Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Archiwum kategorii ‘Broń biała’

Trening indywidualny mieczem i krótką włócznią

sobota, 21 Listopad 2015

Dlaczego warto trenować w domu?

Dziś tak na szybko wrzucam dwa krótkie filmy treningowe. Podsumuję krótko to co widać aby cele wideo były jasne, zacznijmy jednak od małego cytatu, opisu idealnego wojownika, który pokazuje cel do którego osobiście staram się dążyć i pod który staram się optymalizować mój trening:

Był rosły i silny i był doskonałym wojownikiem. Potrafił walczyć mieczem i rzucać włócznią każdą ręką jeśli tylko chciał i był tak biegły w walce mieczem że gdy nim machał wydawało się jak by machał trzema mieczami na raz. Potrafił strzelać z łuku lepiej niż ktokolwiek i zawsze trafiał w cel. Potrafił skakać wyżej niż wynosił jego wzrost w pełnym oporządzeniu bojowym zarówno w przód jak i w tył.

(Brennu-Njáls saga)

Jak widać wojownik idealny to istny „człowiek orkiestra” – zwinny, sprawny, silny i szybki, wszechstronny wojownik, istna maszyna do zabijania, biegle władający każdą bronią, używający obu rąk. Specjalizacja wojowników i preferencje na pewno istniały, jednak wszechstronność była tym co szczególnie akcentowano jako wzór do naśladowania. Moim osobistym zdaniem nie jest możliwe pełne zrozumienie walki z epoki bez szerszej perspektywy i wszechstronnego treningu różną bronią, a jest to zaledwie wstęp do szerszego zagadnienia jakim jest zrozumienie realiów życia w epoce w kontekście społecznym, prawnym, ekonomicznym, duchowym i mentalnym. Walka zawsze była szerokim zagadnieniem, dlatego każda wąska próba jej analizy będzie skazana na porażkę podobnie jak czyste teoretyzowanie na temat lub ograniczona praktyka (w tym również trening w jednostajnych idealnych warunkach).

Oglądając filmy warto zwrócić uwagę na kilka elementów. Po pierwsze trenuję w bardzo ciasnym, nieprzyjaznym otoczeniu. Pełno mebli, bibelotów, żyrandol nad głowa itd. Cała przestrzeń, którą mam do dyspozycji, to około 9 metrów kwadratowych (z czego zwykle wykorzystuję połowę). Rzecz w tym, że gdy przyjrzymy się opisom konfrontacji z epoki, niezwykle często znajdziemy walkę w takim własnie ciasnym otoczeniu. Dla walk opisanych w sagach islandzkich jest to wręcz sytuacja standardowa, ponieważ wojna w tym kraju miała charakter lokalnej wróżdy rodowej. Palenie halli, burdy na ucztach, nocne napady na śpiących, wraz z sytuacjami wycofania się do halli lub ucieczki z niej pod naporem wroga są niezwykle barwne i częste. W pełnym spektrum prezentują też konieczność radzenia sobie z walką w takim ciasnym środowisku, ponieważ o zwycięstwie lub klęsce niejednokrotnie decydowało blokowanie broni o rozmaite elementy wystroju. Trenowanie w domu uczy naprawdę dobrej kontroli terenu i użycia broni w bardzo ciasnym otoczeniu.

Kilka przykładów – tłumaczenie moje:

Osłaniając się tarczą Gunnar wycofywał się przed Grettirem, który atakował go energicznie przeskakują na boczną ławkę stojącą najbliżej drzwi. Ręce Gunnara, dzierżące tarczę, były ciągle w drzwiach więc Grettir ciął w dół pomiędzy jego ręce i ciało obcinając jego obie ręce w nadgarstkach. Gunnar upadł w tył przez drzwi. Następnie wyciągnął swój saks, obciął Gunnarowi głowę i umieścił ją naprzeciwko jego tyłka.

(Grettis saga)

Grettir zamachnął się swym saksem na Vikara, towarzysza Hjaltiego Thordarsona uderzając go w lewe ramię kiedy ten wskoczył do chaty, cięcie przeszło przez jego ramiona ukośnie aż do lewej dolnej części jego ciała. Mężczyzna został przecięty w czysty sposób na pół, a jego ciało upadło na ziemię w dwóch połowach. Grettir nie mógł podnieść swego saksa tak szybko jak by chciał i w tej samej chwili Thorbjorn Hak przeszył go włócznią między ramionami zadając mu wielką ranę. Grettir powiedział „Odsłonięte są plecy człowieka który nie posiada brata”. IIIugi nakrył wtedy tarczą Grettira I chronił go tak dzielnie, że wszyscy wychwalali jego obronę. Następnie Hak nakazał swym ludziom aby zbliżyli się do Illugiego ze swymi tarczami „ponieważ nigdy nie widziałem człowieka jak ten któren jest tak młody”. Zrobili wedle rozkazu i otoczyli go tak ciasno tarczami i bronią, że nie był w stanie dalej utrzymać obrony byli więc w stanie pojmać go i przytrzymać.

(Grettis saga)

Pewnego ranka Gudbrand poprosił go aby dał mu konia i wyszedł wraz z Thorirem za nim na zewnątrz. Jak tylko Gudbrand doszedł do progu i schylił się Thorir zamierzył się na niego toporem , gdy usłyszał on świst topora wyskoczył przez drzwi, a cios Thorira uderzył w belkę która wystawała z krokwi. Topór uderzył szybko w belkę a Thorir wybiegł na dziedziniec ścigany przez Gudbranda. Thorir przeskoczył ponad korytem rzeki i legł tam przyklejony płasko do ziemi. Gudbrand rzucił za nim swoim mieczem i trafił on go w przeponę. Był on owinięty uzdą dookoła ciała i miecz trafił idealnie w pierścień uzdy. Gudbrand przeskoczył nad rzeką i dopadł do Thorira, ten jednak już był martwy. W tej sytuacji narzucił on na niego ziemię i pochował go dokładnie tam gdzie padł martwy. W mieczu pojawiły się szczerby, jedna z nich miała wielkość paznokcia. Miecz ten został później naostrzony , była to doskonała broń.

(Vatnsdala saga)

Szkatułka z Auzon - wykonana z kości wieloryba skrzynka na klejnoty lub relikwie, wyrzeźbiona około 700 roku w Northumbrii

Szkatułka z Auzon wyrzeźbiona około 700 roku w Northumbrii. Egil broni domu – zwróćcie uwagę na chwyt krótkiej włóczni i ustawienie tarczy u atakującego.

Kiedy Thormod poczuł siłę w człowieku przed nim, zeskoczył na ławkę obok łóżka. Olaf zeskakując sięgnął po swój topór zamierzając zadać mu cios, nie był jednak dość szybki, Thormod natomiast wśliznął się pod jego uchwyt i kurczowo uchwycił się jego talii. Olaf skontrował i rozpoczęła się niezwykle zaciekła walka. Thormod walczył tak mocno, że rozrywał gołymi rękami ciało Olafa gdziekolwiek się go uchwycił. W drobny mak rozwalili wszystko co stało im na drodze i nagle zgasło również światło, co odpowiadało Olafowi odrobinę bardziej. Thormod wtedy zaatakował z zaciekłością i obaj znaleźli się na zewnątrz. Leżał tam spory kawałek drewna wyrzucony przez fale i Thormond przypadkiem nadepnął na okrągły pień upadając na plecy. Olaf podciągnąl swe kolano pod jego pachwinę i gdy tylko wyczekał odpowiedni moment rozprawił się z przeciwnikiem tak jak uznał za stosowne.

(Hávarðar saga Ísfirðing)

Bork umieścił Eyjolfa na honorowym miejscu obok swych kompanów blisko drzwi. Rzucili swoją broń na podłogę. Bork usiadł obok Eyjolfa po wewnętrznej stronie ze Snorrim obok niego. Thordis przyniosła miskę owsianki (kaszy) w której tkwiły drewniane łyżki, jednak gdy postawiła porcję Eyjolfa przed nim łyżka wypadła jej na podłogę. Schyliła się aby ją podnieść jednak zamiast tego wzięła miecz Eyjolfa szybko pchając nim pod stołem . Miecz przebił udo Eyjolfa I nawet pomimo tego, że rękojeść uderzyła w stół rana była bardzo poważna. Bork popchnął stół daleko od nich I uderzył na Thordis. Snorri popchnął Borka tak że upadł on i pchnął jego matkę na miejsce obok siebie mówiąc, że wycierpiała ona dość bez bicia. Eyjolf I jego ludzie zerwali się ze swoich miejsc i wzajemnie się powstrzymywali po tym wydarzeniu.

(Eyrbyggja saga)

Kiedy to usłyszał wskoczył do łóżka I ściągnął ze ściany miecz który tam wisiał nad nim. Ljot nakazał swym ludziom zgromadzonym w halli obudzić się i uszykować broń. Havard w tym momencie wskoczył na skrzynię łóżka i ciął Ljota w lewy bark, ten jednak uskoczył bardzo szybko i miecz jedynie zadrasnął jego ramię ścinając skórę z jego ramienia i rozcinając je na wysokości łokcia. Ljot skoczył naprzód zeskakując z łózka z obnażonym mieczem i zamiarem zaatakowania Havarda, jednak wtedy Eyjolf natarł na jego prawy bark i ubili Ljota na miejscu.

(Hávarðar saga Ísfirðing)

Gdzie jeszcze mamy ciasne otoczenie? Oczywiście w bitwie oraz podczas walki na okrętach. Umiejętność walki z mieczem prowadzonym bardzo blisko ciała, kiedy broń mija nas tylko o centymetry obok oczywistej korzyści oszczędzania przestrzeni uczy też ekonomii ruchu i to przede wszystkim w sytuacji walki bez możliwości użycia pracy nóg, często z przygiętym łokciem, gdzie wcale nie działamy na maksymalnym dystansie, ale właśnie bardzo blisko przy zwarciu tarcza w tarczę. Dzięki łączeniu tego treningu w ciasnej przestrzeni z treningiem w przestrzeni nieograniczonej, tworzymy w sumie bardzo elastyczny repertuar akcji i technik. Podstawowym kontekstem użycia układu miecz-tarcza jest bitwa w której większość akcji rozgrywano w ciasnym dystansie.

Kilka przykładów takich sytuacji – zmagania na okrętach:

Hallgrim i jego brat wskoczyli na statek Gunnara, który odwrócił się aby stawić im czoła. Hallgrim pchnął w kierunku Gunnara swą halabardą. Bom leżał wzdłuż okrętu i Gunnar cofając się przeskoczył przez niego, jego tarcza nadal była z przodu przed bomem I halabarda Hallgroma przebiła ją trafiając w bom. Gunnar ciął w rękę Hallgrima okaleczając ją (łamiąc kości) jednak miecz nie wbił się w ciało. Halabarda wypadła przeciwnikowi z rąk, Gunnar złapał ją i przebił nią Hallgrima, później już zawsze nosił ją ze sobą.

(Brennu-Njáls saga)

Zmagali się już czas dłuższy kiedy Kari przeskoczył na okręt Snaekolfsa, ten odwrócił się by stawić mu czoła i natychmiast wyprowadził uderzenie. Kari wykonał odskok w tył przez jeden z okrętowych bomów, uderzenie Snaekolfsa, które nie doszło celu, było tak potężne że miecz utkwił w bomie na głębokość obu ostrzy. Kari skontrował uderzając w ramię przeciwnika ucinając mu rękę w wyniku czego Snaekolf padł martwy.

(Brennu-Njáls saga)

Thorstein znajdował się wtedy na achterdeku. Ljot widział jak daleko sprawy już zaszły i rzucił swoim mieczem w braci, starał się jednocześnie przeskoczyć ponad pokładem ponieważ nie widział innej drogi ucieczki. Thorstein przygwoździł go do pokładu pałką z taką siłą że jego głowa i ramiona opadły za burtę a nogi do wewnątrz okrętu. Zrobiło się już tak ciemno, że nie można było zmyć krwi z pokładu ani usunąć zwłok ze statku.

(Svarfdala saga)

Trochę ikonografii bitewnej – zwróćcie uwagę na uderzenia ze zgiętym łokciem:

Jeśli chodzi o tempo treningu, z racji że jest to trening właśnie, a otoczenie nie jest do końca przyjazne, nie wszystkie akcje wykonuję na 100% prędkości, zwłaszcza gdy używam miecza ostrego lub trenuję akcje oburęczne mieczem jednoręcznym. Tylko kilka sekwencji wykonanych jest na pełnej prędkości, większość akcji mieczem jednoręcznym wykonane jest na 3/4 prędkości, akcje oburęczne wykonuję zwykle dość wolno (1/3 do 2/3 prędkości).

Te ostatnie szczególnie zasługują na uwagę. Rozwijać techniki dwuręczne mieczami jednoręcznymi zacząłem dopiero jakiś czas temu, daleko tu jeszcze do doskonałości, chcę raczej zaprezentować, że takie użycie mieczy jest wykonalne i czasami bywa sensowne, zwłaszcza jeśli miecz który mamy do dyspozycji ma parametry i dynamikę taką jak mój miecz z Soborg.

Akcje dwuręcze testuję obecnie na wszystkich mieczach, które posiadam, również na moim mieczu wczesnym o bardzo ciasnej rękojeści. Wydaje mi się, że w większości przypadków udało mi się zoptymalizować chwyt miecza tak aby był najbardziej efektywny natomiast wstrzymam się tu na dziś z rozwijaniem tematu ponieważ nie wszystko jeszcze sprawdziłem i nie wszystko przetrenowałem w wystarczającym stopniu. W przyszłości napisze na ten temat osobny tekst.

Morgan M.739 Book of Hours, Morgan Library, Bamberg Niemcy, 1204-1219 r.

Morgan M.739 Book of Hours, Morgan Library, Bamberg Niemcy, 1204-1219 r.

Element którego na filmie nie ma, to trening lewą ręką. Na dziś niewiele mam tu do pokazania bo jest to u mnie ręka znacznie słabsza, po pół roku treningu osiągnąłem w niej sprawność wystarczającą do w miarę prawidłowego prowadzenia podstawowych akcji, użycie sekwencyjne dopiero zaczynam trenować. Ogólnie to co widać to minimalny wycinek treningu trwającego ponad 2 h. Szybki trening sekwencyjny przedzielony jest treningiem technicznym, który koncentruje się na raczej powolnym ale dokładnym wykonywaniu poszczególnych uderzeń, całość zaś poprzedzona jest półgodzinną rozgrzewką. Sens tego treningu jest podwójny – z jednaj strony rozbudowuje w prawidłowy sposób mięśnie odpowiedzialne konkretnie za użycie miecza, z drugiej prowadzi po pewnym czasie do mistrzowskiego wykonywania akcji szermierczych. W szlifowaniu podstaw tkwi klucz do wszystkiego innego ponieważ jest to nasza „skrzynka z narzędziami”. Gdy zachodzi konieczność automatycznie sięgamy po to co najlepiej się sprawdza.

Brak użycia tarczy oznacza tylko tyle, że nie używam jej w tym konkretnym treningu. Czasami trenuję z tarczą, czasami bez niej. Położenie ręki w tym dziwnym miejscu jest pewnym kompromisem, mającym w choćby minimalnym stopniu symulować położenie tarczy, kwestia położenia ręki bez miecza przy walce/treningu mieczem jednoręcznym lub kordem jest zupełnie osobnym, skomplikowanym zagadnieniem. I owszem, to co robię nie jest optymalne, jest natomiast sensowne w tym konkretnym kontekście.

Rzecz ostatnia – dlaczego oglądam sobie serial podczas treningu? :D Cóż powodów jest co najmniej kilka. Po pierwsze, jestem człowiekiem niezwykle zajętym i zwyczajnie muszę łączyć różne rzeczy. Po drugie, serial jest dodatkowym czynnikiem rozpraszającym, oglądanie go zmusza do wzmocnionej koncentracji, która musi radzić sobie nie tylko z mieczem ale też z dodatkowymi bodźcami, fabułą itd. Wzmacnia to nieprzyjazność środowiska treningowego, wybór tematyki serialu nie jest przypadkowy ;) Po trzecie wreszcie, większość starych podręczników szermierki zaleca trening sylwetkowy, w którym ćwiczono uderzenia w odniesieniu do planszy przedstawiającej przeciwnika. Trening do serialu stanowi współczesne rozbudowanie tej metody. Na ekranie pojawiają się postaci w ruchu, uderzając staram się prowadzić miecz tak aby uderzenia i pchnięcia kierowane były w te ruchome sylwetki, zawsze celując w punkty witalne.

Joachim Meÿer, Gründtliche Beschreibung der Kunst des Fechtens, Strasbourg 1570 r.

Joachim Meÿer, Gründtliche Beschreibung der Kunst des Fechtens, Strasbourg 1570 r.

Trening z krótką włócznią z tarczą i bez tarczy

Od wielu lat w dyskusjach dotyczących drzewcówek pojawia się kwestia tego co jeszcze jest włócznią, co już jest oszczepem i gdzie przebiega granica. Zagadnienie i problem tego typu stworzyć mógł tylko jakiś akademik, szukający pomysłów na systematyzację znalezisk, ponieważ praktycznie to rozróżnienie prawie nigdy nie ma znaczenia.

Oczywiście jeśli mówimy o broni bardzo, bardzo długiej, podobnej do włóczni z Jeziora Lednickiego, widocznej na zdjęciu poniższym, klasyfikacja jest oczywista. Podobnie oczywista jest klasyfikacja niewielkich oszczepów ciskanych np. za pomocą atlatla. Co jednak w sytuacji gdy mamy do czynienia z obiektem takim jaki widzicie na filmie lub na szkatułce z Auzon?

Włócznia z Jeziora Lednickiego wydobyta w okolicach mostu, długość całkowita 321 cm, drzewiec jesionowy XI wiek. Znalezisko przechowywane w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.

Włócznia z Jeziora Lednickiego wydobyta w okolicach mostu, długość całkowita 321 cm, drzewiec jesionowy XI wiek. Znalezisko przechowywane w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.

Bronią o tej pośredniej długości można zarówno efektywnie walczyć wręcz jak również rzucać nią tak jak oszczepem. Jest to niezwykle skuteczne, tanie i poręczne rozwiązanie o bardzo wszechstronnych możliwościach. W chwili obecnej posiadam trzy włócznie/oszczepy tej długości oraz potężną włócznię dwuręczną. Wszystkie egzemplarze osobiście naostrzyłem ręcznie na kamieniach (co trwało ok 20 h w sumie) i mogę śmiało powiedzieć, że w wersji finalnej jest to straszna broń.

Podczas obróbki jesionowego drzewca lekko zahaczyłem o wyostrzony grot, który luźno leżał na stołku czekając na osadzenie. Grot wbił się na centymetr w mięso bez najmniejszego problemu. Siła uderzeń widocznych na filmie jest absolutnie wystarczająca do wyeliminowania każdego nieopancerzonego przeciwnika, przy odrobinie szczęścia byłoby możliwe przebicie takim uderzeniem tarczy i pancerza.

Zanim przejdziemy do filmów dodam jeszcze przykład użycia takiej krótkiej włóczni w zwarciu bez użycia tarczy aby udowodnić również ćwiczenia w tej formie.

Cambridge MS R.17.1 Eadwine Psalter, Cambridge University Library, Canterbury, Anglia, 1150 r.

Cambridge MS R.17.1 Eadwine Psalter, Cambridge University Library, Canterbury, Anglia, 1150 r.

Ogólnie na sam koniec – nie wszystko w tym filmie wykonane jest poprawnie, nie ze wszystkiego jestem zadowolony, wiele elementów nadal uważam za wersję roboczą technik nad którymi pracuję. Film publikuję bo chciałem pokazać, że trening w tak ciasnym otoczeniu jest wykonalny, sensowny i może stanowić świetne rozwiązanie, a także uzupełnienie innych form treningu, zwłaszcza w okresie gdy pogoda do wychodzenia z domu nie zachęca.

