczu takiego rozumowania nie stosowano (przynajmniej nie wśród Germanów i Słowian), walka bez jakiegokolwiek pancerza znana była w zasadzie od zawsze (często wręcz odrzucano pancerz aby podkreślić swą odwagę co zwłaszcza u ludów germańskich jest tradycją bardzo dobrze udokumentowaną), mamy masę źródeł ikonograficznych na których przedstawieni są wojownicy w samych koszulach z hełmami na głowie i z mieczem w dłoni, jest to wręcz dominująca maniera. Obok nich pojawiają się pancerni. Jeśli dodatkowo uwzględnimy fakt że ci pancerni mają gołe dłonie, częstokroć nie używają osłon karku ani niezwykle wrażliwej szyi absurd tej argumentacji będzie jeszcze wyraźniejszy. Tak naprawdę obalenie tego argumentu w 100% wymagałoby stworzenia potężnego opracowania dotyczącego mentalności ludzi epoki, dlatego zainteresowanych i wątpiących zwyczajnie odsyłam do źródeł. Poczytajcie opisy wojen, poczytajcie starożytnych autorów piszących o Barbericum, poczytajcie wojskowe traktaty bizantyjskie, sagi, ruskie kroniki, przeanalizujcie materiał archeologiczny, zobaczcie ile uzbrojenia odrzucano, z jak wielkiej części rezygnowano mimo świadomości jego istnienia i zwyczajnie przestańcie przykładać współczesne normy i wartości do dawnych czasów.

2. Przeszywanica była stosowana bo była tania i dobrze chroniła

Niestety nie. Przeszywanica nie była tania ponieważ dla jej wytworzenia potrzebna była bardzo duża ilość materiału i gigantyczny nakład pracy. Mogła być relatywnie tańsza niż nitowana kolczuga ale z tego faktu nie wynika jeszcze że ktoś chciałby lub mógłby w nią inwestować. Przeszywanice o których mówimy jeśli miały stanowić samodzielną zbroję raczej składały się z warstw materiału, materiału który trzeba było wyhodować (w formie wełny lub lnu), przygotować do obróbki, utkać i wreszcie pozszywać ze sobą. Tylko przeszywanica wykonana warstwowo faktycznie chroni dobrze ale przy okazji sporo waży, spowalnia ruchy, ciąży przy dłuższych marszach. Te wszystkie elementy oczywiście jej nie dyskwalifikują jako zbroi ale dobrze by było zauważyć że bezsprzecznie przeszywanice pojawiają się w momencie w którym ciężkozbrojne rycerstwo konne staje się na kilka stuleci trzonem sił zbrojnych, w czasach gdy pojawia się na stałe warstwa bogatych panów feudalnych których głównym zajęciem była wojna.  Obecnie wytwarzane przeszywanice w większości „chronią dobrze” ponieważ bawimy sie tępą bronią, niestety nawet moje własne testy bronią ostrą  pokazują nonsens ich używania w warunkach realnej bitwy – na Ciechanowie 2012 przy pomocy zwykłego długiego ostrego noża przebiłem się pchnięciem przez przód i tył luźno wiszącej na kołku przeszywanicy najpowszechniej stosowanego w rekonstrukcji wczesnośredniowiecznej rodzaju.

Oczywiście to, że przeszywanica nie była tania ani specjalnie praktyczna nie stanowi dowodu ani za jej używaniem ani przeciw natomiast chciałbym raz na zawsze skończyć z lansowaniem podobnego poglądu. Skoro bawimy się w rekonstrukcję historyczną dobrze byłoby jednocześnie trzymać się realiów na tyle na ile to możliwe, zdecydowanie nie ma sensu wkładać na siebie pancerzy które zapewniają realnej ochrony bo takich z całą pewnością nie wytwarzano.  Czas otworzyć puszkę Pandory i zajrzeć do źródeł.

3. Przeszywanice pojawiają się w źródłach pisanych nie ma więc wątpliwości co do ich istnienia.

Dla uściślenia należy dodać że o wiele częściej niż pojawiają się wzmianki o niestandardowych pancerzach  nie ma o nich ani słowa nawet tam gdzie wymienione być zdecydowanie powinny. Doskonałym tego przykładem są karolińskie kapitularze dotyczące zbrojnych mobilizacji wymieniające literalnie to co powinno być zabrane na wyprawę. Kapitularz z 806 r. wymienia np. wszystkie inne elementy uzbrojenia, dzieli siły zbrojne na konkretne frakcje pod względem zamożności i standardu uzbrojenia, wymienia nawet ile ubrań i jedzenia każdy ma zabrać na wyprawę, a zapomina o przeszywanicach?  Podobnych kapitularzy między VIII a IX wiekiem wydano całkiem sporo bo monarchia karolińska była niesamowicie ekspansywna w tym okresie. Wzmianek o przeszywanicach nie znajdziemy też w statutach prawnych innych ludów germańskich, które doprowadziły Cesarstwo Zachodnie do upadku. Prawa zwyczajowe później kodyfikowane dokładnie określały powinności wojskowe ludności, co do solida określały co komu jest w jakiej sytuacji winny ale zapominały o przeszywanicach… Zapominały o nich również pisane w wieku XIII-XIV skandynawskie sagi, kroniki ruskie. W dwunastowiecznej Pieśni o Rolandzie gdzie mamy kilkadziesiąt powtarzających się opisów przeszywania przeciwników rozmaitą bronią z wymienieniem przez co rzeczona broń przechodzi też nie ma o przeszywanicach słowa. W Skandynawii vápntreyja, po raz pierwszy pojawia się w Hirðskrá w wieku XIII gdy przeszywanice były już powszechnie używane na całym kontynencie więc wzmianka o nich nie jest niczym dziwnym. Ten brak dziwny jest zwłaszcza biorąc pod uwagę ile razy wspominana jest inna broń np. o wiele droższe kolczugi ale też o wiele tańsze tarcze i hełmy. Mało tego, Vatnsdala saga (wszystkie tłumaczenia sag własne), zawiera np. opis zbroi kamiennej: „Ingolf zeskoczył ze swojego konia I pobiegł w dół w stroną najbliższego wąwozu, podniósł z ziemi dwa płaskie kamienie i przymocował jeden z nich na piersi, a drugi pomiędzy łopatkami i tak chronił swe ciało. W dłoni trzymał miecz Aettartangi a następnie poszedł do szałasu”.

No dobrze, aby oddać sagom sprawiedliwość trzeba wspomnieć przynajmniej o kilku cytatach które wskazują na używanie jakiegoś innego pancerza niż kolczuga.

Droplaugarsona saga: „Następnie Helgi Droplaugarson poszedł do sądu tam gdzie siedział An Kuglarz. Helgi uderzył rękojeścią miecza w podstawę filcowego kaptura i zdarł mu go z głowy, zapytał o to kto tam siedzi. I podał jego imię”.

Eyrbyggja saga: „Po tym Steinthor uderzył Freysteina swym mieczem, ostrze lądują na jego karku wydało głośny dźwięk.

- Czy to uderzenie było niebezpieczne, Bofi?, zapytał Steinthor.

- Zdecydowanie tak, odparł Freystein, ale nie aż tak jak by można było sądzić bo nie zostałem ranny. Nosił filcowy kaptur z wszytym kawałkiem rogu w kołnierz i na nim właśnie zatrzymało się uderzenie”.

Gunnars saga Keldugnúpsfífls: „Oto jest dublet który chcę ci dać, powiedział Bard. Powinieneś ubrać go na zapasy”.

Harðar saga og Hólmverja: „Hord następnie uderzył go mieczem Sotiego I rozciął go cięciem idącym w dół aż do wysokości pasa, cały tors przeciwnika był w podwójnej kolczudze”.

Heimskringlasaga Snorriego Sturlusona, konkretnie saga o Olafie Haraldsonie zawiera dwa ciekawe fragmenty odnoszące się w rzeczywistości do jednego. Ustęp 204: „Posiadali oni dwanaście dużych płaszczy wykonanych ze skóry renifera zaklętych za pomocą fińskiej magii z Laponii. Nie mogła ich przeciąć ani pchnięciem przebić jakakolwiek broń i chroniły lepiej niż kolczuga”. Ustęp 240:

 

„Król ręką własną udowodnia siłę

Finów sztuki tajemnej w magicznej godzinie

Z magiczną pieśnią, wśród uderzeń stali,

Reniferowego płaszcza Thora mocy nieprzełamanej

Zaklęty przez nich by odwracać cios

Uderzeń miecza króla wśród dymu jak pył

Podniesiony ramieniem Thora spod uderzenia

O którym król myślał że zabije nieprzyjaciela”.