Tak więc nie szukajcie wymówek, ruszcie zadek z fotela i trenujcie, a w międzyczasie życzę miłego seansu :)

Wczesnośredniowieczne metody walki z dużą tarczą okrągłą – analiza technik – film

wtorek, 6 Październik 2015

Po ostatnich rozmowach i polemikach odnośnie filmu, który niedawno opublikowałem (LINK), uznałem że warto film przemontować, dodać do niego komentarze, pokazać to i owo w zwolnionym tempie i dodać trochę źródeł. Przy okazji napisałem mały przewodnik dla oglądających, tak aby jasne było na co warto zwrócić uwagę i wytłumaczyć o co tutaj tak na serio chodzi :)

1. Brak akcji na związaniu i przy kontakcie broń-broń (poza sytuacją ratującą życie), nacisk na trafienia bezpośrednie i akcje broń-tarcza, tarcza-tarcza

Rzecz w tym, że źródła z epoki niemal nigdy nie pokazują ani związań na broni, ani nie sugerują podobnych akcji w opisach technik. Dynamika miecza wczesnośredniowiecznego, który jest ciężki i mocno przeważony w przód, powoduje że związania mają niewielki sens, bo wymagałyby bardzo dużej siły nawet przy wiązaniu części słabej na słabą, najprościej mówiąc – część słaba, wcale nie jest słaba. Dodatkowym elementem niekorzystnym w takiej sytuacji jest, wynikające z używanej siły, duże ryzyko uszkodzenia broni.

Przypomnę na marginesie, że wczesnośredniowieczne miecze, imponujące pod względem jakości kucia i techniki wykonania, najczęściej były wykonywane z dość zróżnicowanej stali i żelaza. Za wyjątkiem nielicznych damasceńskich, sygnowanych egzemplarzy, kutych prawdopodobnie z importowanej stali, opisanych przez Alana Williamsa w artykule A Metallurgical Study of some Viking Swords, zdecydowana większość głowni z epoki miała bardzo zróżnicowaną jakość, co czyniło je podatnymi na uszkodzenia (źródła pełne są opisów łamania mieczy na hełmach, tarczach itp.). Stąd wyraźna sugestia z mojej strony, że akcje broń-broń z historycznego fechtunku z dużą tarczą powinny być eliminowane. Poza sytuacjami ratującymi życie zawsze lepiej użyć do blokowania tarczy niż miecza.

2. Strefa trafienia i rozkład trafień na strefy

Większość akcji trafia w głowę poniżej linii hełmu (twarz, skroń) lub w korpus. Celem walki była najczęściej szybka i skuteczna eliminacja przeciwnika, co stwarza konieczność bezpośredniego, szybkiego i skutecznego atakowania stref witalnych. Korpus to przede wszystkim uderzenia po linii bark-biodro, cięcia dolne w brzuch, cięcia i uderzenia pod pachę i w bok ciała. Dodatkowe strefy atakowane to ramiona, przedramiona i nogi, ale nie jest to cel główny, a jedynie dodatkowy.

Pod koniec filmu zestawiłem nasze strefy trafień z trafieniami opisanymi w sagach islandzkich. Więcej danych znajdziecie w artykule A Statistical Summary of Weapons Usage in Sagas of Icelanders Zestawienie ma na celu ogólne pokazanie zbieżności tego co robimy z tym co znamy ze źródeł, niestety sama metoda statystyczna w analizach walki nie sprawdza się dobrze i może powodować liczne błędy w interpretacji, poświęcam temu zagadnieniu kiedyś osobny artykuł.

W skrócie mówiąc – wrzucając wszystko w tabelki tracimy kontekst. Sagi opisują bitwy, pojedynki, zasadzki, napady i rozboje, bitwy morskie toczone na statkach, burdy w hallach itd. Każdy typ konfrontacji rządzi się swoimi prawami, zadziwiająco dużo miejsca sagi poświęcają też opisom improwizacji w walce, co mocno utrudnia traktowanie ich jako możliwych do wykorzystania opisów technik walki. Nie są to podręczniki, a raczej opisy w stylu „my ze szwagrem po pijaku ukatrupiliśmy tych i owych” ;) Sagi przydatne są do generalnego rozeznania metod, pryncypiów i celów walki, gorzej nadają się do analizy konkretnych technik, bo kiedy już je prezentują robią to w bardzo indywidualistycznym kontekście.

3. Użycie rantu tarczy do atakowania tarczy przeciwnika, blokowania topora i aktywnego atakowania przeciwnika

Użycie rantu tarczy w aktywny sposób większość zasad walki rekonstrukcyjnej wyklucza, całkiem słusznie, ponieważ siła możliwa do wygenerowania przy takim uderzeniu w twarz jest bardzo znaczna. Trenujemy tak aby trafienie i intencja była jasna, natomiast nie używamy tutaj maksymalnej siły i przyłożenia, wymaga to dużego opanowania tarczy i jej bezwładności. Niemal zawsze gdy na filmie widać trafienie rantem w twarz, prawidłowa akcja powinna całkowicie wyrzucać rękę z tarczą w przód, czego nie robimy. Tarcze których używamy ważą od 3,5 do 5,3 kg co przy dołożeniu ruchu ciała, wyrzutu ręki i kroku naprawdę jest niebezpieczne, ale jest też bardzo skuteczne. Pamiętajmy o tym, że większość wojowników z epoki nie używała hełmów, część używała hełmów bez nosala i osłony twarzy.

Odnośnie topora, idealnym sposobem wyłapania tej broni jest uderzenie rantem w drzewiec zaraz poniżej ostrza, co umożliwia haczenie broni, rantu można też użyć do uderzania w drzewiec celem stopowania akcji i kontrolowania broni, do uderzeń w  dłonie lub do podstawiania rantu pod nadgarstek, co umożliwia rozbrajanie przeciwnika i łamanie nadgarstka w sytuacji skrajnej.

4. Unikanie użycia rantu do wyłapywania uderzeń, używanie płaszczyzny

Używanie rantu do blokowania niesie ze sobą kilka niebezpieczeństw, wśród których te najbardziej istotne dotyczą niskiej efektywności (jeśli cięcie przejdzie, tnie też za tarczą, zdarzyło mi się prawie do połowy rozłupać ostrą bronią tarczę migdałową) i niebezpieczeństwa uwięźnięcia broni w tarczy (nie masz broni więc giniesz). Nawet w przypadku obrony płaszczyzną  na wyciągniętej ręce, staramy się łapać uderzenia na płaz. Z drugiej strony używanie płaszczyzny do blokowania prawie nic nie robi tarczy, prawie nie da się jej zniszczyć w ten sposób, nawet przy walce toporem jest to bardzo trudne, choć w przypadku toporów właśnie rant przydaje się o wiele bardziej. O tym, że zdarzały się przypadki przecinania człowieka razem z tarczą świadczą źródła:

Thorgils następnie wyciągnął miecz z piasku i rozpoczął się pojedynek.Po chwili walki Thorgils obciął dolną część tarczy Surta wraz z nogą która za tarczą się kryła. Ówczesne zasady pojedynkowe mówiły, że człowiek walczył dla pozyskania własności pokonanego, jeśli jego oponent zginie w pojedynku. Następnie Thorgils obciął Surtowi głowę. (Flóamanna saga)

Fresk, Sabbionara Castle, Avia, Trentino, Włochy 1340 r.

Fresk, Sabbionara Castle, Avia, Trentino, Włochy 1340 r.

5. Brak pchnięć, przewaga cięcia nad pchnięciem

Jeśli brak pchnięć na filmie Cię zastanowił, to masz rację. Być powinny, jako dodatek do cięć ale jednak :) Film jest w sumie pewną odpowiedzią na poprzedni film w którym ciąłem butelki, tam były tylko cięcia więc i na tym filmie mamy tylko cięcia. Pchnięcia oczywiście były używane, natomiast styl walki, rodzaj miecza itp. elementy stylu wczesnośredniowiecznego znacznie mocniej koncentrował się na uderzeniach, które są efektywniejsze w realnej walce, zwłaszcza w bitewnym kontekście (pamiętajmy że zestaw miecz-duża tarcza to zestaw typowo bitewny, każdy inny kontekst był tu dodatkiem).

Już widzę te tłumy miłośników pchania, które oburzą się na powyższe stwierdzenie, więc śpieszę z wyjaśnieniem. Pchnięcie jest skuteczne ale zwykle nie zabija od razu (skuteczne pchnięcia najczęściej opisane w sagach to pchnięcia w serce, te oczywiście są skuteczne). Człowiek z przebitym brzuchem zapewne umrze, za kwadrans, dzień, albo tydzień, natomiast wcześniej zdoła nas zabić. Istnieją setki opisów z różnych epok na temat osób śmiertelnie rannych, które nie zauważały w stanie szoku swoich obrażeń. Sugeruję tutaj sięgnąć np. po książkę Rory’ego Millera, Meditations on Violence: A Comparison of Martial Arts Training & Real World Violence, a także klasyczny już tekst The Face of Battle Johna Keegana.

Gdy celem jest szybka i skuteczna eliminacja zagrożenia tu i teraz, nic nie działa tak skutecznie jak cięcie – obcięta ręka nic nie zrobi, obcięta głowa nie polemizuje. Często pojawiającym się stwierdzeniem w dyskusjach o przewadze pchnięć nad cięciami jest opinia, że cięcie raczej nie zabijało, a pchnięcie prawie zawsze było śmiertelne bo powodowało obrażenia wewnętrzne, niemożliwe do leczenia w epoce. Ogólnie stwierdzenie to jest bardzo uproszczone z wielu powodów.

Po pierwsze nie bierze pod uwagę zakażeń. Jeszcze w czasach pierwszej wojny światowej większe żniwo zbierały w okopach zakażenia ran niż bezpośrednie trafienia, byle zadrapanie mogło się wtedy skończyć tragicznie. Dopiero pod koniec drugiej wojny światowej masowa produkcja penicyliny wydatnie zmniejszyła śmiertelność w wyniku zakażeń. Stąd nieprawdą jest stwierdzenie, że rany cięte były niegroźne, w epoce każde zranienie mogło nieść poważne konsekwencje.

Po drugie, kości z pól bitew często noszą ślady wielokrotnych powtórzeń, brutalnego dobijania i atakowania ponawianego do skutku. Uderzenie za uderzeniem masakrowało przeciwnika aż do momentu jego wyeliminowania z walki. Śmierć była tu częsta, ale nie była konieczna. Eliminując zagrożenie istotniejszy jest efekt tu i teraz niż długofalowe skutki odniesionych ran, nieprzytomny przeciwnik albo zwijający się z bólu to przeciwnik zdany na naszą łaskę i można np. dobić go pchnięciem.  Z tego punktu widzenia akcentowanie większej śmiertelności pchnięć w długiej perspektywie czasu nie ma znaczenia dla walki jako takiej, choć jest prawdą.

Po trzecie, tym co eliminuje człowieka z walki jest przede wszystkim ból i utrata świadomości czyli bardziej czynniki psychiczne niż fizyczne. Oba elementy są znacznie istotniejsze dla uderzeń niż dla pchnięć (wielkość rany, rozkład siły uderzenia naruszający strukturę kości itd.). Nawet w epokach dominacji broni kolnej, większość zawodowych żołnierzy wolała w kontekście bitewnym używać szabli, pałasza, tasaka itp. broni predestynowanych do cięcia i rąbania, podczas gdy rapier, szpada itp. broń była używana głównie w cywilnym kontekście, często była to broń oficerska. Nieprzekonanych odsyłam do Christophera Ambergera, The Secret History of the Sword: Adventures in Ancient Martial Arts, gdzie bardzo dużo miejsca poświęcone jest właśnie analizom różnic skuteczności pchnięcia i cięcia.

Tak więc pchnięcia we wczesnym średniowieczu uzupełniały repertuar technik ale nie były opcją dominującą. Cała ewolucja kształtu sztychu miecza (świetnie opisana w artykule Bartosza Bryckiego Sztychy mieczy wczesnośredniowiecznych – forma i funkcjonalność)  i modyfikacje głowni między VIII a XIII wiekiem były skutkiem dodawania coraz większej ilości pchnięć do repertuaru technik, co związane było ze stopniową rozbudową opancerzenia i bardzo mocno zmieniło charakter walki, a także używane techniki. Stąd np. szukanie mocnych związków między walką puklerzem, a walką z dużą tarczą z gruntu jest skazane na niepowodzenie. Tarcza jest zupełnie inna, miecz jest zupełnie inny, kontekst tego zestawu też jest przede wszystkim cywilny, dominują akcje na związaniach, pchnięcia mają o wiele większe znaczenie. Więcej jest tu różnic niż elementów wspólnych, bardzo łatwo wpaść w pułapkę fałszywych analogii.

Reasumując to co widać na filmie nie wyczerpuje możliwego repertuaru akcji do wykonania, pchnięcia oczywiście stosowano i stanowiły one bardzo ważny dodatek, natomiast źródła bardzo wyraźnie podkreślają dominację cięć i uderzeń, co zgadza się z bitewnym kontekstem układu miecz-duża tarcza. O sile i śmiertelnych konsekwencjach cięć używanych w epoce najlepiej świadczą ślady widoczne na kościach (choć tutaj też sprawa nie jest tak prosta jak się wydaje i ten temat też wymaga oddzielnego opracowania, w międzyczasie odsyłam do artykułu Co kości mówią nam o wojnie? Uwagi na marginesie odkryć urazów na czaszkach z masowej mogiły z grodziska w Niesulicach koło Świebodzina).

6. Różnica w walce i możliwościach miecza i topora

Oczywiście toporem da się walczyć efektywnie, ale w kontekście pojedynkowym ma on o wiele mniejsze możliwości. Ten kontekst widzicie na filmie. Zastanawiając się nad tym co było lepsze, zawsze należy brać pod uwagę kontekst. W bitwie różnice efektywności między mieczem i toporem trochę się równoważą. Krótki topór dobrze sprawdza się w ciasnym otoczeniu, ma o wiele większą punktową siłę uderzenia, dla osób które preferują styl „raz a dobrze” i walczą w większej grupie gdzie pole manewrowania bronią jest ograniczone, topór jest bardzo dobrym i efektywnym rozwiązaniem. Charakter bitwy ogranicza możliwość operowania mieczem więc finezja narzędzia ma tu mniejsze znaczenie niż w kontekście pojedynkowym lub cywilnym. Topór nie był bronią gorszą od miecza, miecz nie był bronią lepszą od topora. To człowiek i kontekst użycia decyduje o tym co jest „lepsze” w danym momencie, czasie i miejscu. O skuteczności topora możecie poczytać np. w zbiorowej publikacji The Axed Man of Mosfell: Skeletal Evidence of a Viking Age Homicide and the Icelandic Sagas.

topor

7. Brutalność, dominacja ataków na strefy witalne, nacisk na inicjatywę, wielokrotne trafienia

Nie da się wygrać walki tylko się broniąc, aby wygrać trzeba atakować. Cała tradycja walki w germańskim wydaniu opierała się na akcentowaniu ataku, a opisy źródłowe wyraźnie mówią o brutalizmie i agresji takich akcji, które dekapitowały, ucinały kończyny i przecinały tułów wroga na pół. Aby wygrać zdominuj przeciwnika, pozbaw go obrony atakiem, wykorzystaj luki w obronie i błędy, bij bez litości, nawet wtedy gdy już otrzymał trafienie. Stres walki, hormony itp. czynniki powodują, że nawet osoba poważnie ranna lub umierająca może nadal być niebezpieczna. Dlatego zwykle nie zatrzymujemy akcji po pierwszym trafieniu – uderzamy dalej,aż do skutku i wyraźnego potwierdzenia trafienia przez partnera. Na filmie większość akcji składa się z co najmniej 2 trafień, celem większości walk w epoce było zabicie przeciwnika, stąd wynika strefa trafienia i ponawianie ataków do skutku, rzut oka na czaszki umieszczone wyżej wystarczy aby nie mieć złudzeń co do brutalnych realiów epoki. Zacytujmy:

Grettir uświadomił sobie, że ma tylko dwa wyjścia – uciec albo przestać się cofać. Natarł tak potężnie, że nikt nie był w stanie dotrzymać mu pola, z powodu wielkiego ścisku Grettir myślał, że nie ma szans na ucieczkę chciał więc przed śmiercią zrobić jak najwięcej i zmierzyć się przy okazji z kimś kto stanowił wyzwanie. Uderzył w głowę Steinolfa z Hraundal rozcinając go aż do ramion. Zaraz potem kolejne jego cięcie dosięgło Thorgilsa Ingaldssona w połowie korpusu przecinając go nieomal na pół. Thrand próbował zaatakować go mszcząc towarzyszy jednak Grettir dosiągnął i jego tnąc go w prawe udo, odrąbując mięśnie i czyniąc go niezdolnym do walki. Następnie zadał poważną ranę Finnbogiemu. (Grettis saga)

Combat Intent Described in the Sagas Grouped by Weapon Type

Combat Intent Described in the Sagas Grouped by Weapon Type

8. Ilość ataków na prawą i lewą stronę, preferencje co do postawy

Rzecz w tym, że normalne zasady fechtunku obowiązujące w walce bez tarczy, przestają obowiązywać gdy po najczęściej atakowanej, lewej stronie, ustawimy dużą okrągłą tarczę. Możliwość przejścia jej przy dobrej dynamicznej obronie jest po tej stronie bardzo niewielka. Z tego powodu rośnie nacisk na ataki od normalnie mniej optymalnej prawej strony, zwykle uznawanej za słabą. Na filmie wyraźnie widać, że obie strony ciała są atakowane, na stronę lewą zwykle uderzają akcje z pierwszej ręki, bardzo skuteczne o ile zdążymy je wykonać, a przeciwnik nie zdąży zareagować.

Miecz jest znacznie lżejszy od tarczy (a tarcza trzymana jest w raczej słabszej, lewej ręce), między innymi aby równoważyć tę różnicę szybkości, preferowaną przeze mnie postawą jest ta z prawą nogą i mieczem z przodu, a lewą nogą i tarczą w wycofaniu. Takie ustawienie ułatwia obronę dystansem (cofnięcie nogi prawej, lekkie uniesienie tarczy), ułatwia też agresywne akcje tarczą od lewej (krok i wyrzut tarczy w przód). Operowanie ciężką tarczą wymaga dodania kroku znacznie bardziej niż operowanie mieczem. Waga samej broni i jej wyważenie zapewnia wysoką skuteczność uderzeń nawet bez dodawania kroku, repertuar uzupełniają cięcia z przyłożenia. Tak w telegraficznym skrócie :)

rozklad statystyczny

9. Prowadzenie miecza i tarczy, bezwładność, ochrona dłoni

Jednym z wałkowanych od lat tematów w rekonstrukcji jest kwestia używania rękawic i ich braku we wczesnym średniowieczu. Łatwo zauważyć, że przy wspólnym prowadzeniu miecza i tarczy ryzyko trafienia w dłonie jest minimalne bo tarcza buduje dystans, miecz wykańcza akcję i nie jest ustawiany poziomo w stronę przeciwnika (sztych w twarz to optimum, generalnie głownia miecza zawsze powinna być z przodu, dłonie z tyłu), cały czas długość głowni skutecznie utrudnia trafienie w dłonie. Duża tarcza odpowiednio ustawiona chroni dłoń w wystarczającym stopniu, wyjście pełną ręką zza tarczy zdarza się głównie przy kontynuowaniu akcji po otwarciu, gdy przeciwnik nie ma szans nas trafić, co jest zresztą w 100% historyczne.

padamiec8

Kluczem do obrony dużą tarczą jest to, aby tarcza zawsze znajdowała się tam, skąd nadchodzi atak, otwarcie całej niezagrożonej reszty ciała ma niewielkie znaczenie, często lepiej w angażującym ataku tarczę zupełnie puścić bokiem aby była przygotowana do kontry, niż spinać mięśnie podtrzymując ją w miejscu, które nie jest zagrożone. Wielkość tarczy w tym wypadku nadrabia przewagę dynamiki miecza, dzięki czemu nie jest konieczne idealne zamykanie linii ataku, wystarczy „mniej więcej”. Tarcze których używamy mają ok 80 cm średnicy, to jest minimalna wielkość pola ochrony gdy ustawiamy tarczę zaraz przy ciele, oddalając ją od ciała zakres ochrony jeszcze wzrasta, niestety pociąga to za sobą ograniczenie pola widzenia, dlatego tarcze duże raczej powinny być używane dość blisko ciała, w przeciwieństwie do np. puklerza, służącego do obrony dystansem, zamiast do obrony powierzchnią.