 

Pierwsze dwa cytaty odnoszą się do filcowych kapturów, w pierwszym wypadku kaptur taki uderzenie zrywa człowiekowi z głowy ale nie wiemy nic na temat jego zamierzonych bojowych właściwości więc trudno orzec czy był to pancerz czy zwykły kaptur, w drugim wypadku mamy wyraźną wzmiankę o rogowej wszywce w filcowy kaptur na którym zatrzymuje się uderzenie. Taka konstrukcja to nie przeszywanica ale zbroja kombinowana, być może jednostkowy egzemplarz na tyle ciekawy, że zasłużył na wzmiankę. Jedno jest pewne – sam kaptur nie był w stanie takiego uderzenia zatrzymać skoro zadano sobie trud wszywania do niego rogowej płytki.

Wzmianka z Gunnars saga Keldugnúpsfífls nie dotyczy przeszywanicy ale specjalnego stroju do zapasów. W niemieckich traktatach szermierczych dotyczących pojedynków sądowych niezwykle często pojawiają się takie specjalne ubrania w które zaszywano przeciwników jest to więc bardzo ciekawe źródło pod tym względem, niestety strój do zapasów raczej nie miał przeznaczenia bitewnego.

Trzy ostatnie opisy pełne są magii i niezwykłości. Wystąpienie podwójnej kolczugi raczej na pewno jest podkreśleniem cnót bohaterskich u wojownika który był w stanie się przez obie przerąbać, cytaty z sagi o Olafie Haraldsonie dotyczący bitwy o Stiklestad w 1030 r. wzmiankujące kaftany zrobione ze skóry renifera po pierwsze mówią o płaszczach skórzanych (cokolwiek to znaczy) po drugie ich właściwości ochronne przypisują w oczywisty sposób nie ich budowie ale tajemniczej lapońskiej magii którą były zaklęte. Jako, że porównane są pod względem właściwości ochronnych do kolczug raczej należy uznać je za zbroję samodzielną. Biorąc pod uwagę całokształt nie sposób uznać tych źródeł na dowód na cokolwiek, za dużo tam magii, za mało rzeczywistości.

Mamy jeszcze jedno mocne źródło Ekkehardi IV Casus Sancti Galli.: „Gdy w roku 926 rozpowszechniały się wieści o zbliżaniu się Węgrów do klasztoru St. Gallen, ówczesny opat Engilbert dowiódł swoich zdolności przywódczych: nakazał wznieść refugium i sporządzić tracze i broń. Potem założył pancerz pod swój habit i nakazał swoim braciom, by uczynili to samo co on. Zatem sporządzili pancerze z filcu”.

Zdawać by się mogło, że oto mamy wreszcie dowód którego nam trzeba. Czysta, jasna wzmianka o miękkich pancerzach. Jest niestety kilka problemów. Pierwszy, zasadniczy, ilu z rekonstruktorów odtwarza poczciwych mnichów z St. Gallen? Drugi nie mniej ważny, ten opis kronikarski dotyczy najazdu Madziarów na szwajcarski klasztor koresponduje z przekazami kronikarskimi Liutpranda z Cremony i Ottona z Fryzyngi którzy wskazywali na używanie pancerzy filcowych przez madziarskich jeźdźców (szerzej sprawę opisuje fantastyczna książka: Philippe Contamine, Wojna w średniowieczu, Warszawa 1999, s. 40-45.). Nasze źródło ma wiele wad. Opisuje mnicha, nie żołnierza, który w sytuacji nadzwyczajnej konstruuje pancerze na wzór tych jakimi dysponuje przeciwnik, całość zapisu dotyczy zaś rejonu którego nie rekonstruuje prawie nikt i który ze względu na koczownicze sąsiedztwo trudno odnieść do innych rejonów.

Źródło ma jeszcze jedną wadę, dotyczy ataku koczowników ci zaś ogólnie są podobnym „wytrychem” jak Ruś, Bizancjum i Birka. Są takie miejsca w rekonstrukcji wczesnośredniowiecznej do których odwołując się można udowodnić właściwie wszystko i opór będzie niewielki bo są to lokacje tak wielkie, że trudno całkowicie je ogarnąć. Powszechnie wiadomo, że jak czegoś nie było to „na pewno było na Rusi, w Bizancjum albo wykopano w Birce”. Birkę odpuszczam, do Bizancjum zaraz dojdziemy, zajmijmy się przez chwilę koczownikami Wielkiego Stepu.

Koczownicy używali przez stulecia chałatów jako jednego z podstawowych typów zwykłego ubioru. Chałat wykonywany był z najczęściej filcu, czasem z płótna wełnianego lub bawełnianego, bywał wykonywany z watowanej lub pikowanej tkaniny odpowiada więc w zasadzie temu co uważamy za przeszywanice. Z racji swej budowy chałat chronił przed uderzeniami i na pewno nieźle się sprawdzał amortyzując upadek z konia przy okazji zapewniając ochronę przed zimnym stepowym wiatrem ale nie był pancerzem. Był zwykłą grubą odzieżą która czasem bywała zakładana pod twardy pancerz lamelkowy lub kolczugę podobnie jak zakładane były zwykłe tuniki, kaftany itd. Popularność lamelek na stepie wynikała w oczywisty sposób z popularności łuku i broni obuchowej przed którymi chroniła lepiej od kolczugi. Nic nie wskazuje na to aby koczownicy używali kiedykolwiek dodatkowych ubiorów specjalnie zakładanych pod twardą zbroję. Niestety brak jest wykopalisk chałatów, zachowane są tylko te najpóźniejsze, ikonografia jest podobnie niepewna jak europejska dotycząca przeszywanic. Witold Świętosławski szerzej opisuje to w książce Uzbrojenie koczowników Wielkiego Stepu w czasach ekspansji Mongołów XII-XIV wiek.

Przejdźmy do Bizancjum, miejsca dla nas najważniejszego ponieważ stamtąd mamy jedyne potwierdzone opisy przeszywanic. Niestety drogi czytelniku jeśli akurat nie odtwarzasz Wschodniego Cesarstwa wiedza ta na niewiele Ci się przyda ponieważ handlem nie da się obronić powszechnego wykorzystywania bizantyjskiego uzbrojenia poza Bizancjum, sama zaś natura tamtejszej organizacji wojskowej była totalnie inna niż gdziekolwiek w Europie w tym samym czasie. Bizancjum było silnym organizmem państwowym, z mocną władzą cesarską o kilkusetletniej tradycji, centralnie zarządzaną armią o ujednoliconej strukturze i uzbrojeniu i z dostępem do uprawianej na wielką skalę bawełny. Porównując te realia ze światem dopiero co porządkującego się Barbericum, gdzie służba wojskowa w znacznej mierze pozostawała sprawą prywatną, gdzie nie było tak silnej centralnej władzy, gdzie przez kilka stuleci w wielu plemionach nie było nawet ściśle wyodrębnionej arystokracji i gdzie nie zachowało się wiele rzymskich technologii widzimy, że bizantyjskiego uzbrojenia nie można odnosić do europejskiego. To oczywiście gigantyczne uproszczenie, osoby zainteresowane z pewnością dotrą do całej masy publikacji pokazujących skalę różnic nie tylko w uzbrojeniu czy organizacji wojska ale zwłaszcza w mentalności.

35 34

35. Bizantyjskie wyobrażenia wschodnioeuropejskich wojowników z posążków znanych z Azji Mniejszej i Egiptu VII w.

34. Jeździec irański VII w.

Dwa podstawowe źródła na temat pancerzy w typie przeszywanicy używanych w Bizancjum to Tactica cesarza Leona VI powstała w latach 895-908 i  Praecepta Militaria Nicefora Fokasa powstała ok. 965 r. Obaj cesarze piszą o co najmniej kilku rodzajach interesującego nas uzbrojenia ochronnego. Leon VI opisując flotę wzmiankuje pikowaną kurtkę neurika (lorikion psilos) używaną przez zwykłych marynarzy uzbrojonych w kusze i łuki. Była ona wykonywana najczęściej z filcu, czasem z lnu moczonego w winie z solą, z wełny owczej lub bawełny, czasem ze skóry i jest odpowiednikiem późno starożytnej lorica lintea (co z łaciny znaczy zbroja lniana). Traktaty bizantyjskie podkreślają duże znaczenie tej zbroi zwłaszcza dla niskich rangą prostych żołnierzy którzy nie posiadają innych pancerzy. Począwszy od wieku XII ta forma pancerza pojawia się na przedstawieniach bizantyjskich z ujednoliconym romboidalnym pikowaniem. Najwcześniejsze wyobrażenia to St. George Diasorites z Naxos (XI-XII w. tutaj jeszcze pikowanie pionowe i poziome), srebrne naczynie z Berezova obecnie w Ermitażu (XII w.) i naczynie z Agora Museum w Atenach (XII-XIII w.).