10. Chwyty miecza i wiele mieczy używanych w walce

Łatwo to przeoczyć, natomiast na filmie pojawiają się prawie wszystkie możliwe chwyty miecza wczesnego – młotkowy, długi, z przełożeniem palca przez jelec, a także dokładanie palca na głowicy. Różne chwyty mają sens w różnych sytuacjach i fazach walki, a czasem w fazach uderzenia. Przykładowo uderzenie z palcem przełożonym przez jelec dodaje dodatkową siłę i stabilizuje głownię w linii cięcia, ale ten sam chwyt w akcji powrotnej ma wyłącznie negatywne skutki – luźniejszy chwyt, o jeden palec mniej na rękojeści. Modyfikacja chwytu to kolejny ważny niuans w rekonstrukcji dawnej walki.

Dodać wypada, że na filmie widać użycie trzech mieczy o różnej dynamice i właściwościach. W walce staram się używać jak największej liczby mieczy, o możliwie różnorodnych parametrach aby lepiej zrozumieć różnice wynikające z uzbrojenia, ewolucję uzbrojenia, jej przyczyny i skutki. Więcej TUTAJ i TUTAJ.

11. Ustawienie tarczy i bezwładność tarczy

Postawa wyjściowa, która dominuje na filmie,w walce z tarczą sprawdza się o wiele lepiej od tego co zwykle da się zobaczyć w walkach rekonstrukcyjnych (płaz w przód), ponieważ nie tylko niesamowicie zwiększa możliwości użycia broni, nie blokując linii ataku, ale również od razu prawie całkowicie zamyka całą lewą stronę ciała, dodając opcję agresywnego użycia tarczy. Wycofana do tyłu lewa noga i prawa wykroczna stwarza punkt do wykonywania szybkich i bardzo brutalnych ataków rantem tarczy z wyrzutem i dołożeniem kroku oraz bardzo dynamicznych obron, jeśli przeciwnik wykona jakąkolwiek akcję, która nam zagraża.

Możliwości, które daje takie ustawienie jest tak wiele, że nie sposób ich w tym tekście omówić, natomiast warto wspomnieć o podstawowej zasadzie wykorzystania bezwładności, która może być naszym największym wrogiem lub najlepszym przyjacielem. Umiejętne wyzyskanie bezwładności tarczy przeciwnika jest kluczem do otwarcia tarczy, wykorzystanie bezwładności własnej tarczy pozwala optymalnie dostosować kierunek ruchu i ataku do możliwości, które mamy i które dane ustawienie nam daje. Rotacje tarczy, akcje rant-płaszczyzna, wjeżdżanie uderzeniem po płaszczyźnie tarczy przeciwnika i wymuszanie otwarć to tylko nieliczne z możliwych do wymienienia, elementów wykorzystujących w praktyce zasadę bezwładności. Prawa fizyki są niezmienne we wczesnym średniowieczu też obowiązywały.

12. Praca nóg

Temat rzeka, to co dodałem na końcu to tylko mała próbka, niejako wstęp do wstępu, zrobiony tylko po to aby zaczepić temat. Problemem walki wczesnej jest z jednaj strony ilość źródeł, z drugiej ich przypadkowość, rozstrzał czasowy i geograficzny, a także brak systematyzacji kroku szermierczego w epoce. To pozostawia duże pole do interpretacji i nadinterpretacji, ale ma to też pozytywne strony, mianowicie nie jesteśmy skazani na trzymanie się kurczowe jednego stylu, co zawsze jest ograniczające.

Osobiście swoją prace nóg i ustawienie ciała oparłem na licznych europejskich źródłach z epoki, gdzie widać różne pozycje ciała. Znajdziemy niskie pozycje na nogach, znajdziemy wysokie stanie na prawie prostych nogach, znajdziemy póługięte tylne kolano i prawie proste nogi, znajdziemy rozmaite ustawienia stóp począwszy od prawie równoległego, kończąc na szerokim rozstawie ze stopami ustawionymi w kąt rozwarty. Każda opcja ma sens w pewnych sytuacjach.

padamiec5

Walka na niskich nogach umożliwia szybkie ataki z dystansu, walka na prawie prostych nogach sprawdza się w bitwie i przy zwarciu tarcza w tarczę, gdzie możliwości przejścia przeciwnika są niewielkie , a najsensowniejszą drogą przejścia jest góra (witalne strefy trafienia, optimum zasięgu wynikające z miejsca przyczepu rak do tułowia i zasad fizyki, gdzie w atakach z góry pomaga grawitacja), ustawienie ze stopami w kąt rozwarty pozwala ustać np. zderzenie z szarżującym na wprost przeciwnikiem lub linią, stabilizuje pozycję w linii, która w danym momencie ma znaczenie, kosztem stabilności bocznej, która znaczenia nie ma bo z boku stoi nasz ziomek z podobnym okrąglakiem. Każda pozycja ma swoje mocne i słabe strony, modyfikacja postaw to osobne zagadnienie, podobnie jak modyfikacje pracy nóg wynikające z czynników terenu, różnic wysokości, używanego obuwia itd.

padamiec6

Jednym słowem temat rzeka, w którym o wiele większe znaczenie od akademickiej systematyzacji miały czysto osobiste preferencje. Mówiąc o np. walce wikingów, mówimy o czasach bez szkół, traktatów i systematyzacji czegokolwiek w temacie, odtwarzając styl walki analfabetów i samouków, zamieszkujących dość izolowane gospodarstwa w izolowanej części Europy, gdzie tradycję walki przekazywano w ramach bliskiej rodziny.

Patrząc na opisy źródłowe mówimy o czasach wielkiej improwizacji, w których dobrego wojownika poznawało się po umiejętności dostosowania się do sytuacji i radzenia sobie w sytuacji bez wyjścia za pomocą podstępu, oszustwa i naginania lub wprost łamania zasad. W świecie bez zasad, akcentowanie zasad jest aberracją i świadczy o niedostatecznym zrozumieniu epoki, zwyczajnie nie istniał jeden styl pracy nóg który można by było uznać za „prawidłowy”. W przyszłości poświęcę temu zagadnieniu osobny tekst. Mała próbka improwizacji pracy nóg w walce:

Bork zamachnął się na Gunnara, jednak ten uderzył halabardą w odpowiedzi tak mocno, że miecz wypadł Borkowi z dłoni. Wtedy zauważył Thorkela po swojej drugiej stronie w dystansie umożliwiającym trafienie. Gunnar przeniósł cały ciężar na jedną stopę i szerokim zamachem miecza trafił w kark Thorkela ścinając mu głowę. (Brennu-Njáls saga)

A tutaj cytat odnośnie wpływu terenu:

Freystein następnie odwrócił się w stronę skały. Steinthor powiedział mu aby nie uciekał jeśli nie został ranny. Freystein odwrócił się by odeprzeć atak I walczyli dzielnie jednak Steinthor był zagrożony ześlizgnięciem się z lodowego bloku który był zarówno mokry jak i śliski, podczas gdy Freystein stał pewnie mając raki na butach, zadając uderzenia częste i mocne. Pojedynek skończył się gdy Steinthor ciął Freysteina powyżej bioder rozcinając go na pół. (Eyrbyggja saga)

13. Miejsce treningu

O tym, że ma wpływ na pracę nóg i charakter walki, chyba nikogo przekonywać nie trzeba, warto jednak zwrócić uwagę, że nie trenujemy na sali. Nigdy tego nie robimy i nie planujemy, ponieważ sala i kontrolowane środowisko uczy złych nawyków w realnej walce. Trenując na zewnątrz musisz uważać na dołki, kamienie, gałęzie, drzewa i korzenie, że nie wspomnę o psich odchodach itp. niespodziankach. Kontrola terenu uczy kontroli otoczenia i przestrzeni, uczy dobrych nawyków walki w rzeczywistych warunkach, uczy automatyzmu reakcji i dostosowywania akcji do warunków zmiennej przyczepności zarówno w obronie, jak i w ataku, uniemożliwia też przesadne zachowania. Opcją optymalną jest tu trenowanie na bosaka, czego niestety nie robimy, z uwagi na „poziom zakasztanienia” parku w którym trenujemy, natomiast zalecam taki trening jeśli tylko macie możliwość ;)

14. Uzbrojenie ochronne

Z założenia trenujemy tak, aby symulować walkę w bardzo lekkim lub żadnym opancerzeniu, stosowanie rozwiązań znanych z DESW to umożliwia, jak widać stosowanie opancerzenia z epoki niewiele zmienia zarówno w stylu walki jak i w jej dynamice, natomiast wymaga znacznie więcej uwagi i zwiększa ryzyko kontuzji, eliminując przy okazji bardzo istotne strefy trafienia (twarz) szczególnie przy walce w otwartych hełmach.

Maski są atestowane, dodatkowo są obudowane centymetrową styrogumą, są wyposażone w ochronę karku (obecnie obie maski mają sztywną ochronę), dodatkowo w mojej masce rozmiaru 3 używam kaptura wytłumiającego, który normalnie zakładam pod hełm. Dzięki temu mogę przyjmować na głowę również uderzenia toporem. Dodawanie pchnięć do walki wymaga oczywiście uzupełnienia uzbrojenia o plastron, spowodowało też konieczność przerobienia białej przeszywanicy i dodanie skórzanej łaty chroniącej szyję. Rękawice opiszę w oddzielnym artykule, jak widać na filmie stosuję wiele rozwiązań. Do ochrony nóg i stawów osobiście używam ochraniaczy taktycznych policji brytyjskiej, które są tanie, lekkie, nie ograniczają ruchów, a zapewniają bardzo dobrą ochronę również w bocznej płaszczyźnie kolana.

Ogólnie w uzbrojeniu historycznym walczymy rzadko, bo używanie historycznego sprzętu uniemożliwia rekonstruowanie historycznych metod walki, gdzie najskuteczniejsze ataki kierowane są w najsłabiej chronione strefy.

15. Odnośnie części teoretycznej filmu i zliczania trafień

Na filmie analizuję nagrania treningowe. Tylko tyle i aż tyle. Tylko tyle, dlatego że nie jest to podręcznik ani studium całościowe tematu, aż tyle. dlatego że zestawienia, których użyłem, mają w założeniu mniej więcej pokazywać kierunek w którym idę z projektem i zgodność kierunku z historycznymi realiami.

Zasady walki, które w filmie akcentuję stanowią warte podkreślenia dość ogólne wytyczne, którymi moim zdaniem walka wczesnośredniowieczna się rządziła, zliczanie trafień ma na celu pokazanie zgodności tego co robimy z celem walki realnej tj. eliminacją przeciwnika w szybki i skuteczny sposób, samemu unikając trafienia.

Najważniejsze w walce to przeżyć i nie zostać zranionym, w drugiej kolejności zabić przeciwnika lub wyeliminować zagrożenie z jego strony, w trzeciej kolejności zaś skończyć walkę będąc zdolnym do kolejnej (z nieuszkodzoną bronią, minimalnym zmęczeniem).

Odpowiednia technika jest środkiem do osiągnięcia tych celów, nie stanowi natomiast celu sama w sobie i powinna być elastycznie dopasowywana do kontekstu i sytuacji. Czym innym jest mapa, czym innym terytorium, czym innym menu, czym innym posiłek, czym innym idealna technika opisana w źródle (nawet jeśli ją mamy, a zwykle nie mamy), czym innym realne jej wykorzystanie w ciągu ułamka sekundy który decyduje o Twoim życiu lub śmierci. Rozwojowi prawidłowej techniki służą treningi zadaniowe i treningi indywidualne, to co widać na filmie to pełnokontaktowy sparing, z natury rzeczy nie służący bezbłędnej technice.

A teraz zapraszam na film :)

Trening cięć mieczem wczesnośredniowiecznym

poniedziałek, 24 Sierpień 2015

Witajcie po kolejnej długiej przerwie!

Wakacje w pełni (kto ma ten ma, ja nie mam ;), pogoda dopisuje aż za bardzo, „żar leje się z nieba”, cytując klasyka. W takich to pięknych okolicznościach przyrody, zdarzył mi się wyjazd na działkę pod Olsztyn i wreszcie miałem odpowiedni czas i miejsce, na przeprowadzenie treningu cięć. Niestety ta forma treningu musi odbywać się w dość kontrolowanych warunkach, wymaga pewnego zaplecza, więc w Warszawie nie za często mam okazję się tak bawić. Jeśli już to na o wiele mniejszą skalę.

Uzupełniam właśnie kolekcję broni o kolejne, ostre egzemplarze. Jestem właśnie w ostatniej fazie ostrzenia trzynastowiecznego miecza w typie XIV, o czym na pewno jeszcze będziecie mieli okazję poczytać, a tymczasem postanowiłem pobawić się moim wczesnośredniowiecznym mieczem produkcji Maciejki, który do cięcia butelek nadaje się perfekcyjnie.

Film pokazuje praktycznie cały trening z wyciętą nudą, od razu przepraszam za jakość zdjęć z drugiej kamery. Wina „czynnika białkowego” w mojej osobie ;) Sprzęt nowy i niestety nie wyczułem jeszcze jak szeroki kąt obejmuje obiektyw, okazało się że ustawienie kamery o 1,5 m od celu to zdecydowanie za daleko.

Na treningu ściąłem ponad 60 butelek. Trochę eksperymentowałem, trochę testowałem, sporo zmieniałem zwłaszcza w ustawieniu dłoni i chwycie miecza. Starałem się pracować głównie nad tym aby cięcia zadawane były pod odpowiednim kątem i z maksymalną siłą przy okazji, chodziło o potężne przełamujące ataki, dalekie od tego co uznaje się za trafienie w walkach sportowych itd. Ten nadmiar siły w rezultacie niewielkiego oporu celu dodawał mi sporo bezwładności, zamierzonej, ale widocznej czasami w zachwianiach postawy po wykonanej akcji, co zwyczajnie jest trudne do uniknięcia.

Tak więc zapraszam do oglądania, jeśli się podobało udostępniajcie, likujcie, subskrybujcie kanał.

Nowe wpisy na budce już niedługo :)

social-inside-youtube-icon

Krok po kroku – Jak wykonać pochwę do miecza

niedziela, 24 Maj 2015

Jak zapewne zdążyliście zauważyć w mojej kolekcji przybyło ostatnio kilka mieczy, a że miecz bez pochwy jest o połowę mniej wart (jak przekazują nam frankijskie źródła), zatem do dzieła.

Krok pierwszy – źródła

W tym artykule mówię o pochwach konkretnie ale ta uwaga tyczy się wszystkich możliwych zagadnień w rekonstrukcji. Zanim cokolwiek zrobisz, zanim kupisz poszukaj źródeł na temat tego co chcesz zrobić. Historyczność wiele osób postrzega jako upierdliwość skutkującą ciągłym wymienianiem sprzętu, tymczasem rzeczy historyczne zwyczajnie… są historyczne. Dziś, jutro, za 10 lat jeśli zrobisz coś na podstawie zachowanych zabytków i źródeł będziesz miał drogi czytelniku święty spokój.

O tym elemencie, czyli źródłach właśnie, powstanie oddzielny tekst który właśnie się pisze, dlatego aby nie dublować, tutaj zajmę się tylko i wyłącznie kwestią wykonania pochwy i postaram się w możliwie łopatologiczny sposób pokazać wszystko krok po kroku.

Generalne zasady konstrukcyjne pochew pozostają bardzo podobne na przestrzeni wieków, to co ulega modyfikacjom to sposób mocowania pasów na pochwie. Co jest istotne – proste rozwiązania bywają stosowane bardzo długo, mnogość rozwiązań konstrukcyjnych w tym wypadku jest niemal tak duża jak ilość możliwych do wyobrażenia opcji, więc większość kombinacji jest historyczna.

f6661f3efdaa38c7b61632f9a80b82f2

Krok drugi - materiał

Z tego co nam o temacie wiadomo pochwy średniowieczne były sztywne, wykonywane z drewna i zazwyczaj bardzo cienkiej skóry (najczęściej koziej lub owczej), czasami dodatkowo używano płótna lnianego najwyższej jakości samodzielnie lub jako dodatkowej warstwy pod skórą. Do konstrukcji używano też naturalnych klejów – w grę wchodzi skórny, rybi i kazeinowy. Moje pochwy wykonałem z listewek olchowych o grubości 1 cm, szerokości 7 cm i długości ok 100 cm, które rzecz jasna poprzycinałem na wymiar przed obróbką, całość kryta jest 0,5 mm miękką i wytrzymałą skórą i szyta naturalną dratwą lnianą. Pasy wykonane są z 2 mm skóry bydlęcej, całość impregnowana jest na gorąco olejem lnianym (wstępnie) oraz pastą mojej produkcji na bazie oleju lnianego i wosku pszczelego na gorąco (dla wzmocnienia i utrwalenia impregnacji).

Zastanawiałem się w toku produkcji nad użyciem dodatkowych warstw konstrukcyjnych – dodanie wyściółki filcowej byłoby dobre pod tym względem, że zawarta w wełnie lanolina zabezpiecza głownię przed rdzewieniem, dodanie dodatkowej warstwy klejonego lnu od zewnątrz wzmocniłoby konstrukcję. Z tego pierwszego zrezygnowałem ponieważ wymagałoby to głębszego żłobienia co mogłoby się niekorzystnie odbić na wytrzymałości (listewki już miałem). Dodatkowo gdyby pochwa mocno zamokła wilgoć może w takiej pochwie długo się utrzymywać. Z lnu zrezygnowałem bo uznałem że nie jest niezbędny – tylko raz zdarzyło mi się złamać pochwę drewnianą i to w sytuacji podobnej do ilustracji poniżej ;)

296

ONB Han. Cod. 2554 Bible Moralisee, Österreichische Nationalbibliothek, Paryż Francja, 1225-1249 r.

Krok trzeci – narzędzia

Do wykonania pochwy wystarczy następujący zestaw:

- coś do zaznaczania na drewnie – czarny długopis lub ołówek będzie ok, od bidy starczy kawałek węgla drzewnego

- piła – w zasadzie jakakolwiek jednak przy cięciu desek tak cienkich najlepiej postarać się o piłę o drobnych ząbkach – linia cięcia jest wtedy delikatniejsza i mniejsze jest ryzyko odłupania się drzazg

- ostry nóż – może być zwyczajnie nóż tapicerski

- ostre duże nożyczki

- płaskie dłuto o szerokości max 1,5 cm

- pobijak, bardzo ewentualnie młotek (ale młotkiem gorzej się pracuje i niszczy rękojeść dłuta)

- gruby i średni papier ścierny

- duże klamry papiernicze – przynajmniej 3-4 sztuki i małe klamry papiernicze – 3-4 sztuki

- szydło (przy cienkiej skórze wystarczająca jest ostra igła do skóry)

- porządna igła, najlepiej do skóry, i dratwa lniana

- kombinerki (pomagają przy przeciąganiu nici, nie są absolutnie niezbędne, zależy w jakim materiale pracujesz)

- kawałek wosku do woskowania nici

Dodatkowo rzeczy potrzebne do impregnacji np. naczynie do podgrzania oleju, szmatka lniana itd.

Krok czwarty – wstępne przygotowanie

1. Zaczynamy od przycięcia desek. W tym celu przycinamy obie deski z jednej strony tak aby był idealny kąt prosty – to jest nasza baza pomiarowa, w tym miejscu pochwa będzie miała wejście.