18

Misa srebrna z Ermitażu w Petersburgu, datowana XII w.

Drugim obok neuriki określeniem na zbroję tekstylną był kavadion (kabadion) długi do kolan bez rękawów, z rękawami do łokcia lub długimi (zależnie od formacji u lekkiej piechoty zupełnie bez rękawów u kataphraktoi z długimi rękawami) pikowany lub zszywany warstwowo z jedwabiu i bawełny. W przypadku lekkich jednostek była to zbroja podstawowa, w przypadku cięższych mógł to być podkład pod zbroję np. kolczugę zbroję płytkową lub lamelkę o specyficznej dla Bizancjum konstrukcji (klivanion lub klibanion). Pisarz arabski Al-aqhani z IX w. opisuje tę formę jako rozpinaną z przodu tunikę. Praecepta Militaria wspomina o tym, że zbroja ta miała za zadanie nie tylko chronić nogi jeźdźca ale też częściowo okrywać konia.

Obok neuriki jako ochrona ud i krocza występowała kremasmata, zbroja w formie spódniczki spełniająca podobną rolę jak pteruges i cingulum militare. Mogła być wykonywana z bardzo różnych materiałów, w najprostszej formie była zwyczajnie pikowańcem, czasem miała lamelkowe płytki, czasem naszyte dodatkowo zabai czyli paski kolczugi. Jako ochronę nóg stosowano kampotouva czyli pikowane nogawice.

Pomijając wszystkie dotychczasowe formy stosowany był jeszcze bambakion czyli zbroja miękka wypełniona bawełną zakładana przez głowę oraz niezwykle ciekawy bizantyjski wynalazek epilorikion (epanoklibanion, epithorakion). Dlaczego ciekawy? Otóż po pierwsze ta zbroja zakładana była nie pod ale na pancerz lamelkowy (klibanion). Zbroja tak jak wszystkie inne była pikowana, jej zakładanie miało chronić przed nagrzewaniem się pancerza (co stanowi pierwowzór surcoat) i miała maskować mocno odbijający światło pancerz lamelkowy przed wzrokiem wroga. Z tej przyczyny Nicefor Fokas odradzał używania epanoklibanionu (jak on go nazywał) w kolorze białym. Co jeszcze ciekawsze dla zapewnienia wygody użytkowania epilorikion posiadał rozcięcia pod pachami umożliwiające przełożenie rąk i przerzucenie rękawów na plecy. Podobnie jak surcoat, epilorikion bywał zdobiony w celach ceremonialnych – Bazyli I posiadał tę zbroję wysadzaną perłami które na piersi tworzyły wielki krzyż, są wzmiankowane bogate epilorikiony w kolorze purpury oraz pięknie haftowane.

53

Bizantyjskie przedstawienie zdrady Judasza, Cypr XIV w.

<<< Część pierwsza Część trzecia >>> 

O nieużywaniu przeszywanic na większości obszarów wczesnośredniowiecznej Europy (1)

niedziela, 21 Lipiec 2013

O nieużywaniu przeszywanic na większości obszarów wczesnośredniowiecznej Europy

 Wstęp i nazewnictwo

Temat przeszywek (jak się je slangowo i nieprawidłowo nazywa) wczesnośredniowiecznych podobny jest do solidnej czkawki. Nie ważne co człowiek zrobi trudno się go pozbyć bo przez lata tłuczono ludziom do głów, że przeszywanice są niezbędne i na pewno występowały. Tego błędu nadinterpretacji i chciejstwa nie ustrzegły się nawet największe autorytety polskiego bronioznawstwa (Zbigniew Żygulski, Andrzej Nadolski) radośnie oznajmiające, że na pewno było coś takiego bez podparcia swoich tez jakimikolwiek dowodami. Ogólnie pomyślałem, że napiszę ten artykuł właśnie z tego powodu choć w zasadzie wystarczyłoby może napisać – nie ma dowodu na istnienie więc nie ma nad czym dyskutować. Niestety dość często jest tak, że w dyskusji rzekome dowody zaczynają się pojawiać i trudno jest polemizować bez solidnej bazy.