2. Odrysowujemy na jednej z desek nasz miecz przykładając go tak aby idealnie pasował, następnie wokół tego obrysu na oko zaznaczamy dodatkowy obrys pochwy – osobiście dodałem ok 1 cm

3. Przycinamy deskę do rozmiaru aby łatwiej się obrabiało, ostrym nożem obrabiamy deskę zgrubnie tak aby zostawić tylko to co ma być naszą pochwą

4. Przykładamy to co otrzymaliśmy do drugiej deski i odrysowujemy. Tu ważna uwaga – może się zdarzyć, że będziecie pracowali z deskami które nie są idealnie proste. Paczenie się drewna to rzecz naturalna więc jeśli deski są mniej więcej proste nie ma się czym przejmować, jednak jeśli mamy taką możliwość deski powinniśmy złożyć ze sobą tak aby ich krzywizny nie układały się w tę samą stronę. Wyobraźcie sobie dwa łuki złożone cięciwami tak aby powstał łuk obustronny. Co to daje? To, że przy tym ułożeniu po sklejeniu lub obciągnięciu skórą siły będą się wzajemnie równoważyć – pochwa będzie prosta i nie będzie się paczyła. Siły działające przeciwstawnie dają nam więc korzyść :) Jeśli czas nas nie goni po wycięciu obu połówek (punkt 5) można ścisnąć je klamrami i zostawić na jakiś czas w pozycji pionowej.

5. Wycinamy drugą połówkę pochwy, zaznaczamy linię od sztychu na obu połówkach i składamy je punkt do punktu, sprawdzamy czy wszystko jest w miarę OK, jeśli tak odrysowujemy miecz na drugiej połowie pochwy.

Niestety tego etapu nie mam udokumentowanego bo na pomysł napisania artykułu wpadłem dopiero po nim ;)

Krok piąty – obróbka drewnianego wkładu

1. Bierzemy ostry nóż i po linii odrysu ostrza miecza wcinamy się pionowo na ok 2 mm na całej długości. Następnie od wewnątrz wcinamy się pod kątek ok 45 stopni 2-3 mm obok. Powinien powstać rowek wyznaczający krawędź pochwy.

2. Następnie tym samym ostrym nożem robimy wzdłużne nacięcia na całej szerokości pod głownię miecza. To ułatwia później zbieranie materiału, nie jest to konieczne.

3. Zaczynamy dłutowanie. W zasadzie każda metoda jest dobra ale najefektywniej i najbezpieczniej robić to tak jak widać. Systematycznie zbieramy materiał na głębokość ok połowy grubości głowni. Pamiętajcie o uwzględnianiu linii słojów! Jeśli wbijając dłuto zauważacie że działacie za głęboko najpewniej oznacza to, że linie włókien idą wgłąb materiału, w tej sytuacji odwracacie element i dłutujecie od drugiej strony.

4. Wyrównujecie rowek na głębokość aby było OK, szlifujecie dodatkowo papierem ściernym, następnie przykładacie miecz. Jeśli robiliście dokładny odrys dobrze jest w tym etapie raz jeszcze użyć ostrego noża i nadciąć ok 1 mm zapasu aby minimalnie poszerzyć miejsce na miecz.

6. To samo robicie z drugą połówką.

7. Składacie połówki do kupy, zaciskacie klamrami obie części tak aby do siebie dokładnie przylegały i wkładacie miecz. Jeśli pasuje to super, jeśli jest za ciasno najlepiej wkładać miecz powoli, zdiagnozować na jakiej mniej więcej wysokości trzeba podszlifować pochwę i powinno być OK. W idealnie dopasowanej pochwie miecz siedzi nieruchomo, nie ma luzów, jednocześnie powinien wychodzić z pochwy z minimalnym oporem (filmik poniżej). Gdyby okazało się że przycięliście za bardzo można minimalnie podszlifować te elementy pochwy które się stykają aby tym samym zwęzić otwór ale unikajcie tego za wszelką cenę bo bez odpowiedniej wprawy trudno jest to zrobić równo, no chyba że dysponujecie większym zapleczem narzędziowym.

8. OK, mamy już dwie połówki – teraz czas zgrubnie obrobić je od zewnątrz. Najłatwiej użyć ostrego noża do szybkiego usunięcia większości niepotrzebnego materiału. Pamiętajcie o liniach słojów tak jak w punkcie 3!

9. Dopasowujecie raz jeszcze wszystko na ściskach, sprawdzacie czy wszystko jest OK, jeśli tak kleicie obie połówki. Zaraz po złożeniu połówek i zaciśnięciu włóżcie miecz do pochwy aby upewnić się że nic się nie przesunęło.

10. Po odczekaniu czasu potrzebnego na sklejenie szlifujecie całość papierem ściernym. Mamy już wewnętrzny wkład do pochwy, czyli najbardziej pracochłonna część roboty za nami :)

11. Przed obszywaniem drewniany wkład do pochwy można dodatkowo zaimpregnować – osobiście tego nie robiłem ale to na pewno nie zaszkodzi :)

 

 

Krok szósty – obszywanie pochwy

1. Przykładamy pochwę do skóry i wycinamy odpowiednio duży kawałek. Odpowiednio duży czyli taki aby od dołu było jeszcze ok 2-3 cm zapasu, aby od góry był jeszcze dodatkowo 1-2 cm (chyba że skóra z pochwy ma być trochę wydłużona wtedy trzeba to doliczyć). Boczna szerokość powinna z każdej strony mieć ok 1,5 cm nadwyżki aby dało się ją wygodnie złapać klamrą i naciągnąć przy obszywaniu.

2. Zakładamy klamry pilnując aby linia szycia wypadała na środku. Skórę przed szyciem można namoczyć – powinna być wilgotna, nie mokra. Podczas szycia można użyć gąbki aby zapobiegać wysychaniu. Osobiście tego nie robiłem.

3. Odnoście szwu – osobiście preferuję szyć za igłą, wiele osób (zwłaszcza mających małe doświadczenie w szyciu) będzie preferowało szew na dwie igły. Ten pierwszy jest szybszy, ten drugi łatwiej ściąga skórę i łatwiej w nim o utrzymanie równego ściegu. Pamiętajcie o nawoskowaniu nici – wystarczy przeciągnąć ją kilka razy przez kawałek wosku.

4. Osobiście obszywanie zaczynam od dołu pochwy, od miejsca w którym szerokość pochwy zaczyna być w miarę równomierna. Od tego miejsca zakładam 2-3 szwy w górę, a następnie zmieniam kierunek i szyję w dół pochwy dbając o mocne naciągnięcie skóry. Dzięki temu otrzymujemy bez większych problemów bardzo dobre i ścisłe dopasowanie.

5. Dalsze szycie jest już normalne – dojeżdżamy do końca pochwy, później wracamy szwem powrotnym. Co bardzo ważne, trzeba pamiętać o ściąganiu nici zgodnie z linią szycia, a nie w bok. Dzięki temu minimalizujemy naprężenia boczne, co w przypadku skóry cienkiej jest ważne bo unikamy rozrywania skóry.

6. Po zakończeniu szycia obcinamy nożyczkami nadwyżkę skóry nad szwem. Dzięki użyciu nożyczek można ciąć blisko szwu minimalizując ryzyko jego uszkodzenia, ostrym nożem oczywiście można zrobić to samo ale wystarczy mały błąd aby powstał spory problem ;)

 

 

7. Wykonujemy wstępną impregnację pochwy – w moim wypadku olejem lnianym (na trzy pochwy zużyłem 200 ml oleju).

Krok siódmy – paski

UWAGA!

Zanim zaczniecie robić nacięcia zastanówcie się 4 razy. Najlepiej róbcie je w miarę oplatania pochwy, tylko wtedy wszystko będzie idealnie wymierzone. Pospiech na tym etapie to najgorszy doradca.

1. Wycinamy proste pasy skórzane o określonej szerokości – odnośnie długości – lepiej wyciąć długi i skrócić niż za krótki. Na skomplikowany oplot potrzeba całkiem sporo materiału, ale pas jest dzielony na dwie części – 2 kawałki o długości 120 cm powinny być wystarczające dla większości ludzi. Trzeba też pamiętać o doliczeniu materiału na wiązanie jeśli decydujemy się na użycie tego wzoru.

2. Rozcinamy pasy wzdłużnie aby wykonać oplot. Co istotne nie robimy prostego cięcia na pół ale wycinamy ze środka pasek o szerokości kilku mm aby powstałe cieńsze paski lepiej się układały. Na tym etapie nie wykonujemy jeszcze rozcięcia do wiązania – lepiej zrobić to na końcu po przymierzeniu pochwy, będzie wiadomo jak głęboko ciąć.

3. Wykonujemy nacięcia i oplot element po elemencie tak jak widać na zdjęciach. Robimy serię pionowych nacięć i przeciągamy przez nie górny rzemień górnego pasa. Odwracamy pochwę na drugą stronę i wykonujemy jeszcze 4 ostatnie nacięcia pionowe. Przeplatamy rzemień i rozcinamy go wzdłuż na odcinku pomiędzy szlufkami. Przekładamy górny rzemień pod spodem niego samego i przeplatamy go górą przez rozcięcie które wykonaliśmy przed chwilą. Odwracamy pochwę na drugą stronę. Mamy już górny oplot. Teraz krzyżujemy obie części górnego pasa z przodu, mierzymy gdzie wypada rozcięcie i wykonujemy 2 równoległe nacięcia w skórze pochwy wzdłuż kierunku ułożenia dolnego rzemienia. Rozcinamy go tak aby przełożyć powstałą szlufkę przez środek rozcięcia. Na tym etapie trzeba być bardzo ostrożnym. Do wyciągnięcia i przytrzymania przeplotu warto użyć igły albo kawałka nici. Przeplatamy górny rzemień przez szlufkę nad dolnym rzemieniem i odwracamy pochwę na drugą stronę. Wykonujemy prostopadłe nacięcia w pochwie i 4 prostopadłe nacięcia w dolnym pasie mieczowym. Nacięcia muszą być tak dopasowane aby dało się przez nie wykonać przeplot. Rzemienie z górnego pasa przechodzą od góry przez drugi pas następnie przez skórę pochwy na krzyż i znów przez skórę pochwy i dolną połowę pasa od dołu. Odwracamy pochwę i pozostałe kawałki rzemieni zwężamy tak aby dały się związać w ciasny supeł. Wykonujemy jeszcze po 2 nacięcia z każdej strony pochwy aby przepleść rzemienie, następnie wszystko związujemy. Drugi pas wystarczy zszyć ciasno przy pochwie.

4. Przymierzamy całość w najgrubszym pancerzu jaki mamy, sprawdzamy czy nie trzeba skrócić pasków (zawsze trzeba zostawić trochę nadwyżki). Następnie przymierzamy po raz drugi, tym razem na koszulę i sprawdzamy jak głęboko należy wzdłużnie rozciąć pasek.

5. Do zapinania pochwy można użyć odpowiedniej klamry lub (bardzo popularnego zwłaszcza od XII w.) wiązania rzemieni rozciętego dolnego pasa w tzw. „jaskółczy ogon”. Co ciekawe analizując ikonografię można łatwo przekonać się, że najpewniej istniał jeden ustalony sposób wiązania pasa mieczowego obowiązujący przez wiele stuleci, stosowany przez miłośników „jaskółczego ogona”.

386

BL Additional 17687 B The Massacre of the Innocents, British Library, Niemcy, 1240 r.

Krok ósmy – impregnacja

Tak jak wcześniej wspominałem impregnację można wykonać na kilku etapach. Osobiście do wstępnej impregnacji używam rozgrzanego oleju lnianego. Wlewam go zwyczajnie do niewielkiego garnuszka, rozgrzewam na małym ogniu przez dosłownie 1-2 minuty (olej nie może mieć temperatury wrzenia, bardzo łatwo może się zapalić!). Następnie kawałkiem lnianej szmatki lub pędzlem nanosimy impregnat 2-3 razy i odstawiamy do wyschnięcia. Elementy drewniane warto odstawić minimum na godzinę, skóra przyjmuje i wchłania impregnat prawie natychmiast ale też warto odczekać chwilkę aby olej dobrze się wchłonął.

Przed impregnowaniu skóry zawsze warto poeksperymentować na małym ścinku aby sprawdzić jak zmieni się kolor i właściwości skóry po impregnacji. Trzeba pamiętać o tym, że jeśli już położymy olej, skóra nie wchłonie np. brązownika który mógłby wzmocnić kolor. Na ostatnich zdjęciach widać przy okazji jak różne odcienie i kolory można uzyskać stosując tylko i wyłącznie impregnowanie naturalne, różnicując ilość warstw i temperaturę. Wszystkie pochwy zostały wykonane z tej samej skóry, podobnie jak pasy obu późniejszych mieczy, mimo tego różnica jest radykalna i oczywiście efekt był zamierzony :)

Po wstępnej impregnacji olejem wykonujemy dodatkową impregnację pastą na bazie oleju lnianego i wosku. Po zaimpregnowaniu pochwa jest gotowa.

Pastę taką można wykonać samodzielnie w bardzo łatwy sposób.

UWAGA!

Robiąc cokolwiek z gorącym woskiem i olejem trzeba bardzo uważać. Osobiście używam rękawic spawalniczych i nie jest to przesadna ostrożność.

1. Bierzemy garnek i napełniamy go wodą, stawiamy na małym ogniu.

2. W garnku umieszczamy mały słoik do którego wrzucamy wosk (dzięki temu od razu mamy pojemnik, więc słoik powinien mieć zakrętkę). Całość podgrzewamy – dzięki użyciu 2 garnków wosk się nie przypali tylko roztopi.

3. Do wosku ostrożnie dolewamy olej lniany. Co do proporcji – tu wszystko zależy od naszych celów. Dobra pasta ma konsystencję kremu i taką proporcję uzyskamy dodając ok 2 części oleju na 1 część wosku (ogólnie więcej oleju niż wosku). Jeśli proporcje będą równe pasta będzie dość twarda i będzie wymagała podgrzania przed zastosowaniem.

4. Przez chwilę mieszamy wszystko podczas podgrzewania, później zdejmujemy impregnat i mieszamy podczas stygnięcia. Trochę to potrwa, nie trzeba mieszać cały czas ale dobrze jest całość zabełtać co najmniej kilkanaście razy aby olej i wosk się nie rozdzieliły. Po ostygnięciu pasta jest gotowa :)

Przed użyciem dobrze jest pastę lekko podgrzać aby lepiej się wchłaniała (zwłaszcza jeśli pasta którą ma stałą twardą konsystencję), zwykle wystarczy przez chwilkę pobawić się zapalniczką. Bierzemy szmatkę i nakładamy impregnat rozsmarowując cieniutką warstwę, później warto jeszcze całość przetrzeć szmatką lnianą z grubego siermiężnego lnu aby usunąć nadmiar i wydobyć połysk.

Pasta tego typu idealnie nadaje się do impregnacji skóry, zwłaszcza elementów pracujących mechanicznie np. butów. jako dodatkowy składnik można użyć lanoliny. Jest ona dostępna w niektórych aptekach stacjonarnych, bez problemu można ją dostać w sklepach półproduktami do kosmetyków.

Krok dziewiąty – czas potrzebny na wykonanie pochwy

Czasy tu podane odnoszą się do wykonywania trzech pochew. Teoretycznie mógłbym podzielić czas przez 3 ale pochwy miały różne rozmiary więc podam czas zbiorczy. Rzecz jasna uwzględniam tylko rzeczywistą robociznę (bez czasu spędzonego na szukaniu źródeł), przy wykonaniu pochew nie użyłem jakichkolwiek elektrycznych narzędzi. Osobiście wolę sobie na spokojnie dłubać :)

- wstępna obróbka – ok 2 h

- obróbka drewnianego wkładu – ok 12 h

- klejenie – zależny od typu kleju – wstępne sklejenie umożliwiające pracę mamy już po ok 1-2 h, dla pewności zwykle dobrze odczekać 12 h

- obszywanie pochwy – ok 6 h

- wykonanie pasków – ok 4 h

- wykończenie i impregnacja – ok 1 h

Ogólnie średnio wprawna osoba jedną pochwę jest w stanie wykonać w jeden dzień.

Krok dziesiąty – wszystko świetnie się udało, zobaczmy jak całość się prezentuje.

Konstrukcji pasów u wikinga nie omawiam bo jest prosta jak budowa cepa ;) W jego wypadku zastosuję zapięcie na klamrę kutą D-kształtną.

Indywidualny Trening Uderzeń

niedziela, 26 Kwiecień 2015

Witajcie po długiej przerwie!

Korzystając z okazji małe ogłoszenia parafialne. Ostatnimi czasy zajęty jestem jeszcze bardziej niż zwykle dlatego wiele artykułów, które planowałem napisać już dawno trochę się ślimaczy. Na szczęście już chyba wychodzę na prostą i w najbliższym czasie możecie spodziewać się całkiem sporej ilości nowości. Będzie trochę o roli Internetu w rekonstrukcji, będzie artykuł o pochwach mieczowych wraz z bogato ilustrowanym tutorialem jak takową pochwę popełnić samodzielnie, dwa kolejne teksty już stoją w kolejce, o nich na dziś nie powiem nic ponad to, że mogą znów sporo namieszać ;) Stay Tuned!

W międzyczasie, korzystając z pięknej wiosennej pogody, wybrałem się do parku pomachać trochę moimi mieczami. Nagrywam ostatnio prawie wszystkie treningi w których uczestniczę, a że tym razem nagranie wyszło całkiem niezłe, zdecydowałem się je udostępnić szerszej publiczności. Film jest bardzo długi, ale postanowiłem go nie kroić aby pokazać intensywność treningu i jego rzeczywistą długość, mam nadzieję że z dodanym pokazem muzycznym da się to oglądać ;)

Za wszelkie uwagi, również krytyczne, będę wdzięczny, chciałbym jednak abyście pamiętali, że film ten nie był nagrywany z myślą o publikacji, sam zaś trening koncentruje się na zadawaniu uderzeń z maksymalną efektywną siłą, mniej się tu zatem koncentruję np. na pracy nóg, zmianach kierunków działań szermierczych etc. Osobiście wolę to kroić na mniejsze treningi zadaniowe.

Jeśli odzew na film będzie pozytywny jest szansa, że zacznę kręcić więcej, a na pewno będzie co pokazać! Niedługo moja kolekcja mieczy wzbogaci się o dwa kolejne, tym razem ostre egzemplarze, a moje możliwości techniczne uzupełni kamera z funkcją slow motion do 240 fps.

Specyfikację techniczną mieczy jednoręcznych użytych w tym filmie znajdziecie TUTAJ, specyfikacja techniczna federa znajduje się na stronie PRODUCENTA.

Oglądajcie, komentujcie, subskrybujcie!

social-inside-youtube-icon

 

Top 10 profesjonalnych kanałów o DESW na YouTube

wtorek, 23 Grudzień 2014

Koniec roku za momencik, święta jeszcze bliżej. Można oczywiście spędzić je w siedząc na kanapie oglądając po raz 50 Kevina na Polsacie, ale można też czas ten spożytkować w trochę sensowniejszy sposób. Skoro już i tak będziemy jedli, pili i zajmowali się świątecznym obżarstwem można wcinając pierogi zajrzeć w kilka fajnych miejsc na YouTube :)

Poniższe zestawienie dotyczy tylko kanałów profesjonalnych. Profesjonalnych tzn. prowadzonych przez osoby o powszechnie uznanej reputacji, związane z powszechnie uznanymi organizacjami lub oficjalne kanały tychże organizacji. Jednym słowem – wielu kanałów powszechnie znanych tu nie ma i jest to celowe, znajdą się w kolejnym zestawieniu ;)

Przyporządkowując miejsca brałem pod uwagę to jak wiele mi osobiście udało się zyskać dzięki oglądaniu danego kanału, co za tym idzie najważniejsze elementy decydujące o miejscu to ilość materiałów, ich tematyka i wartość praktyczna, oznacza to również że wszystko w tym zestawieniu jest absolutnie subiektywne ;)

1. Scholagladiatoria

 

  • 44,908 subscribers
  • 5,572,868 views

 

Mój absolutny numer 1, prawdę mówiąc rzadko kiedy jem kolację bez gapienia się w uśmiechniętą gębę Matta Eastona ;) Jest to o tyle łatwe, że zwykł on publikować kilka filmów tygodniowo w związku z czym na kanale wisi niesamowita ilość materiałów. Nie sztuką jest pójść w ilość, sztuką jest ilość łączyć z jakością. Matt wypracował bardzo fajną formułę łapania nowych tematów do swoich filmów polegającą bardzo często na komentowaniu komentarzy i prostowaniu przeinaczeń z którymi w komentarzach się spotkał. Zdecydowanie jest ekspertem którego warto posłuchać ponieważ wiedzę praktyczną i teoretyczną łączy w jedną spójną całość. Archeolog z wykształcenia, zajmujący się HEMA od 1997 r. w teorii i praktyce, organizator FightCamp, kolekcjoner i handlarz bronią białą. Ciężko byłoby o lepszego eksperta w temacie. Matt udowadnia to zwłaszcza gdy bierze na warsztat tematy na pierwszy rzut oka banalne, które po rozłożeniu na czynniki pierwsze całą swą banalność tracą. Jeśli lubisz szukać przysłowiowego „diabła w szczegółach” to zdecydowanie jest to kanał dla Ciebie!

schola Youtube_logo-200x115

 

2. Roland Warzecha

 

  • 1,647 subscribers
  • 43,532 views

 

Tego pana większości czytelników tej strony zapewne nie trzeba przedstawiać, ponieważ jeśli ktoś interesuje się tematem walki wczesnośredniowiecznej i walki z użyciem miecza i puklerza według traktatu I.33 zapewne o Rolandzie słyszał. Spośród wszystkich kanałów w tym zestawieniu wymienionych ten najmocniej mieści się w moich osobistych zainteresowaniach badawczych. Obecnie Roland Warzecha całą swoją energię poświęca projektowi DIMICATOR, którego celem jest odtworzenie najwcześniejszych znanych elementów walki z użyciem tarcz różnego rodzaju, a to co robi dla mnie osobiście bardzo wysoko ustawia poprzeczkę, zwłaszcza że mówimy o instruktorze z kilkunastoletnim doświadczeniem, członku HEMAC, CFAA i dawnym instruktorze grupy Hammaborg. Kanał YouTube Rolanda dopiero się rozwija jednak już teraz można śmiało powiedzieć że wyznacza zupełnie nowy poziom nie tylko przez świetną merytorykę ale również jakość techniczną materiałów tam publikowanych. Nic dziwnego – Roland z zawodu jest ilustratorem.

dimicator Youtube_logo-200x115

 

3. Kuba Potocki

 

  • 910 subscribers
  • 286,415 views

 

„Nazywam się Kuba Potocki i lubię nakurwiać mieczem”. W tej jednaj krótkiej sentencji znajduje się w sumie cała idea kanału jako indywiadualnego projektu jednego ze scholarów ARMA-PL trenującego walkę mieczem od 2007 r. Mnie osobiście ten catchphrase bardzo odpowiada – świetnie pasuje do internetowego luźnego stylu komunikacji. Inicjatywa Kuby jak na polskie (a może i światowe) realia jest całkowicie unikatowa, już z samej tej przyczyny kanał na tej liście wypadałoby wymienić, wyjątkowy już w trochę szerszej skali jest sam projekt stworzenia całościowego kursu z zakresu indywidualnego treningu DESW dla początkujących – za to wielki szacun bo jest to naprawdę potrzebne :) Dodatkowo na kanale znajdziecie różnego rodzaju warsztaty, wykłady, filmy z treningów, zawodów etc. Przeczytane? Obejrzane? Fajnie. A teraz idźcie nakurwiać!

kuba Youtube_logo-200x115

 

4. Ilkka Hartikainen

 

  • 2,147 subscribers
  • 267,546 views

 

W tym wypadku nazwa kanału to przy okazji nazwisko prowadzącego. Ilkka Hartikainen specjalizuje się w fechtunku szesnastowiecznym ze szczególnym uwzględnieniem takich mistrzów szkoły bolońskiej jak Achille Marozzo i Antonio Manciolino. Fechtunek w tym okresie wzniósł się na wyżyny perfekcjonizmu jeśli chodzi o dopracowanie detali, technik i form walki dzięki zastosowaniu zasad matematyki i geometrii. Ilkka Hartikainen pod względem technicznym jest absolutnie niesamowity, osobiście zestawiając jego filmy z materiałem źródłowym mam odczucie jakby obrazy ożyły. Wypracowanie takiej dokładności i precyzji wykonywania technik wymaga lat treningu i żelaznej dyscypliny. Jest to jeden z tych kanałów których wartość jest o wiele wyższa niż ilość subskrypcji jakie otrzymały więc zdecydowanie zachęcam do oglądania i subskrybowania – z ogłoszeń na jego stronie i profilu FB wynika, że to  dopiero początek :)

marozzo Youtube_logo-200x115

 

5. EnglishMartialArts

 

  • 823 subscribers
  • 36,427 views

 

Sam kanał jest bardzo młody, natomiast prowadzi go całkiem stary wyjadacz - Martin „Oz” Austwick – założyciel English Martial Arts Academy, jeden ze współzałożycieli HEMAC, praktyk z prawie dwudziestoletnim doświadczeniem, ekspert zwłaszcza w dziedzinie boksu tradycyjnego i zapasów. Na kanale znajdziemy trochę informacji z tego zakresu, jednak większość nowych materiałów dotyczy walki mieczem z czasów elżbietańskich według szkoły angielskiej. Mocną stroną kanału jest podejście praktyczne i skoncentrowanie się na zagadnieniach istotnych w treningu, a także duże skupienie na detalach i łatwa do zrozumienia forma przekazywania wiedzy. Największym minusem jest jakość techniczna materiałów i specyficzna maniera prowadzącego która nie każdemu się spodoba ;) W każdym razie warto zajrzeć zwłaszcza, że kanał dopiero się rozkręca.

english Youtube_logo-200x115

 

6. learn-sword-fighting.com

 

  • 1,265 subscribers
  • 45,228 views

 

Ten kanał stanowi dopełnienie tego co prezentuje kanał TheRealGladiatores, prowadzą go Johannes Pelzer i Sven Baumgarten z grupy Gladiatores. O ile kanał TheRealGladiatores nastawiony jest na prezentowanie atrakcyjnych wizualnie materiałów promujących walkę bronią średniowieczną, o tyle ten jest świetnym zbiorem filmów instruktażowych w zakresie fechtunku mieczem długim według szkoły niemieckiej. Filmy prezentowane na kanale stanowią gotowe sekwencje ruchów i akcji i są świetną pomocą przy indywidualnym treningu. Tych filmów nie ma sensu oglądać siedząc wygodnie i zajadając pierogi, trzeba zwyczajnie iść nakurwiać ;) A jeśli ktoś naprawdę mieszka gdzieś daleko, nie ma szans dojeżdżać na treningi do żadnej z istniejących grup zajmujących się walką, lub zwyczajnie chciałby potrenować samodzielnie, na stronie istnieje możliwość wykupienia rocznego dostępu do 128 filmów za 123 euro – opcja zdecydowanie warta rozważenia choć sam z niej nie korzystałem więc ciężko mi w pełni ocenić wartość materiałów dostępnych po wykupieniu dostępu.

learn Youtube_logo-200x115

 

7. TheRealGladiatores

 

  • 7,701 subscribers
  • 2,005,880 views

 

Ten kanał trochę nie pasuje do reszty pod tym względem, że jego celem nie jest edukacja. Jest na nim zaledwie siedem filmów i pomijając jeden nowy, dodany dwa tygodnie temu, inne pojawiły się tam 2-7 lat temu. Postanowiłem dodać go do tej listy z tej banalnej przyczyny, że kanał mimo tej niewielkiej zawartości jest niezwykle popularny, filmy te pokazują walkę średniowieczną w rewelacyjny sposób i jak dotąd, w mojej osobistej opinii, niewiele jest materiałów zdolnych im dorównać pod względem wizualnym. Jeśli ktoś szuka inspiracji do tego jak można prezentować dawne sztuki walki w atrakcyjny sposób to w tym miejscu powinien zacząć. Opracowanie jest autorstwa grupy Gladiatores, jednaj z większych niemieckich organizacji zajmujących się DESW z okresu XIV-XVII w.

gladiatores Youtube_logo-200x115

 

8. ARMAPolska

 

  • 148 subscribers
  • 10,786 views

 

Ten kanał subskrybuję nie z powodu unikatowego kontentu  ale z powodu bardzo wartościowych linków które się na nim pojawiają, no i trochę przez sentyment. Filmów na kanale jest zaledwie kilka, są to głównie krótkie klipy promocyjne. Fajnie by było gdyby znalazła się jakaś dobra i kompetentna dusza zdolna rozruszać kanał, ponieważ ciągle ilość dobrych polskich materiałów o DESW jest minimalna. Sam Kuba Potocki świata nie podbije, zwłaszcza że „nakurwia” co samo w sobie dla wielu jest kontrowersyjne. Nie ma lepszego miejsca aby dzielić się konkretną wiedzą i przesłaniem niż YouTube, zwłaszcza jeśli chodzi o docieranie do młodych odbiorców. Myślę też że nie ma lepszego miejsca na propagowanie DESW niż oficjalny kanał organizacji takiej jak ARMA-PL, trzeba to tylko wykorzystać :)

arma Youtube_logo-200x115

 

9. HEMA Instructor Nick Thomas

 

  • 4,965 subscribers
  • 1,302,499 views

 

Kanał tworzy Nick Thomas, jeden z dwóch braci prowadzących Academy of Historical Fencing, klub mający dwie filie w UK. Nie znajdziecie na nim praktycznie żadnych materiałów instruktażowych, natomiast 99% stanowią filmy ze sparingów z użyciem bardzo różnej broni. W ostatnim czasie Nick zamieścił wideo z informacją, że działalność kanału zostaje zawieszona. Zamiast jego indywidualnego projektu działa teraz zbiorczy kanał Academy of Historical Fencing, jednak jako że subskrybuje go dopiero 360 osób uznałem że lepiej będzie opisać tu kanał wcześniejszy.

academy Youtube_logo-200x115

 

10. LondonLongsword

 

  • 311 subscribers
  • 28,944 views

 

Kanał przynależy do The London Longsword Academy prowadzonej przez Davea Rawlingsa. Jeśli ktoś interesuje się walką w układzie miecza i puklerza prawdopodobnie słyszał o tym jegomościu w kontekście drugiego z jego projektów – grupy Boars Tooth, która to grupa wydała całkiem fajną serię filmów instruktażowych z interpretacją traktatu I.33. Kanał zawiera głównie walki, odrobinę filmów instruktażowych – warto przynajmniej raz przewertować zawartość.

london Youtube_logo-200x115

 

W3 2014 – filmowa relacja z imprezy

niedziela, 2 Listopad 2014

Jakiś czas temu wpadłem z aparatem na Warszawskie Warsztaty Walki i udało mi się zarejestrować większość imprezy. Rozpisywał się nie będę bo nie ma sensu, zwyczajnie zapraszam do oglądania nagrań na moim kanale YouTube. A jak się spodoba no to oczywiście likujcie, udostępniajcie, subskrybujcie, komentujcie :)

Dokładny plan, regulaminy walki itp. informacje znajdziecie na oficjalnej stronie imprezy:

 

Filmy z warsztatów:

 

Podobnie jak w roku ubiegłym na imprezie odbyło się Fechtschule, nieodmiennie cieszące się wielkim powodzeniem, którego sens najlepiej chyba oddaje cytat z regulaminu:

Bez walki o miejsce na podium, bez presji punktów, macie okazję skupić się na Sztuce.
Próbować technik których obawiacie się użyć w trakcie regularnych turniejowych walk.
Wyzwać na pojedynek tych, z którymi zawsze chcieliście się porównać. Pokazać Waszą
biegłość i zdobyć uznanie innych szermierzy. Fechtujcie czysto i honorowo, bawcie się przy
tym dobrze. Pamiętajcie jednak, że udział w „Fechtschule” to przywilej, a nie prawo.

 

Wszystkie warsztaty i Fechtschule odbywały się w sobotę, natomiast w niedzielę rozegrany został turniej długiego miecza:

 

Chciałem w tym miejscu również pogratulować świetnej organizacji i podziękować za fajnie spędzony czas, a osobom sentymentalnym przypomnę, że nagrywałem również turniej zeszłoroczny ;)

 

Życzę miłego oglądania i przepraszam za wszelkie techniczne niedociągnięcia. Sztuka operatorska i montaż to nie są rzeczy, którymi zajmuję się codziennie, sprzęt też mam mocno amatorski ;)

 

Dlaczego warto używać wiernych replik? Recenzja Porównawcza kilku mieczy jednoręcznych

sobota, 11 Październik 2014

Słowem wstępu

W ostatnich tekstach publikowanych na stronie odnosiłem się do wielu problematycznych elementów związanych z używaniem mieczy nieodpowiadających oryginałom. Temat omawiałem ogólnie, natomiast w tym tekście przekujemy ogół w konkret. Postanowiłem zrobić małe studium porównawcze mieczy, które osobiście posiadam koncentrując się nie tylko na elementach dotyczących wyglądu ale przede wszystkim na kwestiach technicznych i użytkowych, które dla mnie osobiście są najważniejsze.

Do porównania wybrałem pięć mieczy mieszczących się datowaniem w okresie wczesnego i pełnego średniowiecza, czyli w epoce walki w układzie miecza z tarczą z przeciwnikiem nieopancerzonym lub przeciwnikiem lekko opancerzonym (kolczuga, zbroja miękka). Dwa pierwsze miecze są najbliższe oryginałom, trzeci z wymienionych mieczy jest kombinacją oryginałów, nie jest zatem rekonstrukcją, jednak pod względem cech użytkowych doskonale mieści się w standardzie epoki, dwa ostatnie miecze są w moim posiadaniu od wielu lat i były kupowane w czasach gdy koncentrowałem się na walce rekonstrukcyjnej.

wszystkie wszystkie2

1. Rekonstrukcja miecza z sygnaturą +VLFBERHT+ z Rijksmuseum van Oudheden datowanego na 950-1000 r. – producent Maciej Kopciuch

Wymiary oryginału:

Typologia: Typ H wg. Petersena, głownia w typie 3 Geibiga o jednolitej grubości ok 0,5 cm
Waga: 1554 g
Długość całkowita: 99,6 cm
Szerokość głowni przy jelcu: 6,48 cm
Długość rękojeści: ok 10 cm
Rok odkrycia: 1983
Literatura i źródła zdjęć:

  • J. Ypey, Drei neuerworbene Waffen im Rijksmuseum van Oudheden: ein Ulfberht-Schwert, ein Katzbalger und ein Linkhanddolch, Żródło: Oudheidkundige Mededelingen uit het Rijksmuseum van Oudheden te Leden 66, 1986 s. 139-151.
  • http://www.myarmoury.com/talk/viewtopic.php?p=56574

 

Zdjęcia oryginału:

 peth.l100.ulfbertnoord-brabantlithnetherlands.allobjz_209 peth.l100.ulfbertforteinlaynoord-brabantlithnetherlands.9th.rol.avnsmall_178 peth.l100.ulfbertforteinlayreverse.noord-brabantlithnetherlands..9th.rol.avnsmall_331 peth.l100.ulfbert.noord-brabantlithnetherlandshiltjz_190 peth.l100.ulfbert.noord-brabantlithnetherlandshilt.jz_193 12030118_295 12030116_132 peth.l100.ulfbert.noord-brabantlithnetherlands9th.rol.avnsmall_192 12030119_146 10500558_443985139072176_5954673070458013709_n 10347410_443932482410775_5758333778422839285_n 12030115_245 11190138_749 10364045_429838710486819_7568711848717869080_n 10336779_429838853820138_2120646527508162375_n 10342951_437612243042799_1357964215675402836_n 10250295_429838683820155_6861702551719748898_n 10269523_429838687153488_8439471877836642446_n

Wymiary rekonstrukcji:

Długość całkowita: 94 cm
Długość głowni od jelca: 77,5 cm
Szerokość głowni przy jelcu: 5,5 cm
Długość zbrocza: 70 cm
Szerokość zbrocza przy jelcu: 2,5 cm
Długość jelca: 9 cm
Szerokość jelca: 3 cm
Wysokość jelca: 1,5 cm
Długość rękojeści: 9,7 cm
Waga: 1500 g (1430 g bez rękojeści)
Wyważenie: 15 cm od jelca
Punkt Uderzenia (COP): 56 cm
Materiał: głownia tępa – stal jednolita 54HRC, oprawa rękojeści – brąz i srebro, rękojeść – drewno i skóra
Dodatkowe uwagi: Miecz sygnowany obustronnie. Z jednej strony +VLFBERHT+ z drugiej IIIXXXIII – tak jak w oryginałach napisy są integralnym elementem głowni, są słabo dostrzegalne. Rekonstrukcja posiada głownię trochę krótszą i trochę węższą niż oryginał, celem było zbliżenie wagi tępego miecza do wagi oryginału. Brakuje srebrnego drucika ozdobnego między elementami głowicy, sam zdecydowałem że wolę go pominąć.

Zdjęcie rekonstrukcji:

 viking_rijksmuseum_02 viking_01A viking_rijksmuseum_01 DSC01183 10624769_714846731886488_3294338261895222356_n DSC01167 10660141_479254648878558_3351089655111732216_n porownanie 10628453_479254745545215_1496312878075315851_n 10592898_469492986521391_7532956646496382131_n 10599316_715424668495361_4557705569778928730_n 10606032_479254702211886_9196469514288454170_n 10570482_478713028932720_516167381910633574_n 10361567_469492983188058_8617716482139264041_n 10500558_443985139072176_5954673070458013709_n — kopia

Cechy użytkowe:

Siła tej broni jest porażająca, jest to pierwsze wrażenie jakie ma większość osób którym dawałem go do ręki. Naprawdę czuć że trzymamy w ręku broń, która w wersji ostrej byłaby idealna do zadawania potężnych krojących uderzeń z całego ramienia, zwłaszcza jeśli dodatkowo dołożymy krok do wykonywanej akcji. Użycie miecza z pełnym przyłożeniem siły nawet w wersji tępej i w hełmie stalowym z dobrym wytłumieniem mogłoby posłać na dechy niejednego kozaka ;)

W pierwszej chwili przesiadając się z o wiele lżejszych mieczy opisanych niżej czułem, że miecz jest dość ciężki. To wrażenie bardzo szybko zniknęło po kilkudniowym intensywnym treningu uderzeń. Jednocześnie mimo wagi nigdy nie miałem wrażenia, że ta broń jest w jakikolwiek sposób toporna, jest to ten typ broni która raz wprowadzona w ruch sama idealnie układa się w linii ataku, gdy nie zatrzymujemy cyrkulacji i nie stopujemy głowni bez potrzeby można nim zadawać bardzo szybkie uderzenia z różnych kierunków i uderzać kombinacjami. Tak naprawdę ze względu na masę nie jest konieczne przykładanie dodatkowej siły aby skutecznie atakować, wystarczy wprowadzić broń w ruch w odpowiednim momencie i w odpowiedniej linii aby osiągnąć efekt. Z tego właśnie powodu w walce tym mieczem nie koniecznie trzeba polegać na stosowaniu chwytu młotkowego, można zastosować stosunkowo lekki chwyt długi z dość luźno ułożoną dłonią, dzięki czemu głowica nie uwiera w nadgarstek.