Zacznijmy może od początku czyli od usystematyzowania tego o czym mówimy. W tym artykule używał będę przede wszystkim polskiego terminu przeszywanica. Dla późnego i pełnego średniowiecza w powszechnym użyciu są również takie nazwy jak aketon i gambeson.

Nazwa przeszywanica pochodzi od podstawowej formy konstrukcyjnej tego pancerza miękkiego czyli przeszywania ze sobą wielu warstw tkaniny. W zależności od miejsca i czasu mogła to być wełna, len, bawełna lub jedwab, być może również skóra. W pewnych okresach i miejscach występowały też pancerze przeszywane (nie wypychane(!), wypychanie tunelowe dzisiaj z lubością stosowane na miejscu zszycia daje pancerz grubości warstw zewnętrznych) z warstwowo ułożonym włosiem końskim, bawełną, runem owczym itp. rzeczami.  Te fakty nie budzą jakichkolwiek kontrowersji ponieważ są udowodnione w każdy możliwy sposób od źródeł pisanych począwszy na zachowanych egzemplarzach skończywszy.

54 27 28 29 30 31 32 42 43 44 45 46 47 48

54. Przeszywanica Karola VI króla francuskiego, Musée des Beaux-Arts de Chartres, datowana na późny wiek XIV

27. Waffenrock, Heimatmuseum, Stendal początek XV w.

28. Przeszywanica lubecka schyłek XV w.

29. Przeszywanica Czarnego Księcia, Anglia ok. 1376 r.

30. Przeszywanica niemiecka, XVI w.

31. Dumlet szermierczy datowany na 1580 r. Metropolitan Museum of Art , Nowy York

32. Pourpoint Charlesa de Blois  ok. 1367

42-48. pozostałości Aketonu w formie relikwi św. Marcina, pierwszy raz wzmiankowane w 1270 r. z miejscowości Bussy-Saint-Martin Francja, http://acn.waw.pl/qkiel76/

Termin gambeson to francuska nazwa pochodząca od górnoniemieckiego „wambeis” co z kolei nawiązuje do staro-górnoniemieckiego słowa „wamba” oznaczającego brzuch. Również z francuskiego pochodzi aketon, w średniowieczu zapisywany jako „alcottonem”, będący zapożyczeniem z arabskiego „al-qutn” czyli bawełna. W Skandynawii na określenie takiej zbroi występował termin „vápntreyja”, który po raz pierwszy pojawia się w Hirðskrá, zbiorze norweskich praw thingowych spisanych między 1263 a 1280 r.

Drugą ważną uwagą wstępną jest wprowadzenie rozróżnienia funkcjonalnego wśród pancerzy tekstylnych ponieważ ich funkcja nie była jednorodna i jest notorycznie w różnych dyskusjach mieszana co dodatkowo zaciemnia i tak niejasny obraz.

Z jednej strony mówiąc o przeszywanicy możemy mieć na myśli miękkie wytłumienie pod zbroję czyli de facto dodatek do pancerza podstawowego zapewniający komfort jego noszenia i dodatkowo rozpraszający uderzenia (głównie bronią obuchową). Zbroja taka nie musi być ani bardzo zbita ani szczególnie gruba, przykładem tego jest rzymskie subermalis lub  thoracomachus które noszono prawie wyłącznie dla wygody.

Z drugiej strony możemy mówić o całkowicie niezależnym pancerzu samodzielnym w formie wielowarstwowej zbroi tekstylnej i to wcale nie koniecznie miękkiej. Przykładem takiego uzbrojenia był grecki linothorax (pierwsze wzmianki o nim mamy u Homera), zaadoptowany na ograniczoną skalę również w armii rzymskiej wykonywany z wielu warstw tkaniny i być może również skóry, kleju kostnego itd. co w  rezultacie dawało dość lekki i sztywny pancerz samodzielny.