Ciężko ocenić efektywność cięcia tą techniką bez testów z wykorzystaniem ostrej repliki o dokładnie takich samych parametrach, jednak jest to jedna z metod zdecydowanie wartych rozważenia, zwłaszcza że jej stosowanie w epoce jest dobrze udokumentowane. Na ten temat toczyła się gorąca dyskusja na forum MyArmoury, osobiście jestem zdania, że chwyt młotkowy w epoce był dominujący (mamy przytłaczającą przewagę ikonografii w której się pojawia), jednak chwyt długi stanowi bardzo dobre uzupełnienie repertuaru technik, zwłaszcza w sytuacji gdy zależy nam na maksymalizacji zasięgu w walce jeden na jeden.

Blokowanie takiej głowni w jakikolwiek sztywny sposób nie ma sensu nawet przy użyciu ostrza. W realiach prawdziwej walki z pełną siłą uderzenia ten miecz jest w stanie przełamać praktycznie każdą obronę tego typu, jestem absolutnie przekonany że wersja ostra byłaby w stanie bez trudu np. amputować nogę w udzie, co wielokrotnie pojawia się w opisach walki.

Ciasna rękojeść zapewnia fantastyczną pewność chwytu, głowica minimalnie przeszkadza przy operowaniu mieczem za pomocą chwytu młotkowego  jednak jest to mocno odczuwalne dopiero po ok 100 uderzeniach w szybkiej serii i to tylko w sytuacji stopowania ruchu, czego w realnej walce raczej się nie wykonuje. Miecz prowadzony ze sztywnym nadgarstkiem  sprawdza się fantastycznie jako broń przełamująca. Jedną z ciekawszych rzeczy jakie zauważyłem przy okazji treningu tą bronią jest jej zdolność do odsłaniania przeciwnika przez wybijanie tarczy, jednak jest to możliwe tylko wtedy gdy tarcza jest za ciężka (jedna z naszych treningowych jest całkiem toporna). Na pewno był to jeden z powodów dla których tarcze z epoki były raczej lekkie.

Niezwykły efekt użytkowy daje przełożenie palca wskazującego przez jelec. Miecz wtedy zaczyna zupełnie inaczej leżeć w dłoni. Ta niewielka zmiana chwytu zamienia twardą przełamującą głownię w finezyjne narzędzie które idealnie pracuje przy pchnięciach i lekkich akcjach nadgarstkowych. Chwyt długi jest możliwy do wykonania ale linię lepiej trzyma się z przełożeniem palca przez jelec. O przekładaniu palca przez jelec wiadomo od dawna ale dopiero zastosowanie tego w mieczu o odpowiedniej wadze i wyważeniu uświadomiło mi jak mocno ten detal warunkuje technikę.

Mieczem nie da się nijak wykonać chwytu kciukowego ponieważ jelec jest na tyle gruby i szeroki, że kciuk zwyczajnie odstaje od głowni, sama zaś budowa rękojeści sprawia, że stosowanie go jest utrudnione – przejście z chwytu młotkowego do kciukowego wymagałoby przestawienia całego ułożenia dłoni na rękojeści.

Reasumując – ten miecz to doskonała broń swoich czasów, potężny oręż bitewny idealny do walki w bliskim bitewnym dystansie, nadający się do bardziej finezyjnej walki gdy używano go np. w pojedynku. W starciu z taką bronią nieopancerzony przeciwnik byłby bez szans, miecz tego typu był w stanie zadawać ziejące, głębokie rany oraz amputować kończyny. Nadawał się do pchnięć, uderzeń, cięć i zdecydowanie do terroryzowania każdego kto stał mu na drodze stąd nadałem mu imię Terror. Gdybym szedł do bitwy pieszej to własnie ten miecz zabrałbym ze sobą jako najefektywniejszą przełamującą broń bitewną w zestawie z dużą okrągłą tarczą w stylu germańskim.

DSC01222 DSC01223 DSC01224 DSC01225 DSC01226 DSC01228 DSC01264 DSC01268 DSC01269

2. Rekonstrukcja miecza z zamku Søborg w Danii przechowywanego w Muzeum Narodowym w Kopenhadze datowanego na 1100-1175 r. - producent Maciej Kopciuch

Wymiary oryginału:

Typologia: według Oakeshotta typ XI z głowicą typu A i jelcem typu 1, według Geibiga typ 9 z głowicą kombinowaną typu 16 wariant 1
Długość całkowita: 109 cm
Długość głowni od jelca: 93.8 cm
Szerokość głowni przy jelcu: 4,5 cm
Wyważenie: 16 cm od jelca
Punkt Uderzenia (COP): 61 cm
Waga: 1200 g
Nr. inwentarzowy: D 8801
Uwagi: Peter Johnsson opracował ten miecz tak perfekcyjnie, że ciężko cokolwiek dodać w temacie. Szczerze polecam lekturę tekstu na temat tego miecza i wszystkich innych ze strony tak Petera Johnssona jak i Albion Swords.
Literatura i źródła zdjęć:

 

Zdjęcia oryginału:

4216317-seks-af-de-svrd-som-tidligere-er-fundet-ved-sborg-det-nye-fund-ligner-mest-nummer-to-fra-hjre Soeborg

Wymiary rekonstrukcji:

Długość całkowita: 105 cm
Długość głowni od jelca: 88,2 cm
Szerokość głowni przy jelcu: 4,5 cm
Długość zbrocza: 74 cm
Szerokość zbrocza przy jelcu: 1,5 cm
Długość jelca: 20 cm
Szerokość jelca: 1,2 cm
Grubość jelca: 1 cm
Długość rękojeści: 11 cm
Waga: 1380 g
Wyważenie: 20 cm od jelca
Punkt Uderzenia (COP): 61 cm
Materiał: głownia tępa – stal jednolita 54HRC, oprawa rękojeści – stal, rękojeść – drewno i skóra
Dodatkowe uwagi: Miecz sygnowany obustronnie napisami +BENEDICoATNTIVoSEToMAoT+ i S(CT)SPETRN(NU)S. Podobnie jak w oryginale napisy są dobrze widoczne, pisane cienką zawijastą kreską. Idealnie został oddany styl napisu, został on wygrawerowany, w oryginale litery wypełnione były srebrem. Sprawę ostatecznego kształtu głowni tego miecza i rękojeści konsultowaliśmy kilka razy. Ostatecznie jako, że miecz miał być tępy zdecydowaliśmy o lekkim skróceniu głowni aby nie przesadzić z wagą i przeważeniem głowni ku przodowi. Głownia jest krótsza o 5,5 cm, mimo tego miecz nadal jest bardzo długi, oryginał przewyższał długością prawie wszystkie miecze jednoręczne swoich czasów. Była to typowa broń kawaleryjska, zaprojektowana tak aby łatwiej było dosięgać przeciwników z wysokości końskiego grzbietu, mimo tego dobrze sprawdza się też w walce pojedynkowej z tarczą zapewniając solidną przewagę dystansu. Oprawa rękojeści wzorowana jest na ikonografii z okresu i kilku zachowanych egzemplarzach w których występowało karbowanie różnego typu, rękojeść nie zachowała się w oryginale.

Zdjęcie rekonstrukcji:

10312508_477449169059106_7854884774711516406_n 10363973_477440799059943_4132123448092183425_n 10403366_479274265543263_8466771500254914953_n 10599345_479274145543275_340048158834334683_n 10599440_479274218876601_4722802007991077555_n 10599615_477454862391870_7128903258134952101_n DSC01162 DSC01168   Soeborg2

DSC01172DSC01170

Cechy użytkowe:

Jest to broń o niesamowitej i niepowtarzalnej dynamice. To z kolei jest pierwsze wrażenie jakie pojawia się przy walce tym mieczem, który niewątpliwie stanowi największą ozdobę mojej kolekcji. Przy wykonywaniu akcji nieomal namacalnie czuć jak masa miecza przepływa w stronę sztychu podczas uderzenia. Miecz trzymany pionowo wydaje się lekki jak piórko, praktycznie nie czuć jego wagi, gdy broń wychyla się od pionu do kąta ok 45 stopni jej waga zaczyna być bardzo wyraźna, gdy dochodzimy do ułożenia horyzontalnego otrzymujemy pozycję w której miecz leży w dłoni dość ciężko, utrzymanie go w tym ułożeniu w poziomym sztychu, znanym z wielu przedstawień walki kawaleryjskiej jest możliwe, staje się jednak dużo łatwiejsze po przełożeniu palca wskazującego przez jelec. Taką sugestię co do techniki podał również w swoich tekstach Peter Johnsson, z którym pod tym względem całkowicie się zgadzam.

Jest to typowy długi normański miecz kawaleryjski idealnie nadający się do rażenia przeciwników z wysokości końskiego grzbietu. Przy walce pieszej, zwłaszcza w warunkach bitewnego ścisku, tak długa głownia raczej by przeszkadzała niż pomagała, jednak w warunkach pojedynku znaczna długość głowni zapewnia znaczną przewagę dystansu, co oczywiście wraz z odpowiednią siłą uderzenia można wykorzystać.

Miecz ten nadaje się dokładnie do tego do czego został zaprojektowany – głownia raz puszczona w ruch prowadzi się zadziwiająco pewnie, uderzenia są czystą przyjemnością, prawie nie wymagają przyłożenia dodatkowej siły. Przy uderzaniu z konia wystarczyłoby puścić ramie w ruch na zasadzie wiatraka bez zawracania sobie głowy finezyjnym fechtunkiem.

Mieczem tym można wykonać pełny repertuar technik jeśli chodzi o chwyty rękojeści, uderzenia i pchnięcia. Rękojeść jest trochę dłuższa niż we wcześniej opisanym egzemplarzu, dzięki czemu nie ma problemów z uderzaniem głowicy o nadgarstek. Nadgarstek może też pracować nieco luźniej, stąd chwyt długi w wypadku tego miecza może przyjąć zarówno formę opisaną przez Petera Johnssona jak również wariant z chwytem młotkowym i ugiętym nadgarstkiem. Obie metody działają dobrze pod warunkiem, że nie staramy się w żaden sposób stopować broni w trakcie wykonywania akcji, oba chwyty są za słabe aby skutecznie zatrzymać uderzenie tak długą głownią z tak mocno przesuniętym środkiem ciężkości. Przy stosowaniu chwytu młotkowego w wersji sztywnej zasięg się zmniejsza ale prowadzenie broni staje się wyraźnie łatwiejsze.

Do sztychów i sztychowej walki kawaleryjskiej na wyprostowanej ręce najlepiej nadaje się poprzednio wspomniany chwyt z przełożeniem palca wskazującego przez jelec. Chwyt kciukowy jest bardzo wygodny, dobrze dopasowany, nie sprawia jakichkolwiek problemów. Przy walce pieszej ustawienie miecza w pozycji do sztychów górnych i dolnych jest niezwykle intuicyjne, długa głownia stabilizuje linię sztychu, wyraźnie widać że w epoce w której ta broń powstała zmierzano w kierunku zapewnienia maksymalnej ergonomii wykonywania tej akcji.

Długi jelec w połączeniu z szeroką głowicą nadaje się do uderzania w tarczę bez narażania dłoni na uszkodzenie, jelca można też użyć do wyhaczania tarczy przeciwnika, jednak broń ta zdecydowanie nie jest przeznaczona do walki w tak ciasnym dystansie. Prawidłową techniką walki pieszej byłoby w tym wypadku mocne sztychowanie, granie dystansem itd.

Dla uzyskania pełnego potencjału ofensywnego należy tym mieczem przede wszystkim wykonywać uderzenia z całego ramienia z dodaniem kroku, co wymaga odpowiedniej przestrzeni, zamiennie można używać sztychów, finezyjna nadgarstkowa szermierka tą bronią jest dość problematyczna, wykonalna przy odpowiedniej ilości treningu, jest dość prawdopodobne, że w walce pieszej przeciwko opancerzonemu przeciwnikowi używano przy głowniach tego typu chwytu dwuręcznego, co zdarza się widzieć na ikonografiach. Ułożenie drugiej dłoni na głowicy jest bardzo wygodne, miejsca wystarcza do położenia jednego palca na rękojeści.

Chwyt dwuręczny maksymalizuje możliwą do wygenerowania siłę, jednocześnie skraca dość znacznie dystans optymalny walki tą bronią. Mam tu oczywiście na myśli dystans optymalny w walce pieszej gdy ilość dostępnej przestrzeni jest ograniczona. Jeśli walczyłbym z konia zdecydowanie zabrałbym ze sobą ten własnie miecz w komplecie z tarczą migdałową lub trójkątną.

DSC01273 DSC01260 DSC01259 DSC01258 DSC01257 DSC01256 DSC01255 DSC01254 DSC01253

DSC01252 DSC01251

3. Typowy miecz trzynastowieczny łączący cechy miecza ze Szczecina i z Malborka - producent Maciej Kopciuch

Wymiary rekonstrukcji:

Typologia: według Oakeshotta typ XII głowica typu J jelec typu 1
Długość całkowita: 97 cm
Długość głowni od jelca: 81 cm
Szerokość głowni przy jelcu: 5,5 cm
Długość zbrocza: 53 cm
Szerokość zbrocza przy jelcu: 1,7 cm
Długość jelca: 19,5 cm
Szerokość jelca: 1 cm
Grubość jelca: 1,2 cm
Długość rękojeści: 10 cm
Waga: ok. 1200g
Wyważenie: 13,5 cm
Punkt Uderzenia (COP): 53 cm
Materiał: głownia tępa – stal jednolita 54HRC, oprawa rękojeści – stal, rękojeść – drewno i skóra
Dodatkowe uwagi: Nigdzie niestety nie znalazłem wymiarowania oryginałów na podstawie których miecz powstał jednak w tym wypadku rekonstrukcja była tworzona po wizycie w muzeum i obejrzeniu oryginałów, można więc przyjąć, że całość jest zbliżona do standardu najbardziej jak to tylko możliwe. Ogólny kształt głowni i napis zostały wzięte z miecza przechowywanego w Muzeum Narodowego w Szczecinie pochodzącego z nieznanego miejsca w Polsce. Oryginał był sygnowany obustronnie napisem +NRCDISEC+NRCDISEC+NRCDISIG+ERCDISIG+NRCDISII z jednaj strony i +NRCDISIC+ENSNRCH+NRCDISDV+ERCDISIA z drugiej, w oryginale litery były wypełnione złotym metalem. Napis na moim mieczu jest kombinacją elementów tych napisów, natomiast głowica została wzięta z miecza malborskiego. Oba egzemplarze są bardzo podobne jeśli chodzi o wszystkie detale konstrukcyjne (kształt, długość głowni etc.). Miecz malborski ma trochę dłuższe zbrocze. Głowice wykonywane z metali kolorowych były w średniowieczu niezwykle popularne, zdają się nawet przeważać liczebnie nad ich żelaznymi odpowiednikami. O popularności mogła tu decydować łatwość produkcji seryjnej, większa waga materiału oraz względy symboliczne. Treść napisu na mieczu do dziś nie została rozszyfrowana mimo, że jest to jedna z najdłuższych inskrypcji tego typu znanych z terytorium Polski.
Literatura:

  • M. Głosek, Znaki i napisy na mieczach średniowiecznych w Polsce, Ossolineum, Wrocław 1973, s. 109.

Zdjęcia oryginału:

DSC_0851 DSC_0857 DSC_0858 DSC_0859 DSC_0860 DSC_0865 DSC_0866 DSC_0875 DSC_0880 miecz_szczecin_muzeum_NAPISY_black szczecin wizualizacja_miecz1a

Zdjęcie rekonstrukcji:

10411283_450400645097292_2798119631123762545_n DSC01163 DSC01173 DSC01177 nrc_01 nrc_02 nrc_03 sword2 7352_467159183421438_5648465214217736764_n

Cechy użytkowe:

O ile poprzednio omówione miecze były do pewnego stopnia wyspecjalizowanymi konstrukcjami predestynowanymi do używania ich w konkretnych sytuacjach, o tyle w wypadku tego miecza mamy do czynienia z niesamowicie wszechstronną bronią nadającą się do walki w każdej sytuacji. Z jednej strony jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego (w realiach walki bitewnej lepiej sprawdziłby się wiking, w walce z konia zaś Søborg), z drugiej jednak strony w sytuacji codziennego życia, podróży, poruszania się ten miecz jest niezastąpiony. Głownia jest dość długa, lekka i fantastycznie wyważona. Miecz idealnie nadaje się do technicznego fechtunku, prowadzeniu akcji ze związań. Jego największą zaletą jest właśnie szybkość, mobilność, doskonałe wyważenie. Oczywiście można tego miecza użyć do walki w ciężkim opancerzeniu ale przypomina to trochę kastrację. Tego typu broń idealnie sprawdza się w pojedynkowej i traktatowej walce bez pancerza.

Ze względu na cechy fizyczne i wszechstronność nic nie ogranicza repertuaru technik możliwych do wykonania tym mieczem, nie zaryzykowałbym też stawiania jakiejkolwiek tezy o przewadze jednych technik nad innymi w jego wypadku, tutaj praktycznie wszystko zależy od indywidualnych preferencji. Miecz przez swój kształt idealnie nadaje się do pchnięć, bez problemu można zastosować w nim zarówno chwyt kciukowy jak i przełożenie palca wskazującego przez jelec.

Chwyt młotkowy może być zarówno stosowany sztywno jak również z pełną ruchomością nadgarstka. Miecz nadaje się zarówno do uderzania z całego ramienia jak również do wykonywania szybkich strzałów nadgarstkowych. Chwyt długi w tym wypadku byłby raczej formą preferowaną w obu wariantach, można nawet dodać kolejną formę w której kciuk ułożony jest wzdłuż rękojeści (co jest słabo udokumentowane dla średniowiecza jednak w późniejszych epokach staje się często akcją preferowaną zwłaszcza w hiszpańskich dziewiętnastowiecznych szablach konstruowanych specjalnie pod ten chwyt). Chwyt tego typu moim zdaniem da się dostrzec np. w scenie rzezi niewiniątek ze Złotego Kodeksu Pułtuskiego z ok 1080 r.

Możliwe jest wykonanie chwytu dwuręcznego ale jest to w tym wypadku raczej przerost formy nad treścią. Niewielka waga broni zapewnia pełną swobodę ruchów przy chwycie jednoręcznym, chwyt dwuręczny nic nie daje, a raczej ogranicza. Okrągła niewielka głowica wraz z budową rękojeści tworzą zestaw w którym nic nie przeszkadza przy wykonywaniu ataków, trzymanie przeciwnika na dystans statycznym chwytem długim ze sztychem jest lekkie, łatwe i przyjemne, dodawanie przełożenia palca przez jelec nie jest konieczne. Można to wykorzystać zarówno do grania dystansem w walce pieszej jak i w walce konnej.

Gdybym miał walczyć w pojedynku posługując się lekką tarczą trójkątną lub puklerzem, a zwłaszcza gdybym miał walczyć bez uzbrojenia ochronnego np. broniąc się podczas napadu na drodze podczas cywilnej podróży, ten własnie miecz zabrałbym ze sobą jako najbardziej wszechstronny, lekki oręż zapewniający możliwość wykonania wszelkich znanych z walki mieczem akcji szermierczych. Niezbyt długa głownia, waga broni itd. sprawiają że miecz nie zawadza, dobrze sprawdzałby się w walce w ciasnych pomieszczeniach, byłby też dobrą bronią boczną dla lekkiej trzynastowiecznej piechoty.

DSC01242 DSC01243 DSC01244 DSC01245 DSC01246 DSC01247

DSC01261 DSC01272

4. Turniejowy miecz wczesnośredniowieczny IX-X w. – producent Wojciech Szanek

Wymiary miecza:

Typologia: dwuczęściowa głowica z trzema wypustkami z dominującym środkowym z lekko wygiętą podstawą i lekko wygiętym dość masywnym jelcem najlepiej pasuje do typu VI według typologii R.E.M. Wheelera, jednak z tego co mi wiadomo miecz nie jest interpretacją konkretnego znaleziska.
Długość całkowita: 92 cm
Długość głowni od jelca: 73 cm
Szerokość głowni przy jelcu: 4,5 cm
Długość zbrocza: 71
Szerokość zbrocza przy jelcu: 3,5 (a w zasadzie 1 cm od jelca, zbrocze nie wchodzi pod jelec)
Długość jelca: 11 cm
Szerokość jelca: 2 cm
Grubość jelca: 1,2 cm
Długość rękojeści: 11,5 cm
Waga: ok 1000 g
Wyważenie: 7 cm
Punkt Uderzenia (COP): 42 cm
Materiał: bardzo sprężysta i jednocześnie dość twarda stal jakościowa, skóra na rękojeści pod spodem prawdopodobnie oplot sznurowy
Dodatkowe uwagi: Odstępstwa od orygianłów w tym wypadku to: głownia zaklepana na dwuczęściowej głowicy, za szerokie zbrocze poprowadzone po prawie całej szerokości głowni ale nie wchodzące pod jelec, za długa rękojeść, za bliski punkt wyważenia, za duża sprężystość głowni, za mała waga jak na standard epoki. Zwróćcie też uwagę że COP wypada tu niemal w połowie długości głowni – tym mieczem nawet po naostrzeniu nie dało by się ciąć efektywnie.

Zdjęcia:

DSC01166 DSC01179

Cechy użytkowe:

Odnośnie tego miecza mam jedną ciekawą obserwację. Zrobiłem mały eksperyment dając kilku osobom wszystkie wymienione miecze do ręki, a następnie prosząc o przetestowanie tego własnie miecza. Wrażenia były całkowicie zgodne i dobrze oddaje je określenie użyte przez wszystkie wymienione osoby, mianowicie „zabawka”. Słowa tego użyli wszyscy i jakkolwiek mieczowi nic nie można zarzucić jeśli chodzi o jego turniejową użyteczność, o tyle jego waga, wyważenie, dynamika, kształt głowni, rękojeści, jednym słowem wszystko nijak nie odpowiada oryginałom ani nawet ich nie przypomina.

Spośród wszystkich mieczy tu opisanych ten zdecydowanie najbardziej odstaje od rzeczywistości, jednocześnie pod względem możliwości wykonywania akcji szermierczych ten miecz przebija wszystkie wyżej wymienione.  Za długa rękojeść umożliwia wykonywanie wszelkich możliwych do wyobrażenia akcji nadgarstkowych, głowica o nic się nie blokuje, nie uwiera. Wszystkie chwyty miecza możliwe do wykonania mogą w tym mieczu być zastosowane. Punkt wyważenia ok 7 cm od jelca sprawia że miecz ten jest szczególnie efektywny własnie przy fechtunku bardzo szybkim, nadgarstkowym i walki uderzeniami. Jeśli chodzi o pchnięcia oczywiście są możliwe ale przeważenie ku rękojeści połączone z dość krótką głownią nie pomaga w ustawianiu sztychu w linii.

Miecz kiepsko nadaje się do walki na związaniach bo jest bardzo elastyczny, zachowuje się trochę jak sprężyna. Elastyczność zapewnia my trwałość, mimo że miecz używany jest już ponad trzy lata nie widać na nim prawie śladów użytkowania – najgłębsza wżera na głowni ma poniżej 1 mm. Główne ślady użytkowania występują na oprawie rękojeści.

W praktyce nie da się opisać całego uczucia jakie towarzyszy porównaniu pierwszego z opisanych mieczy i tego egzemplarza. Różnica jest kolosalna własnie pod względem użytkowym. Z jednej strony mamy relatywnie ciężką sztywną bojową głownię o ciasnej oprawie rękojeści, z przeważeniem w stronę sztychu, która nadaje się do mocnej walki nastawionej na przełamujące uderzenia i siłę. Cała konstrukcja tej broni wymusza stosowanie konkretnych technik chwytu i nakłada bardzo wyraźne ograniczenia na nasz repertuar.

Z drugiej strony mamy lekką, elastyczną, krótką i wąską głownię przeznaczoną do szybkiego nadgarstkowego fechtunku z długą rękojeścią, przeważeniem blisko jelca którą można wykonać wszystko co sobie WYMYŚLIMY. W rezultacie mamy sytuację w której broń pozwala nam na sporo więcej niż realnie powinna. Wszelkie próby interpretacji realnych technik walki taką bronią są skazane na niepowodzenie ponieważ ulepszamy rzeczywistość. Jednym z głównych problemów jakie napotykamy interpretując techniki jest poznanie ograniczeń epoki. Bardzo łatwo jest dokonać nadinterpretacji ponieważ każdy kto poważnie zajmuje się tematem jest świadomy potencjału większej ilości technik niż tylko tych używanych w danej epoce. Zawsze istnieje pokusa założenia, że „ludzie wtedy byli mądrzy” i na pewno na pewne rzeczy wpadli skoro później lub wcześniej coś gdzieś się pojawia.

Niestety z problemami i percepcją problem polega na tym, że każdy rozwiązany problem wydaje się prosty i banalny, a każda stosowana technika wydaje się intuicyjna jeśli ją znamy. W praktyce pewne techniki zaczynają się pojawiać dopiero w bardzo określonym momencie historycznym, jeszcze trudniejszym zagadnieniem jest określenie szybkości rozprzestrzeniania się idei. Spójrzmy jak bardzo różnią się między sobą rozmaite późne szkoły walki mieczem długim, rapierem, szpadą itd. Z jednej strony wszystko jest podobne, z drugiej każdy mistrz, każda szkoła jest w pewien sposób wyjątkowa i indywidualna. W czasach wczesnego średniowiecza gdzie przekaz pisemny w tym temacie praktycznie nie istniał (a na pewno nie istniał w podręcznikowej i traktatowej formie) zagadnienie staje się jeszcze bardziej skomplikowane. Skazani jesteśmy na interpretację ikonografii, opisów literackich, kronikarskich i badanie samego narzędzia, po to raczej aby określić maksymalny zakres możliwości niż dokładny obowiązujący zawsze zestaw technik. Jeśli narzędzie którego używamy nie odpowiada realiom epoki wszystko co robimy staje się absolutnie niemiarodajne.

Oczywiście miecze w epoce były różne, rozstrzał cech użytkowych jest bardzo wyraźny i zdarzały się egzemplarze mniej lub bardziej predysponowane do konkretnej formy walki, istnieje jednak coś takiego jak standard, zwłaszcza że do naszych czasów dotrwało kilka tysięcy zachowanych egzemplarzy. Odtwarzając zawsze należy skupiać się na tym co było typowe, zamiast szukać na siłę wyjątków.

DSC01229 DSC01230 DSC01231 DSC01232 DSC01233 DSC01234

DSC01249 DSC01270

5. Ostry miecz wczesnośredniowieczny IX-X w. – producent ARMA Maciejko

Wymiary miecza:

Typologia: głownia wszystkimi parametrami mieści się w typie 4 Geibiga, oprawa rękojeści z tego co wiem nie była wzorowana na żadnym konkretnym znalezisku. Ogólnie pięcioczęściowa głowica pasuje do typu R według J. Petersena, minimalnie ugięty jelec znajdziemy w typie Y oraz w typie VII według R.E.M. Wheelera
Długość całkowita: 92 cm
Długość głowni od jelca: 74 cm
Szerokość głowni przy jelcu: 4,5 cm
Długość zbrocza: 69 cm
Szerokość zbrocza przy jelcu: 2,5 cm
Długość jelca: 11 cm
Szerokość jelca: 2 cm
Grubość jelca: 1 cm
Długość rękojeści: 11,5 cm
Waga: ok 1100 g
Wyważenie: 10 cm
Punkt Uderzenia (COP): 50 cm
Materiał: sztywna i twarda stal wysokowęglowa, na rękojeści oplot skórzany.
Dodatkowe uwagi: Gdy zestawimy ze sobą ten miecz z egzemplarzem opisanym wyżej szybko okaże się, że parametry są bardzo zbliżone, a jednocześnie w kilku istotnych miejscach zupełnie inne, dzięki czemu miecz jest o wiele lepszą rekonstrukcją. Uwagę zwraca zwałszcza COP (50 cm zamiast 42), lepszy profil głowni, lepsza sztywność, trochę dalsze wyważenie, trochę większa waga ale te 3 cm i 100 g decydują o tym że miecz mieści się w dolnej granicy tolerancji, przed ostrzeniem miecz ważył ok 1300 g dzięki czemu wyważenie było ok 15,5 cm od jelca. Uzasadnienia źródłowego nie ma dodanie rowków na jelcu, przedłużenie dzielenia głowicy na jej podstawę oraz ricasso powstałe wskutek ostrzenia oprawionego już egzemplarza. Rękojeść jest za długa. Poważnie zastanawiam się nad zmianą oprawy tego miecza na bardziej odpowiadającą oryginałom.

Zdjęcia:

DSC01165 DSC01181

Cechy użytkowe:

Ten miecz pod względem użytkowym plasuje się gdzieś pomiędzy mieczem produkcji Wojciecha Szanka i mieczem skandynawskim produkcji Macieja Kopciucha opisanym na początku. Pod względem zestawienia cech użytkowych mieści się gdzieś w dolnej skali egzemplarzy znanych z epoki jeśli chodzi o wagę i wyważenie.

Typologicznie miecz jest raczej wariacją na temat. Kształt głowicy jest mocno nietypowy choć zasadniczo jest to typowa dwuczęściowa duża głowica wczesnośredniowieczna podzielona na pięć wypustków z dominującym centralnym. Lekko wygięte jelce w epoce się zdarzały od wieku X, niestety rękojeść jest zdecydowanie za długa, tego elementu nie da się obronić. Mieczem tym da się przeprowadzać sensowne testy cięć jednak trzeba zwracać uwagę na chwyt i pracę nadgarstkiem aby nie wypaczać techniki. Zdecydowanie planuję dodanie do kolekcji jeszcze jednego ostrego egzemplarza odpowiadającego specyfiką pierwszemu z opisanych tu mieczy.

Głownia została przerobiony na wersję ostrą z tępego egzemplarza, dlatego przy jelcu pojawia się ricasso. Oczywiście egzemplarze historyczne go nie posiadały, głownie były ostrzone na całej długości. Nie przeszkadza to przy standardowych cięciach wykonywanych na odpowiednim dystansie, przy chwycie z przełożeniem palca wskazującego przez jelec brakuje elementu kontaktu palca z ostrą głownią. Ciężko w tej sytuacji zweryfikować, które elementy techniki mogłyby być problematyczne.

Stal użyta w tym mieczu ma bardzo dobre, wzorcowe wręcz właściwości dla stali jednorodnej – jest dość sztywna i twarda. Dzięki temu naostrzenie głowni było możliwe. W wersji tępej miecz mimo ok 7 lat użytkowania (w tym 4 w moim wykonaniu) praktycznie nie posiadał szczerb ani głębokich wżerów. Miecz pochodzi z czasów w których głownie Maciejki były jednymi z lepszych dostępnych na rynku. W obecnej chwili właściwości fizyczne głowni od tego producenta są tak różnorodne, że bardzo ciężko stwierdzić jakiej klasy miecz wpadnie nam w ręce. Osobiście byłem świadkiem sytuacji gdy do nas i do jednej z zaprzyjaźnionych grup dotarły w odstępie tygodnia dwie paczki. W jednej były miecze wykonane z bardzo przyzwoitej stali, w drugiej miecze po pierwszym treningu miały wżery głębokości 3-5 mm.

Mieczem tym można wykonać pełen repertuar technik w tym również chwyt kciukowy ponieważ jelec jest wąski i cienki, nie przeszkadza w ułożeniu kciuka na płazie. Za długa rękojeść nie przeszkadza przy akcjach nadgarstkowych. Głownia ma odpowiednią sztywność, dzięki czemu tnie całkiem nieźle zarówno cele miękkie jaki i np. zbitki młodych gałęzi oraz tarczę. W tym ostatnim wypadku maksymalnym efektem uderzenia jaki udało mi się uzyskać było rozłupanie tarczy drewnianej oklejanej lnem migdałowej uderzeniem górnym wzdłuż słojów do głębokości ok 40 cm, nie ulega wątpliwości, że taki atak zakończyłby się co najmniej uszkodzeniem ręki przeciwnika za tarczą.

Osobiście myślę że ostra wersja pierwszego z opisanych mieczy byłaby zdolna ciąć jeszcze efektywniej ze względu na większą wagę i dalej przesunięty punkt wyważenia. Głownia w tym mieczu na skutek ostrzenia została lekko ścieniona, poważne znaczenie dla efektywności mogłoby mieć również zmienienie profilu ostrza. Miecz ostrzony jest w kąt ostry podczas gdy oryginały raczej miały profil podobny do soczewki. Profil tego typu idealnie nadaje się do przecinania nieopancerzonych przeciwników (jest charakterystyczny np. dla mieczy japońskich).

Grubość głowni może mieć kapitalne znaczenie przy ocenie klinowania się ostrza w tarczy podczas uderzenia. Cienka głownia ma wyraźną tendencję do więźnięcia w deskach – po wbiciu miecz ciężko wyciągnąć (a mówiąc ciężko mam na myśli np. dwuręczne szarpanie z całej siły po stanięciu na tarczy celem jej przytrzymania trwające kilkanaście sekund). Szersza głownia łupałaby deski. Przypomina to trochę porównywanie efektywności siekiery do topora. Głownie wczesnośredniowieczne najczęściej nie były cieniowane w płaszczyźnie bocznej, utrzymywały równą grubość na całej długości i mogło to wynikać właśnie z tego aby zapobiegać grzęźnięciu głowni w tarczy przeciwnika.

Reasumując, mój ostry miecz jest całkiem niezły do tego aby oswoić się z ostrą bronią, wyrobić podstawowe dobre nawyki, poćwiczyć linie uderzeń i techniki cięcia. Jednocześnie ze względu na błędy konstrukcyjne (ricasso, długa rękojeść, za mała grubość głowni, nie do końca prawidłowy profil ostrzenia) nie nadaje się do oceniania rzeczywistej efektywności głowni historycznych ponieważ pewne elementy są niemożliwe do oceny, inne mogą powodować wyraźne wypaczenie wyników testów. Z tej właśnie przyczyny do przeprowadzania w pełni wiarygodnych testów będę potrzebował uzupełnienia kolekcji o jeszcze jedną ostrą głownię idealnie odpowiadającą egzemplarzom historycznym.

DSC01235 DSC01236 DSC01237 DSC01238 DSC01239 DSC01240 DSC01241 DSC01250 DSC01271

Wnioski

Myślę że wnioski z tego całego tekstu są dość jasne. Dla ułatwienia postaram się je wypunktować.

Nie jest możliwe wyciąganie jakichkolwiek wiążących wniosków dotyczących sposobów walki, stylu, technik i efektywności broni z epoki bez posługiwania się w walce bronią odpowiadającą DOKŁADNIE temu co znamy z wykopalisk.

Posługiwanie się bronią, która nie jest dobrym odwzorowaniem powoduje nie tylko wypaczenie techniki używania broni ale też wprowadza do repertuaru technik całą masę elementów które w epoce były nieznane lub ich wykonanie nie miałoby sensu. W efekcie to co można obserwować nijak nie przystaje do realiów.

W mojej osobistej opinii na polskim rynku jest w tej chwili tylko jeden wytwórca mieczy historycznych. Osobą tą jest Maciej Kopciuch który stworzył trzy pierwsze opisane egzemplarze. Nie jest tak, że inni polscy wytwórcy nie są w stanie stworzyć mieczy odpowiadającym oryginałom, gdybym twierdził coś takiego obraziłbym niesłusznie wielu dobrych producentów. Problem polega na tym, że producenci owi w standardzie takich mieczy nie oferują, a dodatkowo gdy przyjrzymy się szczegółom wykonania różnych elementów bez problemu znajdziemy liczne błędy i wypaczenia. Diabeł tkwi w szczegółach.

Przez kilkanaście lat mojej zabawy w rekonstrukcję miałem w dłoni kilkaset mieczy, bardzo różnych producentów i dopiero miecze Macieja mogę uznać za zakup naprawdę wart swojej ceny. Na mieczach tych nie znajdziemy nic co by nie było odwzorowaniem oryginałów. Najdrobniejsze detale konstrukcyjne w stylu młotkowania na głowicy, drobne niedoskonałości nadające mieczom indywidualny charakter to elementy które bez trudu znajdziemy w historycznych odpowiednikach, a zdecydowanie brakuje ich w idealnych konstrukcjach najbardziej uznanych na rynku producentów np. Albiona. Jeśli do tego dodamy niezwykle łatwy kontakt z producentem (uzgadniamy najdrobniejsze detale), wzorową terminowość (co do dni) i świetną cenę (serio, porównajcie z wytwórcami do których warto porównywać, a nie z najtańszymi producentami na rynku) oraz wiedzę ekspercką (starczy spojrzeć na stronę Mieczy Średniowiecznych przez którą można się z nim skontaktować) myślę że Maciej Kopciuch wyznaczył na rynku zupełnie nowy standard do którego innym producentom ciężko będzie się zbliżyć.

Postscriptum

Gwoli wyjaśnienia aby nie było nieporozumień – mój huraoptymistyczny opis mieczy produkcji Macieja wynika całkowicie z tego, że jestem zadowolonym klientem. Nie dostałem za to kasy, nikt mnie o pisanie tej recenzji nie prosił, jedyne co z Maciejem uzgodniłem to zgoda na wykorzystanie w tekście jego zdjęć, które były niezbędne i za co w tym miejscu bardzo dziękuję. Napisałem recenzję bo uważam, że dobrych rzemieślników warto wspierać. Inaczej rzucą swoje rzemiosło albo wyjadą za granicę gdzie ich praca zostanie należycie doceniona, a my nadal będziemy skazani na współpracę z ludźmi, którzy albo mają niewielkie pojęcie o tym czym się zajmują, albo mają „w głębokim poważaniu”  klienta ignorując kontakt z nim miesiącami, albo też dyktują ceny nieprzystające do realnej wartości tego co radośnie produkują. Nie kieruję tych słów pod adresem jakiegokolwiek konkretnego producenta, jest to ogólna obserwacja rynku z którą, jak sądzę, zgodzi się wiele osób, którym zdarzało się zamawiać miecze od różnych rzemieślników.

Zderzenie realizmu z rekonstrukcją we wczesnośredniowiecznej walce mieczem. Część pierwsza – miecze

niedziela, 21 Wrzesień 2014

Słowem wstępu

W artykule tym zajmę się kwestią śmierdzącą jak hákarl, dlatego zanim przejdę do meritum, chciałem na wstępie powiedzieć słów kilka na temat celu w jakim ten tekst powstaje. Jak widać po powyższej linijce nie zamierzam silić się na przesadną naukowość, myślę że ważniejsza jest w tym wypadku jasność przekazu.

Po pierwsze nie jest moim celem atakowanie kogokolwiek, celem nie jest również przekonywanie kogokolwiek na siłę i spory o to „czyje karate jest lepsze”. To nie tak. Celem podstawowym tego tekstu jest zwrócenie uwagi na podstawowe problemy związane z walką rekonstrukcyjną w odniesieniu do źródeł, kwestie bezpieczeństwa celowo pomijam.

Z drugiej strony celem tekstu jest dotarcie do pewnej szczególnej grupy odbiorców, która jest zainteresowana większym realizmem walki i stworzeniem nowej konwencji.

Celem pośrednim jest podważenie twierdzenia, niezwykle popularnego nie tylko wśród rekonstruktorów, ale również wśród naukowców, że o walce wczesnośredniowiecznej nic nie wiadomo. Przez ostatnie trzy lata absolutnie skupiłem się na temacie walki, przeczytałem dziesiątki tysięcy stron na temat, zgromadziłem blisko 3000 ikonografii z okresu VIII-XIV w., spędziłem setki godzin na treningach testując to co opisuję również z użyciem broni ostrej. Mimo tego nadal się uczę, a to co planowałem zawrzeć w formie krótkiego podsumowania w międzyczasie urosło do wielkości książki, której wydanie cały czas odsuwam w czasie, nie z powodu lenistwa, ale z powodu przytłoczenia ilością informacji których z uwagi na inne zajęcia nie mam kiedy dokładnie przetworzyć.