Jak widać już na poziomie samej nazwy i głównych rozróżnień posiadamy kilka ciekawych tropów.

Po pierwsze zbroja tekstylna jest sama w sobie jednym z najstarszych wynalazków w dziedzinie uzbrojenia. Niestety w dziedzinie badań nad przeszywanicami wczesnośredniowiecznymi nic nam to nie wnosi, starczy wspomnieć tutaj choćby zbroje płytowe pojawiające się i znikające na przestrzeni dziejów wielokrotnie. W dziedzinie uzbrojenia bardzo często mamy do czynienia z szybkimi zmianami idącymi w obie strony – adaptacją pewnych rozwiązań i eliminacją używania innych.

Po drugie biorąc pod uwagę nazwę aketon i jej arabskie pochodzenie możemy  śmiało założyć, że korzeni wykorzystywania tego pancerza w średniowieczu trzeba szukać na Południu. Należy dodać do tego fakt, że popularyzacja takiego pancerza szła całkowicie w parze z popularyzacją używania tkanin bawełnianych w Europie (i ze wzrostem wydajności produkcji tkanin w ogóle M. Gutkowska-Rychlewska, Historia ubiorów, Wrocław 1968, s. 215-230). Tkaniny te początkowo docierały do chrześcijańskiej Europy głównie z emiratu, później kalifatu Kordoby i Bizancjum. Dodatkowo to wszystko należy nałożyć na ruch krucjatowy intensyfikujący jak nigdy wcześniej kontakty militarne Europy ze światem arabskim i Bizancjum oraz na pojawienie się wyraźnie wyodrębnionej warstwy społecznej w postaci rycerstwa i dziedzicznej szlachty gromadzącej bogactwo. Wszystkie te procesy nie istniały (lub istniały w minimalnym stopniu) we wczesnym średniowieczu, wszystkie one spowodowały zmiany w uzbrojeniu, taktyce walki i w rezultacie doprowadziły do pojawienia się powszechnego używania przeszywanic w wieku XII. Mówiąc w skrócie właśnie w tym momencie dziejowym przeszywanice stały się na tyle tanie aby w sytuacji zmiany metod produkcji ich używanie mogło stać się powszechne.

Po trzecie wreszcie mówiąc o przeszywanicy trzeba zawsze doprecyzowywać czy chodzi nam o zbroję samodzielną czy może o podkład pod pancerz. Radykalnym przykładem ilustrującym różnicę między obiema rodzajami jest Biblia Maciejowskiego (XIII w.) w której dominującą formą u piechoty są przeszywanice dwuczęściowe składające się z wyraźnie wyodrębnionego bezrękawnika zakładanego na cześć z rękawami.  Jest to oczywiście pewne przypuszczenie ale można domniemywać że bezrękawnik w tym wypadku to bardzo gruba wielowarstwowa zbroja twarda zapewniająca samodzielną ochronę, rękawy to cieńsza przeszywanica z mniejszej ilości warstw zapewniająca mobilność niezbędną do walki. Cześć z prezentowanych tutaj przedstawień jest co najmniej zastanawiająca, wyobraża bowiem zakładanie kolczug na koszulę. Czy nadal było to praktykowane? Czy ilustrator chciał sobie ułatwić zadanie (co jest dziwne biorąc pod uwagę jak bardzo go sobie nie ułatwiał malując pieczołowicie każde kółeczko w kolczugach)? Może chodziło o pokazanie bitewnego zamieszania gdzie trzeba było szybko wrzucić na grzbiet cokolwiek? Trudno stwierdzić jednoznacznie. Niestety jakkolwiek by do tematu nie podchodzić zdecydowana większość przeszywanic używanych we wczesnośredniowiecznej rekonstrukcji nie mieści się w żadnej z wymienionych kategorii.

49 50 50a 50b 50c

Biblia Maciejowskiego Francja ok 1250 r.

<<< Część trzecia Część druga >>> 

Uzbrojenie ochronne

piątek, 31 Maj 2013

W tym miejscu pojawiać się będą wpisy dotyczące wszelkich aspektów dotyczących uzbrojenia ochronnego.  Zapraszam do śledzenia strony, za jakiś czas na pewno coś się tutaj pojawi :)