Nie napisałem tego aby się chwalić determinacją, ale po to aby na wstępie pokazać rzeczywisty problem. Problemem walki wczesnej nie jest brak źródeł tylko fakt, że nie zostały zebrane w jednym miejscu.

Wybaczcie, że nie podawał bibliografii, myślę że zdjęcia z podpisem na początek wystarczą. Ten tekst w założeniu ma być bardzo krótkim wstępem do zagadnienia, dlatego wolałem pisać w formie lekkostrawnej, łatwej do zrozumienia. Tekst dotyczył będzie tylko i wyłącznie walki mieczem, ponieważ o tym traktowała będzie książka. Dodam że pisząc te teksty opuściłem ¾ zagadnień, które wypunktowałem na wstępie jako warte omówienia, ostatecznie skupiłem się tylko na tym co miecza dotyczy najbardziej bezpośrednio.

O błędach w konstrukcji współczesnych mieczy można mówić długo, temat został już dość porządnie opracowany (linki poniżej), więc tego co zostało powiedziane nie będę powtarzał, skupię się w tym miejscu na istotnych cechach użytkowych oraz elementach pominiętych.

223 pchniecie, oburącz

Waga miecza

O tym jaka powinna być waga miecza jednoręcznego nie ma co rozprawiać, przyjęcie przedziału od 1,0-1,5 kg jako standardu jest bezpieczne praktycznie dla wszystkich mieczy jednoręcznych z okresu średniowiecza. Oczywiście zdarzały się egzemplarze minimalnie odbiegające od tego przedziału, jednak są one tylko potwierdzeniem reguły.

O wiele większym problemem niż sama waga broni jest dystrybucja masy na głowni. Zdecydowana większość producentów nie dba o to aby głownie posiadały odpowiedni, zwężający się, profil głowni nie tylko w płaszczyźnie szerokości, ale też grubości. Tutaj ważna uwaga – cieniowanie grubości głowni czasem było stosowane, czasem nie. Normalizacja tej cechy nastąpiła dopiero w epoce standaryzacji uzbrojenia regulaminowego. Dlatego wypadałoby przed wykonaniem rekonstrukcji dowiedzieć się jak zmienia się profil głowni konkretnego egzemplarza.

Z powodu złej dystrybucji masy, zwłaszcza miecze o dość długiej głowni, chodzą w ręce jak kij baseballowy, nawet mimo zachowania odpowiedniej wagi i wymiarów. Dystrybucja masy jest dla cech użytkowych o wiele ważniejsza niż waga bezwzględna i bardzo często jest tak, że miecze ważące stosunkowo mało czuje się w ręce bardziej niż ważące więcej tylko z tej przyczyny, że proporcje zostały zaburzone. Z tej przyczyny zawsze warto brać do ręki miecz przed zakupem, jeśli mamy taką możliwość. Opieranie się na samej wadze i wyważeniu może być niemiarodajne.

103 pchniecie

Sztywność głowni

W artykułach wspomnianych wcześniej ten element był poruszany, jednak dość mało zostało powiedziane o praktycznych konsekwencjach używania głowni zbyt elastycznych. Po pierwsze przy zderzeniu głownie takie zachowują się jak sprężyny – odbijają sie one od siebie i odskakują. Jest to bardzo niepożądane, bo często uniemożliwia pewne złapanie związania. Jeśli świadomie będziemy starali się uzyskać je mimo wszystko w efekcie wypaczamy technikę pracy na mieczu.

Rzeczą kolejną jest przełożenie takiej elastyczności na broń ostrą. Gdy tniemy różne cele, różna bronią, dość szybko daje się zauważyć pewne prawidłowości. Głownie można podzielić na takie, które wybaczają bardzo dużo (np. katana) i takie, w których złe prowadzenie uderzenia, złą częścią głowni, powoduje radykalny spadek efektywności cięcia (wszystkie proste głownie). Jednym z elementów decydujących o tym, czy miecz przechodzi przez cel łatwo, czy nie jest sztywność głowni. Głownie elastyczne, łatwo wpadające w drgania, drgają i wyginają się również przy uderzeniu w cel, utrudniając prowadzenie czystego cięcia.

Kolejnym elementem jest pchnięcie. Miecze praktycznie zawsze były konstruowane w taki sposób, aby nadawały się też do pchnięcia, nawet jeśli w danej epoce nie była to główna akcja ofensywna. Nie da się efektywnie pchać elastyczną głownią. Dlaczego o tym mówię skoro rzecz tyczy się mieczy ostrych? Ponieważ jesteśmy rekonstruktorami, a co za tym idzie powinniśmy rekonstruować jak najbliżej rzeczywistości. To że miecze którymi walczymy nie są ostre, nie oznacza, że można całkowicie zmodyfikować cechy fizyczne mieczy i oczekiwać, że walka jaką będziemy takimi mieczami prowadzić będzie podobna do realnej.

1 pchniecie odwrocone 2

Wyważenie

O tym też była mowa we wcześniejszych artykułach, ale ten akurat aspekt jest tak ważny i tak często źle rozumiany, że trzeba kilka rzeczy powtórzyć. Historyczne miecze zawsze miały wyważenie w jakiejś części głowni powyżej jelca. Dokładne miejsce wyważenia zmieniało się w zależności od konkretnego egzemplarza, jego przeznaczenia i epoki w jakiej miecz powstawał, jednak nigdy nie było tak, że o tym czy miecz jest dobry, czy zły decydował punkt wyważenia. Decyduje on tylko i wyłącznie o tym jakiego typu fechtunek może być wykonywany danym egzemplarzem. Broń wyważana w rękojeści pojawiła się bardzo późno, tego typu specyfikę miewały niektóre rapiery i szpady, broń dedykowana prawie wyłącznie lub wyłącznie do pchnięć. Dla takiej broni wyważenie blisko rękojeści ma sens. W przypadku broni siecznej, takiej jak miecze, wyważenie decyduje o tym czy dany egzemplarz przeznaczony jest głównie do fechtunku z nadgarstka, czy raczej z ramienia. Zdecydowana większość europejskich mieczy przeznaczona była do wykonywania akcji z ramienia przy dość sztywnym nadgarstku.

miecz skrocony wywazenie bliskie

Obecne realia walki punktowej wypaczyły miejsce wyważenia mieczy. Twórcy mieczy i ich użytkownicy zapomnieli o tym, że miecz służył do zadania przełamującego uderzenia, dlatego też musiał mieć środek ciężkości przesunięty do przodu. Bardzo rzadko znajdowane są egzemplarze historyczne ze środkiem ciężkości poniżej 10 cm od jelca, standardem jest przesunięcie między 15 a 20 cm, a zdarzają się egzemplarze mające środek ciężkości jeszcze dalej (przykład poniżej). Takie parametry dają konkretne korzyści nie tylko przy uderzeniu, które zyskuje odpowiednią siłę ale również przy ewentualnym kontakcie broni (dlaczego ewentualnym o tym w drugiej części artykułu).

 miecz wywazenie dalekie

Rękojeści

Było już sporo powiedziane na temat bylejakości wykańczania rękojeści, stosowania różnych dziwacznych materiałów i metod ich wykańczania, było wspomniane, że rękojeści w mieczach długich są za długie. Problem jest znacznie poważniejszy. Mówiąc wprost na kilkaset mieczy wczesnych, które miałem w dłoni przez wiele lat, trafiło się najwyżej kilka, w których długość rękojeści odpowiadałaby oryginałom.

Rękojeści mieczy jednoręcznych, zwłaszcza wczesnych, były ciasne. Długość 8-11 cm jest raczej standardem, dłuższe rękojeści trafiają się sporadycznie, co stanowi przy okazji bardzo mocny dowód na nieużywanie rękawic w tej epoce, najkrótsze mają poniżej 7 cm (poniżej). Oczywiście, jako że teraz rękawice są używane, rękojeści wydłuża się po to, aby dało się w nich takowy miecz złapać. To nie jest specjalny problem, o ile zostaje zachowana sensowna długość rękojeści i podstawowa funkcjonalność, a było nią stabilizowanie chwytu pomiędzy jelcem i głowicą, które to elementy dawały oparcie dłoni.

 miecz ciasny chwyt

Idealna rękojeść powinna być tak dopasowana, aby dłoń mieściła się wygodnie i jednocześnie opierała o oba elementy. To nie tylko wymusza stosowanie odpowiedniej techniki, ale też bardzo stabilizuje prowadzenie głowni w odpowiedniej płaszczyźnie, wzmacnia siłę uderzeń i utrudnia wytrącenie broni z reki. W trakcie długiej walki, gdy dłoń puchnie, dodatkowo stabilizuje to rękę i ułatwia utrzymanie broni, w takich sytuacjach przewaga takich ciasnych rękojeści staje się bardzo wyraźna.

Problem pojawia się w momencie gdy rękojeść zostaje wydłużona nadmiernie, a robi się to po to, aby umożliwić łatwiejsze prowadzenie akcji z samego nadgarstka, które przy odpowiednio spasowanej rękojeści zwyczajnie byłyby mocno niewygodne (głowica przeszkadza, uderza i klinuje się na przedramieniu). Historycznie gdy rękojeść była za krótka lub zamierzano do techniki dodać więcej akcji nadgarstkowych stosowano: przełożenie palca przez jelec lub ułożenie małego palca na głowicy, co często da się dostrzec na ikonografii, gdzie ostatni palec wyraźnie zachodzi na głowicę.

Ostre miecze i trening nimi

Każdy kto współcześnie walczy mieczem miał kontakt z różnego typu tępymi symulatorami broni z drewna i tworzyw sztucznych. Osoby trochę bardziej zaawansowane przesiadają się na stalowe tępe symulatory lepsze lub gorsze. Jedynie bardzo wąska grupa ludzi idzie o krok dalej i zaczyna używać „żywego ostrza”. W dalekowschodnich szkołach walki oraz w świecie DESW zdarza się to częściej, rekonstruktorzy używają ostrych mieczy tak rzadko, że ich pojawienie się na jakiejkolwiek imprezie od razu wzbudza sensację. Niestety nie przekłada się na zwiększenie nacisku na kontakt z bronią ostrą, a to jest bardzo poważny błąd.

Najczęściej grupy rekonstrukcyjne trenują z naciskiem na sparing i walkę turniejową. Nie należy przeceniać wartości sparingu. Wiele grup na treningach wyłącznie sparuje. Oznacza to, że z czasem osoby uczestniczące w takich walkach stają się mistrzami pewnej sparingowej konwencji, nie oznacza to, że stają się lepszymi wojownikami (pomijam ogólne zwiększenie sprawności fizycznej).

 30-01-10/48

Obecnie nie posługujemy się w walce ostrą bronią, używamy jedynie mniej lub bardziej oddających rzeczywistość substytutów. Z samego tego faktu tracimy łączność z realiami i nie jesteśmy do końca w stanie ocenić sensowności pewnych działań w rzeczywistej walce. Jeśli sparujemy i patrzymy na źródła, a następnie uczymy się posługiwać ostrą bronią w warunkach pozasparingowych, zyskujemy perspektywę, która zbliża nas do realiów najbardziej jak to możliwe. Wsłuchujemy się w głos ludzi z epoki, którzy walczyli lub przynajmniej przygotowywali się do walki ostrą bronią w sytuacji realnej walki, staramy się przełożyć ich doświadczenie na techniki walki jak najpełniej. Gdy tej perspektywy brakuje, uprawiamy fantastykę dopasowaną do ciasnej konwencji, w której się zamykamy. Jest to być może fajne, niesie sporo frajdy ale nie jest to realna sztuka walki.

Co więcej, trening wyłącznie za pomocą tępych symulatorów nie uczy odpowiedniego posługiwania się bronią, ani właściwego bezpiecznego obchodzenia się z nią. Broń ostra wymusza o wiele większą uważność, zmusza do stosowania działających technik, koryguje niedociągnięcia. Zdecydowanie nie zachęcam do jej używania osób początkujących, natomiast śmiałkom bardziej zaawansowanym, którzy zachcą spróbować przypomnę o kilku rzeczach których z ostrą bronią nigdy robić nie należy:

2594 wycieranie miecza

  • nie wbijaj miecza w ziemię
  • nie uderzaj w twarde cele do tego nieprzeznaczone
  • nie używaj w niekontrolowanym otoczeniu (ciasne wnętrza, dużo przypadkowych osób, dzieci, zwierzęta)
  • nie dotykaj głowni bez potrzeby, ani nie dawaj jej dotykać innym (ludzki pot zostawia ślady, najlepiej trenuj w cienkich skórzanych rękawiczkach)
  • nie chowaj do pochwy mokrej głowni (dokładnie wytrzyj głownię i nasmaruj odpowiednim olejem)
  • nie kładź miecza na trawie (kwaśny odczyn soku z trawy może powodować bardzo paskudne czarne wżery)
  • nie kładź gołego miecza pod nogami, w miejscach przypadkowych, tam gdzie chodzą ludzie (ogólnie jeśli odkładasz miecz najlepiej włóż go do pochwy)
  • nie używaj ostrej broni do sparingu (ćwiczenia w zwolnionym tempie, trenowanie ustalonych form jest dopuszczalne jeśli i Ty i Twój przeciwnik wiecie co robicie)
  • nie trenuj bez możliwości wezwania pomocy i bez podstawowej apteczki, najlepiej znajdź sobie partnera do treningu
  • nie dawaj do ręki broni przypadkowym osobom ani dzieciom
  • nie trzymaj broni w miejscu łatwo dostępnym dla przypadkowych osób lub dzieci
  • nie trzymaj broni w miejscu z którego można łatwo ją strącić
  • nie wyjmuj miecza z pochwy bez potrzeby, najlepiej stosuj bardzo ciasną lub odpowiednio zabezpieczoną pochwę (jest to jak najbardziej historyczne)
  • nie trenuj na śliskiej nawierzchni nawet w dobrym obuwiu, sprawdź teren (dołki, odchody zwierząt, wystające korzenie itp. elementy usuń przed treningiem)
  • nie trenuj jeśli nie czujesz że jesteś w świetnej formie lub po zażyciu środków zmniejszających sprawność psychomotoryczną jakiegokolwiek rodzaju
  • nie trenuj w słuchawkach na uszach (musisz kontrolować swoje otoczenie wszystkimi zmysłami)
  • nie trenuj w miejscach publicznych – polskie prawo nie traktuje ostrego miecza jako broni ale spróbuj wytłumaczyć to policjantom ;) Najlepiej poznaj dokładnie wykładnię prawną tematu i noś ją przy sobie na wszelki wypadek

 

Na koniec zastanów się, Czytelniku, ile punktów z listy naruszane bywa nagminnie przy treningu tępymi symulatorami broni. Myślę, że warto też obejrzeć poniższy film w który głos w temacie zabiera Roland Warzecha, moim zdaniem trafiając idealnie w punkt jeśli chodzi o powody, dla których należy trenować z użyciem ostrej broni również w konwencji lekkiego kontaktu:

 

 

Cześć Druga niniejszego tekstu, traktująca o najbardziej elementarnych różnicach w technice walki rekonstrukcyjnej i realnej, dostępna jest na stronie Mieczy Średniowiecznych w poniższym linku. Tekst tam opublikowany bierze udział w konkursie, zachęcam do zapoznania się z nim jak również z innymi tekstami konkursowymi oraz do głosowania na najlepszy artykuł. 

 

Artykuły konkursowe i zasady głosowania

Bezpośredni link do drugiej części tekstu:

Zderzenie realizmu z rekonstrukcją – techniki walki_Paweł Adamiec

 

 

Katarzyna Anna Kapitan „Z mieczem na wiec. Konflikt i metody jego rozwiązywania w wybranych sagach islandzkich”

czwartek, 12 Grudzień 2013

Z nieukrywaną przyjemnością przeczytałem ostatnio całkiem świeżą, bo wydaną w roku 2012 nakładem wydawnictwa Chronicon, publikację Katarzyny Anny Kapitan pt. „Z mieczem na wiec. Konflikt i metody jego rozwiązywania w wybranych sagach islandzkich”.

Książka mile zaskakuje od pierwszego momentu, nie tylko ze względu na swoją merytoryczną zawartość, ale również z powodu bardzo starannego wydania. Twarda oprawa, świetny papier, bardzo dobrze dobrana typografia oraz minimalizm formy wyznaczają nowy standard wydawania książek naukowych, który zdecydowanie wart jest naśladowania. Nie forma jest jednak tutaj najważniejsza, a treść.

Wśród całkiem sporej ilości literatury skandynawistycznej wydanej w Polsce poświęconej tematyce średniowiecznej sagi zajmują miejsce szczególne. Mimo ich dużej popularności i wydawania kolejnych polskich tłumaczeń, których z roku na rok jest coraz więcej, bardzo niewiele jest w języku polskim publikacji traktujących sagi w sposób przekrojowy i analityczny. Tym bardziej cieszy ta nowa publikacja, młodej autorki, absolwentki historii i archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego oraz studentki Medieval Icelandic Studies na Háskóli Íslands w Reykjaviku.

katarzyna_ksiazka2

Książka łączy w sobie kilka cech spotykanych rzadko jednocześnie – bogactwo odniesień źródłowych i konkretnych informacji, jasność i przejrzystość wykładu oraz niezwykłą zwartość formy (zaledwie 160 stron). Przez to całość jest bardzo lekka i może stanowić świetne wprowadzenie w świat sag nawet dla kogoś, kto nie zetknął się z nimi wcześniej w szerszy sposób. Pod tym względem prawdziwym arcydziełem jest wstęp wyjaśniający na zaledwie trzydziestu stronach wszystkie podstawowe teorie dotyczące sag oraz obecny stan badań.

W kolejnych rozdziałach przechodzimy do merytorycznej i bardzo wyczerpującej części ułożonej w bardzo jasny, przemyślany sposób. Zaczynamy od przyczyn konfliktów w sagach. Następny rozdział poświęcony jest przebiegowi konfliktów, a ostatni ich skutkom. Taka struktura pracy związana jest z faktem, iż autorka zdecydowała się pracować na wybranym case study składającym się z trzech sag – „Saga o Egilu”, „Saga rodu z Laxdalu” oraz „Saga o Gunnlaugu Wężowym Języku”, których akcja dzieje się w niewielkim rejonie Borgafjordu. W rezultacie daje nam to współgranie trzech klasycznych dramaturgicznych jedności: miejsca, czasu i akcji, które dobrze koresponduje z sagami jako „literaturą konfliktu”.

Publikacja łączy w sobie studia nad sagami jako dziełami literackimi z analizą praw i obyczajów epoki. Z całości zaś wyłania się coś, co jest wręcz przeciwieństwem tematu. Autorka wielokrotnie, słusznie wskazuje na to, że sagi przekazują nam bardzo specyficzny i mocno zniekształcony obraz rzeczywistości islandzkiej, w której dramatyczne i krwawe wróżdy rodowe zdarzały się dość rzadko. Konflikt zaś, gdy już się pojawiał nad wyraz często rozwiązywany był pokojowo.

Elementu miecza w książce nie ma wiele. Na szczególne uznanie zasługuje dość wyczerpujące przedstawienie roli kobiet jako prowokatorek zemsty, zasad i praw pojedynkowych oraz niuansów dawnych praw zwyczajowych regulujących prawo własności i banicję.

Reasumując, książka stanowi świetną lekturę, którą mogę spokojnie polecić wszystkim fascynatom Skandynawii, dla miłośników sag zaś powinna być to pozycja absolutnie obowiązkowa.

KSIĄŻKA DO NABYCIA NA STRONIE WYDAWNICTWA